Sam szereg razy protestowałem, gdy cudzoziemscy politycy czy dziennikarze recenzowali osoby publiczne w moim kraju – nie chcę więc i ja tego robić wobec polityków innych państw i zajmować się sprawami wewnętrznej polityki bliższych i dalszych sąsiadów (oczywiście wyjątek stanowią częste sytuacje, gdy owi politycy podejmują decyzje, których skutki uderzają w Polskę).

Dziś zrobię wyjątek. Powiem krótko: jeszcze go nie wybrano, a ja już zazdroszczę Gaucka Niemcom! RFN będzie miała – bo jego wybór jest pewny – prezydenta uczciwego. Człowieka, który potrafił dokonać rozliczeń z komunizmem, osobę, która wnosi do życia publicznego system tradycyjnych wartości…

Cóż, Niemcy będą mieli pastora Gaucka, a my mamy Komorowskiego. Kontrast jest porażający.

A swoją drogą, ten ruch z Gauckiem, którego zgłaszali już Zieloni podczas ostatnich wyborów prezydenckich, gdy wygrał nieszczęsny Wulff jest, być może, przygotowaniem pod potencjalną zaskakującą koalicję CDU-CSU-Zieloni, która teoretycznie może powstać po przyszłorocznych wyborach do Bundestagu. O ile oczywiście Merkel nie odbije się w sondażach, ale i tak będzie potrzebowała partnera porządzenia, a obecny koalicjant -  liberałowie (FDP)  są przeraźliwie słabi i w sondażach nikną w oczach. Stąd też może się skończyć albo wielką koalicją (chadecy i socjaliści), albo wspomniana  już koalicją czarno-zieloną, albo powrotem do koalicji czerwono-zielonej, jaka była za czasów Wolfganga  Schrödera i  Joszki Fischera.

Niezależnie od tych dywagacji, przyznaję: w Berlinie będzie urzędował prezydent, który ze względu na swoją osobę i dokonania zasługuje na szacunek i ma autorytet. W Warszawie zaś – szkoda mówić…