Telewizja Polska od kilku miesięcy, za pomocą emitowanych bez umiaru mało lotnych, reklamowych spotów, próbuje przekonać Polaków do płacenia abonamentu. Podobno wstydem jest powstrzymywanie się od zrzutki na tę marną rozrywkę, którą TVP serwuje widzom coraz bardziej leniwie. Władze z Woronicza twierdzą jednak, że realizują misję, która pochłania ogromne środki i nie zamierzają popuścić tym, którzy korzystają z niej bezprawnie i darmo. Należność abonamentową zamierzają więc wyciągnąć z gardeł zatwardziałych dusigroszy wszelkimi sposobami. Niektórzy zostali już do płatności zmuszeni drogą urzędową, pozostałych sprawiedliwość ma dosięgnąć w niedługim czasie. Z wyrównaniem za pięć lat.

Zarząd TVP zupełnie nie bierze pod uwagę tego, że brak wpłat abonamentowych to forma protestu. Kogo obchodzi, że misyjność Telewizji Polskiej jest dziś z punktu widzenia widza jedynie historycznym zapisem, widniejącym co najwyżej na pożółkłych dokumentach archiwalnych? Kogo obchodzi, że część społeczeństwa nie zamierza identyfikować się z tanią, liberalną indoktrynacją, której przekaz zdominował bez reszty poranne programy śniadaniowe? Kogo obchodzi, że część społeczeństwa ma już dosyć oglądania informacyjnej papki, która zamiast opisywać rzeczywistość, epatuje bezmyślną propagandą?

Doskonały sprawdzian poziomu informacyjności TVP miał miejsce wczoraj.

Jak to możliwe, że główny serwis informacyjny telewizji publicznej, mający czelność wciąż nazywać się programem informacyjnym, pominął tak istotne wydarzenie jak marsz w obronie wolności mediów? Jak odpowiedzialni za sobotnie wydanie „Wiadomości” mogli przeoczyć ponad 8 tysięcy (a wg niektórych szacunków nawet 25 tys.) ludzi, którzy wyszli na ulice, by protestować przeciwko kneblowaniu wolnego słowa? Dlaczego choćby zdawkowo nie odnotowano tak potężnej manifestacji, której członkowie domagali się przyznania TV TRWAM miejsca na multipleksie, reprezentując 1,4 miliona osób pisemnie popierających ten apel?

W zamian w „Wiadomościach” znalazło się sporo miejsca na pokazanie wiecu poparcia Putina w Moskwie, a amerykański korespondent trzymający wartę przed kościołem baptystów w Newark mógł swobodnie zrelacjonować przebieg uroczystości pogrzebowych Whitney Houston.

Nie mam najmniejszych złudzeń, że gdyby w Sosnowcu zgromadziło się wczoraj pięć osób manifestujących jakiekolwiek stanowisko w sprawie śp. Madzi lub jej dotkniętych tragedią rodziców, mielibyśmy z Zagłębia kilkuminutową relację na żywo z obszernym materiałem przywołującym przebieg reality-show, którym przez kilka tygodni bezlitośnie futrowały nas media.

Informacje płynące ze szklanego ekranu niezwykle rzadko mają walor informacyjny. Dziennikarze coraz częściej poruszają się w przestrzeni interpretacji, ledwie dotykając obiektywnego opisu zdarzeń.

Wczorajszy sprawdzian jeszcze mocniej utwierdza w przekonaniu, że istnienie TV TRWAM jest niezbędne do osiągnięcia w mediach pełnego obrazu rzeczywistości. Pluralizm mediów to podstawowe prawo współczesnej demokracji. Nie można pozwolić go sobie odebrać. W przeciwnym razie, za jakiś czas we wszystkich dostępnych stacjach będziemy słyszeć o „faszystowskich zamieszkach” 11 listopada albo „agresywnych hasłach: Bóg, honor, ojczyzna”. Przyjmując założenie, że kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą, nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć jak będzie wyglądał stan powszechnej świadomości pokolenia obecnych przedszkolaków.