Dziś w Krakowie rozpoczyna się kolejny proces, który budzi niepokój o stan wolności słowa w Polsce i który prowokuje do postawienia pytania czy część elit III RP nie dąży do objęcia ich ochroną niespotykaną w państwach demokratycznych?

Osobą pozwaną jest dziennikarz i publicysta Roman Graczyk, który w książce „Cena przetrwania? SB wobec tygodnika Powszechnego”, jako jeden z wątków, opisał postać Mieczysława Pszona, legendy "Tygodnika". W odpowiedzi na Graczyka spadła lawina pomówień, oskarżeń i środowiskowego ataku. Jacek Pszon, syn opisanej postaci, pozwał Graczyka. Nie do końca wiadomo dlaczego, bo Graczyk nie stwierdził, że Pszon był tajnym współpracownikiem komunistycznej SB.  Odwrotnie - delikatnie i w stonowany sposób opisał skomplikowane relacje łączące publicystę z organami władzy. Zadał pytanie o granice kompromisu i zaangażowanie w rozmowy z SB.O co więc chodzi? Graczyk mówi nam:

Pozew jest sformułowany w ten sposób, że choć rzekomo nie piszę iż Pszon był tajnym współpracownikiem SB, to w istocie to piszę. A skoro tak to rzekomo naruszam dobra osobiste Jacka Pszona polegające na możliwości czci pamięci ojca. Taka jest ta konstrukcja.

Publicysta podkreśla, że w książce używał bardzo precyzyjnych sformułowań i czuje się celem ataku i zemsty środowiskowej:

Chcą by pamięć o nich była nieskalana. Nie interesuje ich wiedza o jakiejkolwiek skazie na tych wizerunkach.  A po co ten proces? Chodzi o ukaranie mnie. To element represji indywidualnej. Ale chodzi też o represję ogólną, by nie znalazł się nikt inny, kto podniesie rękę na ich świętości. Mój przypadek wpisuje się w ogólną atmosferę, jest kolejnym procesem w serii tego typu represyjnych wydarzeń.

Chodzi o to by zmusić wszystkich by nie szargali panteonu III RP. Ten proces jest dla mnie niezrozumiały, jestem wielkim zwolennikiem dorobku Mieczysława Pszona, ale nie można zamykać oczu na pewne rzeczy. Ta miłość nie może być ślepa, a tego się ode mnie żąda. Tymczasem w życiu nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Mamy prawo to opisywać.

Niestety, jak mówi nam Graczyk, Instytut Pamięci narodowej, choć książka powstała w ramach jego prac, nie zainteresował się sprawą pozwu, nie zaoferował żadnej pomocy. Temat będziemy kontynuowali.

gim