Europa ewidentnie znalazła słaby punkt reżimu Łukaszenki. Ciekawe, czy go skutecznie wykorzysta

Aleksander Łukaszenka wydalając z Białorusi ambasadora RP  i szefową przedstawicielstwa Unii Europejskiej popełnił bardzo poważny błąd taktyczny.

Reżim chyba nie zauważył, że od kilku miesięcy na różnych szczeblach europejskiej polityki, w tym także w Polsce i Litwie coraz śmielej zaczynały się pojawiać głosy domagające się zniesienia sankcji wobec Białorusi, w tym nawołujące do jednostronnej liberalizacji stosunków z reżimem. Skądinąd, głosy takie pojawiają się w Europie cyklicznie i są zupełnie niezależnie od tego, co aktualnie swoim rodakom robi Aleksander Łukaszenka. Można odnieść wrażenie, że  część zawodowych dyplomatów i unijnych biurokratów po prostu co jakiś czas postanawia ogłosić, że odniosła na Białorusi wielki sukces, stąd dalsza walka o prawa człowieka i demokrację staje się bezprzedmiotowa. W wielu krajach regularnie podnoszony jest także argument w rodzaju „mamy swoje problemy, po co zajmować się Białorusią”, w Polsce w prezentowany był choćby styczniu b.r. na łamach „Rzeczpospolitej”. Jestem przekonany, że gdyby nie dzisiejszy atak Aleksandra Łukaszenki na dyplomację Polski i UE, ogłoszenie europejskich sankcji wizowych i ekonomicznych wobec Białorusi byłoby na długo ostatnim akordem oziębienia we wzajemnych stosunkach. Sądzę, że stopniowa poprawa wizerunku Aleksandra Łukaszenki w Europie, choć merytorycznie nieuzasadniona, była już kwestią najbliższych kilku miesięcy. Nieobliczalny Łukaszenka pokrzyżował jednak plany nawet swoim europejskim stronnikom.

Nerwowość, z jaką Aleksander Łukaszenka zareagował na nowe sankcje ze strony Europy może mieć racjonalne podstawy. Jeżeli wpisanie zaledwie 21 kolejnych Białorusinów na listę tzw. „niewjezdnych” i zamrożenie ich aktywów finansowych znajdujących się na terenie UE wprowadza białoruskie władze w stan bliski histerii, oznacza to, że  prawdopodobnie właśnie odcięto Białoruś od jakiś bardzo lukratywnych interesów na Zachodzie, być może właśnie tych, od których zależało przetrwanie reżimu.

Drugą możliwością jest to, że Aleksander Łukaszenka już planował kolejny zwrot w polityce zagranicznej, od lat prowadzonej pomiędzy Kremlem a Brukselą. Otóż pozostając od grudnia 2010 r. pod jawnym patronatem Moskwy, Łukaszenka prawdopodobnie zakładał, że już niedługo kolejny raz uda mu się powtórzyć rytuał pojednania z Europą, którego finałem byłaby zapewne zachodnia pomoc finansowa. Nieoczekiwane sankcje ze strony Unii Europejskiej mogły, jego mniemaniu, plan ten przekreślić. Ochłodzenie w stosunkach z Europą pozostawia go w coraz ciaśniejszym uścisku Moskwy. Władza Aleksandra Łukaszenki jest z każdym tygodniem coraz słabsza.

Europa ewidentnie znalazła słaby punkt reżimu.  Ciekawe, czy go skutecznie wykorzysta.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych