Czasami tylko skandal może oczyścić. "Każdy oddany Chrystusowi człowiek musi spojrzeć prawdzie w oczy"

Można się było spodziewać, że książka „Chodzi mi tylko o prawdę” Ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego i Tomasza Terlikowskiego spotka się z szaleńczym atakiem środowisk kościelnych. Można spodziewać się również, że Terlikowski będzie miał więcej nieprzyjemności niż zakaz udziału w rekolekcjach. Ja do dziś spotykam się z nieprzyjemnościami ze strony, niektórych wpływowych duchownych tylko za to, że zajmowałem się kilka lat temu przez krótki czas lustracją Kościoła.

„Od następnej niedzieli miałem mieć w Krakowie – w jednej z parafii – rekolekcje dla młodzieży. O miłości i płodności, o tym, że Bóg jest Bogiem płodnej miłości, której nie należy się bać. Miałem mieć, ale nie będę ich miał. Kardynał nie wydał bowiem zgody na to, bym spotkał się z młodzieżą. Jest to oczywiście jego święte prawo, którego nikt kwestionować nie może. Archidiecezja krakowska podlega jemu osobiście, i jeśli uważa, że spotkanie ze mną może zagrozić ortodoksji lub moralności młodzieży, to miał święte prawo zakazać go. I nikt tego jego prawa nie kwestionuje”- pisał kilka dni temu Terlikowski.

To dopiero początek walki z publicystą. I musi on być na to przygotowany. Niestety wcześniejsze reakcje sporej części polskiego duchowieństwa na drażliwe kwestie lustracji pokazały, że nowa książka ks. Isakowicza- Zaleskiego będzie dynamitem. Dynamitem, za wybuch którego najpierw zapłacą ci co podpalili lont, a nie ci, którzy powinni przez ten wybuch wylecieć ze swoich siedzeń. Ks. Isakowicz- Zaleski od lat na własnej skórze doświadcza jak działa walka o prawdę, która jest podstawą chrześcijaństwa. Gdy Ewa Czaczkowska (podejrzewam,że w dobrej wierze) zarzuciła duchownemu, że nic nie zrobił z wiedzą, którą ujawnił w książce, ks. Zaleski napisał w liście otwartym kilka zdań, które idealnie pokazują z czym przez lata mieliśmy do czynienia w Polsce. „Próbowałem tej drogi w 2005 i 2006 r., pisząc w sprawie lustracji i akt IPN m.in. do ks. kardynała Stanisława Dziwisza i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, ks. arcybiskupa Józefa Michalika, a także rozmawiając w cztery oczy z kilkoma innymi biskupami, w tym z moim współbratem z czasów seminaryjnych, ks. biskupem Józefem Guzdkiem, dzisiejszym biskupem polowym. Skutek był taki, że zostałem publicznie wdeptany w ziemię i tylko opieka św. Brata Alberta oraz pomoc wielu ludzi Dobrej Woli uratowała mnie od odejścia z kapłaństwa”- pisał kapłan i dodał:

„Czy sprawa abp. Juliusza Paetza nie jest najlepszym przykładem na to, że lobby homoseksualne ma duże wpływy? Nie dość, że ówczesny nuncjusz papieski abp. Józef Kowalczyk, a obecny Prymas Polski (skądinąd serdeczny przyjaciel b. arcybiskupa poznańskiego z czasów watykańskich), tuszował sprawę, to do dziś władze kościelne nie wyjaśniły wiernym archidiecezji poznańskiej, czy doszło do molestowania kleryków, czy też nie. Co więcej, abp. Paetz nadal uczestniczy w różnych uroczystościach kościelnych, w tym w Gdańsku (pisywałem o tym w "Gazecie Polskiej") czy w procesji ku czci św. Stanisława z Wawelu na Skałkę w Krakowie, a nawet w powitaniu Benedykta XVI w czasie pielgrzymki papieskiej.

Przepełnieniem czary goryczy dla tych, którzy wierzyli, że nuncjatura papieska w Warszawie i Rada Stała Episkopatu są w stanie cokolwiek zdziałać w tej sprawie, stała się obecność wspomnianego hierarchy na ostatnich obradach Episkopatu, które poświęcone były - uwaga! –pedofilii”.

Każdy oddany Chrystusowi człowiek musi spojrzeć prawdzie w oczy. Kościół ma problem, który rozwiązać można tylko radykalnie.

Skala ataków na ks. Isakowicza- Zaleskiego po jego „lustracyjnej”publikacji była ogromna i momentami mogła szokować. Wiem, bo w tamtym czasie miałem częsty kontakt z ks. Zaleskim, który naprawdę cierpiał z powodu zmasowanego ataku ze strony ludzi Kościoła. Nie można również zapominać szokującej reakcji sporej części duchowieństwa po lustracji abp. Wielgusa. Wówczas nawet Radio Maryja mówiło jednym głosem z „Gazetą Wyborczą”, a hierarcha udzielił nawet pełnego patosu wywiadu pismu Adama Michnika. Gdy chodzi o lustrację nie ma bowiem „Kościoła toruńskiego” i „Kościoła łagiewnickiego”. Można śmiało powiedzieć, że wszyscy równo bronią tajnych współpracowników SB i boją się prawdy. W kwestii lobby homoseksualnego, o którym ks. Zaleski mówił już w 2008 roku m.in w mojej audycji radiowej, atak będzie jeszcze większy. Jego konsekwencje dla każdego „Savonaroli A.D 2012” będą o wiele bardziej brutalne. Ja tego doświadczam od lat na własnej skórze. Od kiedy zaangażowałem się w lustrację środowisk akademickich i kościelnych w Olsztynie, co jakiś czas przekonuje się o „miłosierdziu”, niektórych duchownych. Piszę oczywiście o „niektórych”księżach bo doświadczam wiele życzliwości i wsparcia od duchownych pracujących również na wydziale teologii UWM ( mimo tego, że pisałem o agenturalnej przeszłości dziekana tego wydziały ks. prof. Cypriana Rogowskiego, którego sąd uznał kłamcą lustracyjnym) i poza nim. Ba, jestem przekonany, że znakomita większość księży w Polsce chce stanąć po stronie prawdy i nie boją się konsekwencji czyszczenia brudu, o którym mówił Benedykt XVI. To w końcu obecny papież w fenomenalny sposób oczyszcza kościół z pedofilów, którzy zrobili więcej złego tej świętej instytucji niż wszystkie totalitaryzmy razem wzięte. Niestety to od wpływowego duchownego usłyszałem, że mój ( i Grzegorza Wierzchołowskiego) tekst „TW Kamil i doktorat dla kardynała” z „Gazety Polskiej” miał na celu zaszkodzenie Kościołowi, zostałem również z dnia na dzień usunięty z katolickiego radia ( nieoficjalnie z powodu pisania dla lustrującej m.in. kler „Debaty”). Doszło nawet do tak kuriozalnej sytuacji, że nie mogłem kiedyś wziąć udziału w debacie bo moje nazwisko na liście gości nie spodobało się duchownemu. Oczywiście moje doświadczenia są niczym w porównaniu z tym czego doświadcza taki „Mohikanin” jak ks. Isakowicz- Zaleski, który teraz jest oskarżany o publiczne szkodzenia Kościołowi i dostarczanie amunicji jego wrogom.

Jednak to nie ks. Zaleski ani Terlikowski są winni temu, że lewica zachwyca się wywiadem rzeką. Ks. Isakowicz- Zaleski dał dowód temu, że próbował pewne kwestie załatwić bez udziału mediów. Niestety czasami tego się nie da zrobić. Przykład wieloletniego wykorzystywania dzieci przez garstkę duchownych, które na lata zaszkodziło „Dziełu Jezusa”, pokazuje, że dopiero publiczne pranie brudów powoduje oczyszczenie. Niestety. Na szczęście Kościół przetrwa ten kryzys i wyjdzie z niego umocniony. Tak jak wychodził zwycięsko ze wszystkich wewnętrznych i zewnętrznych batalii w ciągu ostatnich 2 tysięcy lat.

Za: Fronda.pl

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...