„Kościół wobec mediów, media wobec Kościoła” - to tytuł otwartego panelu dyskusyjnego, który odbył się dziś w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. W panelu uczestniczyli: ks. dr Józef Kloch, rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski; Marcin Przeciszewski, dyrektor Katolickiej Agencji Informacyjnej oraz red. Ewa Czaczkowska z „Rzeczpospolitej”.
Paneliści prochu może nie wymyślili, ale warto było ich posłuchać – choćby po to, by jeszcze raz uświadomić sobie, że Kościół nie może odwracać się od mediów (także tych świeckich – publicznych i komercyjnych), bo inaczej zaprzeczyłby swojej misji głoszenia Dobrej Nowiny oraz że dobro też trzeba umieć „robić” dobrze, czyli w sposób atrakcyjny dla odbiorcy, bez unikania tzw. trudnych tematów – to jest warunek niezbędny tego, by odbiorcy chętnie korzystali z mediów katolickich.
Po wysłuchaniu panelistów, pozwalam sobie sformułować następujące trzy uwagi.
1. Dyrektor Przeciszewski, mówiąc o niedopuszczalnym zaangażowaniu mediów katolickich po stronie jednego z obozów politycznych, stwierdził – przy braku sprzeciwu pozostałych panelistów – że tu mamy problem na „odcinku toruńskim”, czyli, wiadomo, Radia Maryja. Panie dyrektorze, dopowiedzmy prawdę do końca: Radio Maryja nie jest tu wyjątkiem. A choćby „Tygodnik Powszechny” - to wszystkie partie traktuje równo? Ale medialny mainstream widzi polityczne zaangażowanie tylko po jednej stronie, w przypadku przeciwnej – ma problem z oczami.
2. Prowadzący panel red. Adam Głaczyński z Polskiego Radia Rzeszów pokazał ostatnie okładki „Wprost” i „Newsweeka” z tzw. cover stories na temat Kościoła, twierdząc, że te pisma przynoszą złe wiadomości dla Kościoła. Drogi Adamie, jeżeli tak jest rzeczywiście, to to oznacza, że są to złe wiadomości także dla Ciebie, dla mnie, dla panelistów i większości publiczności panelu, bo wszyscy jesteśmy Kościołem. Może więc warto nie zatrzymywać się na jałowej konstatacji, że są to złe wiadomości, ale zastanowić się w sumieniu, co – w imię odpowiedzialności za Kościół – każdy z nas powinien zrobić, by było lepiej? Nie traktujmy Kościoła jako jakąś dziwną rzeczywistość, zewnętrzną wobec nas - problemy Kościoła są również naszymi.
3. Jeżeli dwóch ludzi mówi o niedobrych zjawiskach w Kościele to samo - krytycznie, to nie zawsze oznacza to to samo i nie wolno wrzucać ich razem do tego samego worka ze „szkodnikami Kościoła”. Ważna jest intencja: czy czynią to z miłości do Kościoła, czy tylko, by mu „przywalić”, bo to się dobrze sprzedaje w mediach. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (akurat jestem świeżo po lekturze książkowego wywiadu-rzeki, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski) mówi często o Kościele rzeczy trudne, ale nie mam wątpliwości, że czyni to miłości. Ludzie potrafią dostrzec, że jest w tym autentyczny – może dlatego stał się dla tak wielu osób w Polsce autorytetem. Gdy to samo lub podobnie mówi X czy Y (w tym gronie, niestety, bardzo wielu dziennikarzy), to są oni dla mnie kompletnie niewiarygodni, bo nawet nie starają się ukryć, że czują już „zapach krwi” zranionego Kościoła i że napełnia ich to dziką rozkoszą.
Jak odróżnić jednych od drugich? Nie wiem. Prywatnie, dla siebie, mam taki probierz: spośród krytyków niedobrych zjawisk w Kościele kocha Go ten, kto jest gotów za swoje poglądy oberwać po uszach. Zwłaszcza od „swoich”, bo to boli najbardziej. Ks. Isakowicz-Zaleski oberwał od swoich, i to solidnie. X czy Y - wręcz przeciwnie, chodzą w swoich środowiskach w splendorze tych, którzy się „księżom nie kłaniają”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/129097-patrzmy-czy-krytycy-niedobrych-zjawisk-w-kosciele-czynia-to-z-milosci-do-niego-czy-tylko-by-mu-przywalic-bo-to-sie-dobrze-sprzedaje
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.