Minęło 100 dni obecnej kadencji Sejmu. Kończymy je z tradycyjnie negatywną oceną społeczną pracy parlamentu: 64 do 20 procent na rzecz ocen negatywnych.
Jako poseł-debiutant muszę z przykrością stwierdzić, że należę – w tym przypadku – do większości i także oceniam pracę Sejmu bardzo krytycznie.
Ośrodki badania opinii publicznej nie wyjaśniają dlaczego respondenci są krytyczni, moja ocena krytyczna spowodowana jest następującymi przesłankami:
1. Istotą parlamentaryzmu jest dialog i możliwość przekonywania się nawzajem za pomocą wypowiadanych argumentów – tymczasem w Sejmie debata została wyparta przez twórcze rozwinięcie pojęcia „większość bezwzględna”, które stosuje obóz rządzący; w jego interpretacji większość bezwzględna oznacza: „bez względu na racje i tak mamy większość”; oczywiście przekształcanie parlamentu w maszynkę do głosowania obozu rządzącego (co przyznają także szeregowi posłowie PO) nie jest zjawiskiem nowym, ale w obecnym Sejmie jest ono szczególnie jaskrawe z tej racji, że obóz władzy ma niewielką przewagę głosów nad całą opozycją, z racji czego bezwzględnie wymaga od swych posłów posłuszeństwa: w PO - 1000 złotych za każde głosowanie niezgodnie z decyzją władz partii; posłowie PO i PSL wyłączają więc mózgi i włączają instrukcje, które otrzymują „z góry” partyjnej; najbardziej przykrym przykładem tego typu działania było głosowanie nad poprawkami budżetowymi – ponad 300 głosowań i wszystkie dały ten sam wynik: żadna z poprawek opozycji nie przeszła, nawet taka jak przekazanie kilku milionów (!!!) złotych na dokończenie badań nad innowacyjnym lekiem na raka skóry prowadzonych na uniwersytecie w Poznaniu – powód: zgłosił ją poseł PiS pan Tadeusz Dziuba…
2. Niestety bezwzględność większości przenosi się z posiedzeń plenarnych także do komisji parlamentarnych; mogłem przewidywać, co będzie się działo „na plenarkach”, ale miałem nadzieję, że choć w komisjach – gdzie mniej jest politycznego teatru, a więcej pracy – będzie możliwy dialog opozycji z obozem rządzącym; srodze się zawiodłem; moja podstawowa komisja – Komisja ds. UE przypomina raczej obóz karny niż parlament – niezwykle agresywny i konfrontacyjny sposób prowadzenia obrad, który zamyka możliwość rozmowy połączony z dyscypliną partyjną powodują, że po 100 dniach (i, dodajmy, już prawie 30 posiedzeniach, gdyż komisja ta obraduje praktycznie permanentnie w związku z zalewem unijnej legislacji) w mój segregator z napisem „Błędne decyzje szkodzące interesowi Polski przegłosowane siłowo przez obóz rządzący” pęka w szwach – o jednej z ostatnich będziemy szczegółowo informować w przyszłym tygodniu;
3. Po trzecie, drastycznie spadła jakość legislacji – przede wszystkim mamy do czynienia z całkowitą impotencją legislacyjną Klubu Parlamentarnego PO – nie pamiętam, by posłowie partii rządzącej złożyli w ogóle jakiś ważny projekt ustawy ! Rząd natomiast głównie zajmuje się „ustawami gaśniczymi”, to znaczy wprowadzanym w ostatniej chwili prawem, które ma odroczyć niechybną katastrofę albo zalać już rozszalały pożar (refundacja leków, wypłacanie dopłat rolniczych, egzaminy na prawo jazdy, składka rolników itp.); jednocześnie projekty opozycyjne trafiają do zamrażarki marszałka a obywatelskie „są procedowane”, czyli kierowane do długich prac w komisjach;
4. Po czwarte znika realna kontrola parlamentu nad rządem, bo premier boi się wyciągać konsekwencji personalnych z wpadek swych ministrów, więc jeśli my – posłowie wskazujemy na ich błędy, nie niesie to za sobą żadnych konsekwencji, a szefowa Komisji ds. UE wprost powiedziała, że „ministrowie są gośćmi komisji sejmowych” !!! dla porządku informuję uprzejmie, że ministrowie są sługami komisji, bo to Sejm sprawuje nad nimi nadzór w imieniu obywateli;
5. Na koniec jeszcze jedna gorzka obserwacja – to oczywiście wypaczony obraz sejmu w szkiełku medialnym; przede wszystkim drażnią mnie zdania w rodzaju:„Sejm odrzucił”, „Sejm zdecydował” używane szczególnie wówczas, gdy decyzja ma negatywne konsekwencje dla obywateli („Sejm nie przyjął postulatów aptekarzy”, „Sejm podwyższył składkę rentową”…) podczas, gdy nie robi tego Sejm jako taki, tylko określona większość i warto o tym wiedzieć (czasami, gdy sprawa ma charakter pozytywny i propagandowy to niektóre media to podkreślają np. „Koalicja rządząca przegłosowała podwyżki”) – w ten sposób utrwala się stereotyp negatywny dla całej izby – Sejm decyduje w sprawach złych, koalicja w prawach dobrych; drugim mankamentem medialnego obrazu Sejmu jest skupianie się na drugorzędnych wybrykach i postaciach trzeciorzędnych dla prac parlamentu, które media lansują jako „barwne”; trzecim problemem jest „ręczne” sterowanie przekazem medialnym przez politycznych redaktorów w centralach poszczególnych stacji i gazet – wielokrotnie widziałem, jak ważne tematy były przemilczane a nieważne stawały się pierwszoplanowymi nie dlatego, że takie jest ich obiektywne znacznie dla polityki państwa, tylko dlatego, że taki był „sygnał z centrali”.
Oczywiście i posłowie popełniają mnóstwo błędów i wiele zachowań i słów nie powinno było mieć miejsca, również ze strony opozycji, ale w moim przekonaniu, to jednak obóz władzy w zdecydowanym stopniu ponosi winę za to, że pierwsze 100 dni obecnej kadencji zaczyna mnie powoli boleć głowa od walenia nią w mur większości bezwzględnej.
Ale nic to, czaszkę mam twardą, a pod nią na szczęście mózg….
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/127321-po-100-dniach-rzadu-boli-mnie-glowa-od-walenia-w-mur-wiekszosci-bezwzglednej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.