Jak obrzydzić księdza Isakowicza-Zaleskiego. "Gdybym nie znał tego wywiadu byłbym przekonany, że to jakiś szaleńczy atak na Kościół"

Ze zdumieniem przeczytałem dzisiejszą recenzję mojego wywiadu rzeki z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, jaka wyszła spod pióra Katarzyny Wiśniewskiej. Gdybym nie znał tego wywiadu byłbym przekonany, że to jakiś szaleńczy atak na Kościół. Mój problem polega tylko na tym, że ja ten wywiad zrobiłem, i wiem, że takie jego przedstawienie jest zwyczajną manipulacją.

Nie ukrywam, że „Chodzi mi tylko o prawdę” to nie jest grzeczny wywiad, bo też i ksiądz Isakowicz-Zaleski nie jest „grzecznym” księdzem. Są w nim zawarte także momenty trudne, słowa o problemie lobby homoseksualnego w Kościele czy oceny postawy kurii krakowskiej. Zawsze są one jednak opatrzone licznymi zastrzeżeniami, i mocnym przypomnieniem, że to jednak są wyjątki, a nie norma. Tych zastrzeżeń, przypomnienia o tym, że chodzi wyłącznie o oczyszczenie Kościoła, o jego dobro, o moc świadectwa, próżno jednak szukać w recenzji Katarzyny Wiśniewskiej. Ona skupiła się na takim przestawieniu wywiadu, by jej czytelnicy dostrzegli w nim szaleńca biegającego z nożem w zębach i atakującego biskupów (ze szczególnym uwzględnieniem kardynała Stanisława Dziwisza).

Cytaty są tak dobrane, by sprawiać takie wrażenie, brak jest choćby próby pokazania kontekstu wypowiedzi, nie ma nawet śladu po pochwałach rozmaitych księży i biskupów, których pełna jest ta książka. Czytelnik recenzji może też uznać, że w rozmowie z księdzem skupiamy się wyłącznie na problemach kurii krakowskiej i homoseksualizmie. A to wierutna bzdura. O tym traktuje zaledwie kilka stron niemal dwustustronicowej książki. Poza tym rozmawiamy o Ormianach i ich liturgii, o rzezi wołyńskiej, o Ukrainie, oceniamy Prawo i Sprawiedliwość, Adama Michnika (dodajmy o wiele ostrzej od kardynała Dziwisza), a także spieramy się na temat celibatu. Nie zabrakło także uwag na temat relacji księży i biskupów. Niekiedy zawarte są w książce mocne opinie, ale... w niczym nie zmienia to faktu, że zawsze motywowane miłością do Kościoła, a nie walką z kimkolwiek.

I żeby to zrozumieć trzeba przeczytać książkę, a nie tylko recenzję Katarzyny Wiśniewskiej. Do tego serdecznie zachęcam, wierząc, że spotkanie z tą książką pomoże zrozumieć Kościół w Polsce, a także porozmawiać także o sprawach trudnych.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...