Historia zdrady. "Likwidacja nauki historii w polskich szkołach, to działanie antypaństwowe, zdrada interesu Polski"

fot. wikipedia
fot. wikipedia

Z reformami polskiego szkolnictwa jest chyba podobnie, jak z aferą ACTA. Tylko nikt na razie nie wychodzi jeszcze na ulice i nie inicjuje antyrządowych okrzyków i podskoków. Właściwie prawie wszyscy są przeciw, ale ministerstwo i tak siłowo wprowadza je w życie. Szczególnie odnosi się ten zarzut wobec zaniechania nauki historii w liceach.

Wspierają te zmiany tylko ci, na których w podobnych przypadkach zawsze można liczyć. Myślę o politykach, mediach, organizacjach, dla których duch polskości, tradycji, rodzimych korzeni jest tylko powodem do kpin, internacjonalistycznych uniesień i przedstawiania patriotycznych czynów, jako durnotę naszych ojców i dziadów. I w tym kontekście, jako wzór, pokazywane są programy szkolne w niektórych krajach Europy, gdzie lekcje historii sprowadzono wręcz do ilości symbolicznych.

Tylko, że pomiędzy Polską a większością europejskich państw, szczególnie jeśli idzie o historię najnowszą, jest ogromna różnica. Tam nie ma się czym szczycić, więc lepiej o II wojnie zapomnieć i młodym historią głowy nie zawracać. Cóż im bowiem mówić? Że Hitler prawie wszędzie wjeżdżał bez większych przeszkód, że tzw. elity natychmiast się z najeźdźcą bratały, a potem przez kilka lat balowały? Że Chamberlain bez większych ceregieli oddał Hitlerowi Czechosłowację, a po powrocie z Monachium ogłaszał przywieziony stamtąd pokój?  Wiem, że rzecz trochę upraszczam, ale czy było tak bardzo inaczej?

Tylko Polska podjęła walkę od pierwszego dnia najazdu Niemców, do ostatniego. Więcej – jeszcze przez długi czas patriotyczna partyzantka toczyła bohaterskie walki z podległymi sowietom oddziałami wojska i milicji. Jaki okupowany kraj, oprócz Polski, miał podziemną, sprawnie działająca organizację państwową? I chyba tylko polskich jednostek, pod narodowymi sztandarami nie było, po stronie Hitlera, pod Stalingradem. Reszta się sprzedała.

Dlatego właśnie tam historii nie uczą, bo przynosi tylko kompleksy. I wstyd. A u nas – wręcz przeciwnie. Historia powinna być źródłem mocy państwa. I europejskiej solidarności. Rzeczywistej, a nie klepanej przy każdej okazji bez sensu. Dotrzymanie przedwojennych zobowiązań przez sojuszników Polski wymusiłoby inny przebieg niemieckiej nawałnicy na Europę. O tym trzeba mówić, a nie pleść dyrdymał o kierowniczej roli Berlina.

Na ogół unikam ostrych oskarżeń, ale likwidacja nauki historii w polskich szkołach, to nic innego, tylko działanie antypaństwowe i zgodne z oczekiwaniami obcych sił. Czyli zdrada interesu Polski. Pani, która te zmiany zaprogramowała zachowała się, jak obca agentka. To nazwisko trzeba zapamiętać - Katarzyna Hall. Przypuszczam, że kwalifikacje byłej minister najlepiej ilustruje zdjęcie zamieszczone w którejś bulwarówce. Zdjęcie pozowane. Nie opiszę go, zbliża się kolacja.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...