Mitt Romney wygrał zdecydowanie prawybory w stanie Illinois. I posunął się o kolejny krok dalej w metodycznej walce o nominację. W środę poparł go jeden z najbardziej poważanych liderów partii – Jeb Bush.
Liczby nie kłamią. Na Romneya zagłosowało prawie 47 proc. głosujących, podczas gdy jego najgroźniejszy rywal, Rick Santorum – otrzymał 36 proc. W przyznanych delegatach jeszcze większa przewaga: Romney na tę chwilę dodatkowych 41, Santorum – 10. Zwycięstwo Romneya nad Santorum pewne i zdecydowane, dodatkowo – jak wcześniej w Michigan i Ohio – w bardzo zróżnicowanym stanie, z dużą liczbą wielkomiejskiego i podmiejskiego elektoratu. A to klucz do zwycięstwa Partii Republikańskiej w listopadzie. Do tego establishemnt Partii Republikańskiej wysłał w środę rano kolejny, jasny komunikat – Romneya poparł były gubernator Florydy Jeb Bush, mówiąc że „czas aby zjednoczyć się” wokół byłego gubernatora stanu Massachusetts.
Romney po zwycięstwie wyglądał na pewniejszego i zrelaksowanego. Jego mowa wyborcza wymierzona była w prezydenta Baracka Obamę. Dobrze i mocno wygłoszona, miała jeden cel: ostre zarysowanie kontrastu. Dominującym słowem była „wolność gospodarcza” a kandydat zadeklarował, że będzie jej bronił w starciu z Obamą. Zdaniem Romneya, „każdego dnia, z każdą kolejną regulacją” obecna administracja „prowadzi atak na nasze wolności”, niszczy „American dream”.
Dzisiaj to były prawybory, jednak w listopadzie staniemy przed fundamentalnym wyborem. Nie będzie chodziło oprzynależnośc partyjną czy osobowość kandydatów, ale priorytety dla kraju
– mówił Romney. Przedstawiając się jako „konserwatywny biznesmen” z 25-letnim stażem to on obroni „unikalny geniusz amerykańskiej wolności gospodarczej”.
Rick Santorum pogratulował Romneyowi wygranej, ale w przemówieniu wygłoszonym tego wieczora w Gettysburgu zapowiedział dalszą walkę.
Teraz to walka pomiędzy dwoma kandydatami i potrzebujemy, aby wszyscy konserwatyści nas poparli
– powiedział kandydat. Następne prawybory już w sobotę w Luizjanie i Santorum powinien je wygrać.
Prawybory wzmacniają Republikanów
Po prawyborach w Illinois widać, że możliwe realnie są dwa scenariusze. W pierwszym – klasycznym - Romney zdobywa 1.144 delegatów potrzebnych do nominacji. W drugim – Santorum wraz Newtem Gingrichem i Ronem Paulem nie pozwalają liderowi zdobyć większości i na sierpniowej konwencji w Tampie dojdzie do targów. W tym scenariuszu, prawdopodobnie i tak Romney będzie rywalem Baracka Obamy w listopadzie, ale będzie musiał „zapłacić” czymś swoim rywalom za poparcie.
Jednak po objeździe Illinois, nie wygląda wcale, że przedłużanie prawyborów jest rzeczą złą. Romney i Santorum odwołują się do nieco odmiennych elektoratów i potrafią je zeelektryzować. Romney odpowiada lepiej sytuowanym mieszkańcom przedmieść o bardziej umiarkowanych poglądach. Santorum to z kolei kandydat tzw. small-town America. W Illinois odnalazł swój głos a na imię mu „Wolność, Reagan, Konstytucja”. Pod wpływem Santorum, także Romney zaczął częściej używać słowa „wolność” ale z naciskiem na przymitnik „gospodarcza”. Także obecnosć w wyścigu Gingricha wychodzi na dobre: jego nacisk na hasło „benzyna po 2,50 dolara za galon” bardzo celnie punktuje Obamę.
W ten sposób republikański trójgłos (Romney „udany biznesmen”, Santorum „obrońca gorzej sytuaowanych”, Gingrich „tańsza energia”) pozwala na zarysowanie kontrastu z polityką Obamy. Prawybory wzmacniają samego Romneya – jest coraz lepszym kandydatem, który potrafi coraz lepiej kontaktować się z elektoratem. Z moich obserwacji choćby z Illinois wynika ponadto, że podziały między kandydatami nie przeszkodzą w zjednoczeniu całej partii wokół wybranego nominata. Gdy przyjdzie do walki z Obamą, Republikanie zagłosują. Chęć pobicia Obamy jest wśród nich tak silna, że zagłosują, nawet – jak mówili mi obywatele w Illinois – na „mniejsze zło” czy „zaciskając palce na nosie”.
Paweł Burdzy z Chicago
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/129100-illinois-czyli-szach-i-mitt-romneya-poparl-byly-gubernator-florydy-jeb-bush-mowiac-ze-czas-aby-sie-zjednoczyc