Żona rzecznika rządu, Dagmara Graś, zeznała w prokuraturze, że podrabiała podpisy męża na dokumentach spółki Agemark, w której zarządzie oboje zasiadali - podaje "Super Express". Ekspertyzy grafologiczne wykazały jednak, że podpisy złożył sam Paweł Graś, a jego żona prawdopodobnie kłamała, by bronić męża. Żadne z małżonków nie usłyszało jednak zarzutów. Wszystko zgodnie z prawem.

Cała sprawa dotyczy afery spółką Agemark, w której władzach zasiadał Paweł Graś. Ustawa antykorupcyjna zabrania ministrom zasiadania we w zarządzie prywatnych spółek. Jednak jak ustaliło CBA, podpisy składane były przez Grasia na dokumentach firmy już po jego rzekomej rezygnacji z zarządu.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo. Graś zeznał, że nie pamięta, by podpisywał jakieś papiery. Potwierdzeniem jego wiarygodności miały być zeznania żony, która twierdziła, że to ona podrabiała podpisy męża, nie informując go o tym.

Jak informuje „SE” krakowscy śledczy i biegli grafolodzy przez rok badali podpisy i orzekli, że ich autorem jest Paweł Graś.

Warszawska prokuratura umorzyła jednak postępowanie w sprawie Grasia.

Wszystko wskazuje, iż mimo wykazania, że rzecznik rządu skłamał w kwestii podpisów, nie ma zamiaru wszcząć go na nowo. Wiadomo też, że Dagmara Graś, mimo że złożyła fałszywe zeznania, broniąc męża, nie usłyszy zarzutów

– pisze SE.

Dlaczego? Świadek, który skłamie w obawie przed zaszkodzeniem bliskiej osobie, nie podlega karze.

 

Schowanie się za fartuchem żony jest jak widać niezwykle skuteczne. Pozostaje mieć nadzieję, że przy okazji studniówkowej rewizji resortów, Donald Tusk wezwie do siebie na przegląd również rzecznika Grasia.

 

mall, Super Ekspress