Analiza Zaremby: Wniosek o Trybunał Stanu to akcja grupy Schetyny i Grupińskiego w PO. Pytanie, czy Tusk wiedział? W grę wchodzą piętrowe intrygi

fot. PAP / R. Pietruszka
fot. PAP / R. Pietruszka

Nie sposób się dziś dowiedzieć, jak faktycznie podjęto decyzję o stawianiu przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i Ziobry. Jeden z ważnych polityków PO mówi dziennikarzowi:

To są standardy białoruskie, stawiania liderów opozycji przed Trybunałem w pięć lat po utracie przez nich władzy nie da się uzasadnić niczym poza polityczną sztuczką.

Także ministrowie rządu Tuska dystansują się w kuluarach (choć tylko prywatnie, poza chlubnym wyjątkiem Jarosława Gowina) od tego pomysłu. Sugeruje się, że to "oddolna inicjatywa" klubu, bez sankcji Tuska, który miesiąc temu, po spotkaniu z posłami SLD, przestrzegał przed takim rozliczaniem opozycji.

Formalnie o zgłoszeniu wniosku zdecydowało prezydium klubu zdominowane przez polityków PO bliskich Grzegorzowi Schetynie. On sam bywa na spotkania prezydium zapraszany i jest tam fetowany. Sam Schetyna dał zresztą twarz tej inicjatywie, bronił jej przed kamerami telewizyjnych Wiadomości. Także Rafał Grupiński, szef klubu, i drugi rzecznik wniosku, jest kojarzony ze Schetyną.

W związku z tym w Platformie pojawiają się spiskowe teorie. Na przykład taka, że Rafał Grupiński był zagrożony usunięciem i postanowił zintegrować wokół siebie posłów swego ugrupowania antypisowską inicjatywą. Teraz, gdy szereg polityków Platformy w to weszło, łącznie z bardzo gorliwą marszałek Ewą Kopacz, trudniej będzie się Grupińskiego pozbyć.

Pojawiają się i bardziej piętrowe interpretacje. Na przykład taka, że Grupiński i Schetyna są zainteresowani przełamaniem niepisanego porozumienia wszystkich partii: nie stawiamy przeciwników przed Trybunałem. Skoro można rozkręcić taką akcję przeciw liderom PiS i Solidarnej Polski, w przyszłości prawica mogłaby postawić przed Trybunałem Tuska i jego ludzi, na przykład za Smoleńsk. Schetyny i Grupińskiego wśród potencjalnych podsądnych nie ma.

Ale są i tacy, co nie wierzą w podjęcie tak fundamentalnej decyzji bez jakiegokolwiek udziału samego Tuska. Byłoby to sprzeczne z wszystkim, co wiemy o Platformie. Stąd inna teoria: Tusk wyraził sekretnie zgodę po to aby się potem zdystansować. Jeśli Grupiński i Schetyna nie uzyskają wymaganej większości 3/5 (a są bez PSL za to z Ruchem Palikota i SLD na samym styku, brak kilku głosów), skompromitują się i poniosą w klubie klęskę. Będzie można ich dalej degradować. Jeśli, co mało prawdopodobne, uzyskają głosy, zacznie się zamęt pozwalający przykrywać kłopoty rządu.

Tak czy inaczej wypada się zgodzić z politykiem PO: To są standardy białoruskie i sam fakt, że tylu polityków Platformy, łącznie z marszałek Sejmu, w to się zaangażowało, pokazuje jak nisko upadła polska polityka. Jeśli to zaś jest narzędzie intrygi dotyczącej relacji wewnątrz samej Platformy, do kompromitacji dochodzi jeszcze efekt groteski.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...