Irańskie „Rozstanie” powaliło na kolana nie tylko amerykańską Akademię Filmową. Oscarowy film wygrał wcześniej wszystkie prestiżowe festiwale. Jak to możliwe, że Hollywood zachwyciło się opowieścią, której główna oś konfliktu oparta została na obronie życia poczętego? To proste. Na wątek ten postanowiono nie zwrócić uwagi. Krytycy całego świata programują więc widzów na dostrzeżenie w „Rozstaniu” głównie wątku feministycznego.

Simin i Naader właśnie się rozwodzą. Ona chce wyjechać za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków życia dla ich nastoletniej córki, on nie zamierza opuszczać chorego na Alzheimera ojca. Żadne z nich nie zamierza ustąpić. Simin wnosi więc pozew rozwodowy, a Naader szanując wolę żony, wyraża na to zgodę. Do opieki nad ojcem zmuszony jest jednak zatrudnić opiekunkę Razieh, której obecność wywoła lawinę dramatycznych zdarzeń. Tak rozpoczyna się „Rozstanie” Asghara Farhadiego, okrzyknięte arcydziełem światowego kina. Irański film zachwycił jurorów wszystkich możliwych festiwali. Zdobył nagrodę BAFTA, otrzymał Cezara, wygrał Złote Globy a przed dwoma tygodniami dostał Oscara, pozostawiając daleko za sobą „W ciemności” Agnieszki Holland i izraelski film „Hearat Shulayim”.

Trzeba przyznać, że „Rozstanie” nie ma słabych punktów. Doskonały scenariuszowo, świetny reżysersko i wspaniały aktorsko film zachwycił tak Europejczyków, jak i Amerykanów. Krytycy, w zależności od wyznawanej opcji światopoglądowej, kładą akcenty na różne wątki. Z dywagacji na temat „Rozstania” przebijają jednak dwie wiodące tendencje. Pierwsza ukazuje główną bohaterkę Simin, jako kobietę wyzwoloną, zdolną do przeciwstawienia się mężowi i panującemu w Iranie patriarchalnemu modelowi rodziny. Aspekt ten upodobały sobie szczególnie feministki. Postawę otwartej na nowe wyzwania, gotowej opuścić kraj i rodzinę kobiety, stawiającej na pierwszym miejscu własne spełnienie zawodowe imponuje im szczególnie. Simin będzie z pewnością stawiana za wzór wszystkim nieprzekonanym jeszcze muzułmankom, na które od lat ostrzą zęby feministyczne organizacje, lokujące się coraz chętniej w krajach muzułmańskich.

Drugim wątkiem, który upodobali sobie krytycy jest przeciwstawianie nowoczesności i tradycji, przyszłości i przeszłości, luźno pojętej tolerancji i przynależności kulturowej, a wreszcie świadomości i zaściankowości. Znamy doskonale ten indoktrynerski dualizm, którym karmi się nas od wielu lat. W ostatnim czasie przyjął kurs jeszcze bardziej radykalny, oparty na przemianowaniu pojęć i zrównujący przynależność narodową z faszyzmem.

Mniej „europejscy” bohaterowie „Rozstania", żyjący w zgodzie z tradycją i religią, przedstawiani są w recenzjach jako zacofani hipokryci, pogrążeni w obłudzie. Gdyby jednak przyjrzeć się obiektywnie postaciom filmu, widać jednoznacznie, że wszyscy popełniają błędy, że na część sytuacji nie mają wpływu, a wiara i wierność tradycji wcale nie prowadzą ich do złych wyborów, lecz przeciwnie - do prawdy. Ostatecznym wyznacznikiem działań każdego z bohaterów jest jego sumienie.

Naader zostaje postawiony w sytuacji trudnego wyboru. Kocha swoją żonę, szanuje jej decyzję, lecz nie może z nią wyjechać. Wie, że prawdopodobnie wygodniej i bezpieczniej żyłoby się poza Iranem, ale świadomie wybiera drogę trudniejszą. Mimo, że choroba ojca jest tak zaawansowana, że ten prawie go nie poznaje, nie zamierza zostawić go w rękach obcych ludzi. Obejmuje go troską należną ojcu.

