Ostatnio ukazało się szereg tekstów i programów telewizyjnych o braku wystarczającej polityki rodzinnej w naszym kraju. Usłyszeliśmy wypowiedzi polityków „pochylających się” z troską nad tym problemem, mówiących słusznie, że problemy rodzin powinny być w centrum uwagi. Tak jest od lat. W tym roku zostało to wzmocnione informacjami o dramacie demograficznym. W 2009 roku współczynnik dzietności wyniósł tylko 1,4. W roku 2011 urodziło się o 5% mniej dzieci niż w 2010 roku. Mamy zatem katastrofę demograficzną i o tym mówimy, ale nic poza tym.  W tle jest też niedawna informacja GUS, że w Polsce mieszka ok.1 milion ludzi mniej niż sądzono. Co się z nimi stało? Wyjechali z naszej zielonej wyspy, na której bezrobocie wynosi dotyka już ponad 2 miliony osób. I o dziwo z informacji z Anglii wynika, że Polki rodzą tam więcej dzieci niż przeciętnie w Polsce. Odpowiedź, dlaczego tak się dzieje nie jest trudna - rodziny widzą dla siebie perspektywy, możliwości utrzymania się, mogą tam liczyć na realne, a nie deklaratywne wsparcie państwa.

Tymczasem u nas stopniowo redukowany jest podstawowy system wsparcia dzieci z rodzin ubogich, jakim są świadczenia rodzinne. Mają do niego uprawnienia tylko dzieci z rodzin, w których średnia na członka rodziny wynosi do 504 zł. Średnia ta nie zmienia się od 8 lat, choć powinna i dlatego gdy w roku 2004 z systemu korzystało 5,5 dzieci to w roku 2010 już tylko 3,3 mln. A więc w  latach 2004-2010 z sytemu świadczeń rodzinnych „wypadło”  ok. 2,2 mln. dzieci głównie w związku z brakiem waloryzacji progów dochodowych uprawniających do zasiłku!

Przypomnijmy wysokość tych świadczeń. Otóż na dziecko do 5 lat przysługuje zasiłek rodziny w kwocie 68 złotych, a na dziecko od 5-18 lat 91 złotych. Jeśli w rodzinie jest więcej niż dwoje dzieci, to na trzecie i kolejne przysługuje 80 złotych z tytułu wielodzietności. Zatem rodzina z trojgiem dzieci (np. do 5 lat), mająca na utrzymanie do 2520 złotych otrzyma łącznie zasiłki rodzinne i dodatek z tytułu wielodzietności w kwocie 284 złote. Trudno się dziwić, że przy takim wsparciu i troskliwym „pochylaniu się na problemem” polityków exodus z Polski nie ustaje, a liczba rodzących się dzieci zmniejsza się.

Brak wystarczającego wsparcia rodzin próbuje się tłumaczyć kryzysem. Tymczasem to kwestia priorytetów, a nie braku możliwości. Z łatwością znajdują się środki na wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rosnącą biurokrację, naszą zbyt kosztowną prezydencję UE (zasobna Dania zamierza wydać znacznie mniej od tego co wydał nasz kraj) i wiele innych celów, które „pochylający się” na rodziną politycy realnie, a nie deklaratywnie realizują.