W wywiadzie dla „Zwierciadła” z 28 lutego 2012 r.  Asghar Farhadi stwierdza, że Naader doświadcza poczucia ugrzęźnięcia

pomiędzy skrajnymi w formie modelami życia – ojcem i tradycją a córką i przyszłością. Odwaga jest mu potrzebna nie tyle po to, by wyjechać, ale żeby zostać na miejscu, zająć się chorym ojcem. (…)

W filmie ojciec potrzebuje opieki medycznej, nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, ani nie mówi – wciąż jest jednak człowiekiem, który zasługuje na szacunek. W pewien sposób możemy się dzięki niemu odnosić do tradycji w sposób bezpośredni, ale trzeba jednocześnie zauważyć, że jego obecność świadczy też o tym, że tradycja wciąż jest wśród nas. Nie sposób temu zaprzeczyć

– wyjaśniał reżyser.

Pomimo tego, że z filmu bije potężne światło skierowane na wierność prawdzie i tradycji, oczy krytyków zwrócone są na zupełnie inne sprawy. Tradycyjna obyczajowość muzułmańska pokazywana jest nadal w krzywym zwierciadle. Tymczasem „Rozstanie” wyjątkowo dobitnie pokazuje sprawę bezwzględnego szacunku do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Chory na Alzheimera dziadek jest autentycznie kochany przez wszystkich członków rodziny. Mimo zaników świadomości, na które cierpi, wszyscy traktują go jak prawdziwie obecnego. Nie ma mowy o oddaniu go do szpitala czy ośrodka opieki społecznej, bo takich prawdopodobnie w Iranie nie ma. Pamiętam opowieści pewnego misjonarza, pracującego w jednym z krajów arabskich. Opisywał niewyobrażalne zdumienie muzułmanów, pytających czy to prawda, że w Europie są specjalne domy do których oddaje się starych, schorowanych ludzi. Nie potrafili uwierzyć, że ludzie pozbywają się z domu ojca czy matki.

Film Farhadiego jest afirmacją życia - tego zbliżającego się ku końcowi i dopiero rozpoczętego. Główna oś konfliktu pomiędzy rodziną Naadera a rodziną opiekunki oparta jest właśnie o utratę nienarodzonego dziecka Razieh. Ochrona życia dziadka staje w pewnej chwili w konflikcie z ochroną życia rosnącego pod sercem matki dziecka. W następstwie skomplikowanych zdarzeń, Razieh traci je a winą za poronienie obciąża Naadera. To właśnie tu leży środek ciężkości dalszej narracji. W irańskim prawie za spowodowanie śmierci nienarodzonego dziecka odpowiada się równie surowo jak za morderstwo. Niestety zachwyceni filmowym arcydziełem recenzenci nie dostrzegają tego kluczowego wątku. Zatrzymują się na przerysowanym przez siebie aspekcie samodzielności decyzyjnej kobiety, choć widać, że dla reżysera jest ona czymś naturalnym. Niewiele pisze się też o najgłębszych motywacjach bohaterów i przesłaniu, które Farhadi jednoznacznie podkreśla. W jednej ze scen Naader zarzuca żonie tchórzostwo:

Przez całe życie zamiast stawiać czoła problemom albo uciekasz albo się poddajesz. Dlaczego chcesz wyjechać z kraju? Bo boisz się tu zostać

– mówi.

„Rozstanie” to głęboki film, ukazujący złożoność ludzkich wyborów i wzajemnych zależności, stający w obronie przynależności do tradycji i wkorzenienia w świat, z którego wyrośli bohaterowie. Zdecydowana większość recenzentów zdaje się tego wątku nie dostrzegać. Powtarzane przez nich hasła o uniwersalności, głębi bohaterów, dramaturgii wątków czy nieoczekiwanych zwrotach akcji, zatrzymują się ostatecznie na bezpiecznej powierzchni tolerancji i postępu. Niestety do takiego formatowania rzeczywistości przyzwyczailiśmy się już chyba na tyle, że powoli przestajemy to dostrzegać.

 

Tekst ukazał się w tygodniku "Głos Katolicki".