Czas człowieka

W 2012 r. prof. Anna Pawełczyńska obchodzi swoje 90 urodziny (20.04.1922). W swoim długim życiu Pani Profesor przeżyła dwie wielkie i dwie mniejsze epoki: niepodległą II RP, okres II wojny, PRL i III RP (ta ostatnia wyraźnie kończy się). Jest rocznikiem Kolumbów, którzy swoją „maturę” zdawali w czasie II wojny: ZWZ, AK, często więzienie, Syberia, obóz koncentracyjny. Taką też drogę przeszła Anna Pawełczyńska, prócz konspiracji był Oświęcim, potem Flossenbürg. Po wojnie przyszły studia, praca na Uniwersytecie Warszawskim, doktorat, profesura, działalność polityczna. Owa nietypowość polega na charakterystycznym, dla tradycyjnej polskiej inteligencji, sposobie myślenia i działania. (Po bardziej szczegółowe dane odsyłam do Wikipedii).

Anna Pawełczyńska jest autorką ponad 25 książek i opracowań naukowych oraz kilkuset artykułów naukowych. Nie znajdziemy w nich kunktatorstwa, godzenia „wody z ogniem”, lecz doświadczenie wyniesione z Pawiaka, Oświęcimia i totalitaryzmu komunistycznego.”Wartości przemoc”, „Głowy hydry”, „O istocie narodowej tożsamości”, to tryptyk, który sam się komponuje w całość. Dwie pozostałe ostatnio wydane książki: „Ścieżkami nadziei” i aktualnie „Czas człowieka”, są wznowieniami, które długo czekały na swoją kolej. Wszystkie były jednak częścią jednego procesu tworzenia.

„Czas człowieka” w ujęciu Pawełczyńskiej zaczął się na emeryturze w 1980 r. Nie trzeba przypominać, że był to czas Solidarności i czas nadziei. Zaczął się, jak sama pisze, na łonie natury i w pojednaniu z przyrodą: nad jeziorem, w łódce pośród trzcin, ptaków i wody – w wiejskim otoczeniu, samotnie. Właśnie tam i w taki sposób jej życiowe doświadczenie zaczynało przybierać najdojrzalszą formę. Dla Profesor nie był to czas radości, lecz poczucia odpowiedzialności za losy narodu i państwa. Łódka kołysała myśl… Niegdyś dobrym obyczajem polskich profesorów, zwłaszcza historyków, był zwyczaj kończenia swojej kariery naukowej własną syntezą historii Polski. Prof. Anna Pawełczyńska jest socjologiem, ale „Czas człowieka” jest właśnie takim dziełem. Jest dziełem Jej życia. Specyfiką jest niezwykła przenikliwość obserwacji i jej zapis.

Czas człowieka

Autorka pisze:

„Problem czasu nurtuje mnie od ponad 40 lat […]. Dla mnie książka jest bardzo ważna. Koncentracja na czasie wpłynęła zarówno na moją postawę, jak i na późniejsze książki”.

W tym wyznaniu wyjaśniona została tajemnica  warsztatu naukowego Pani Profesor, a więc składa się na niego: przekaz rodzinny, doświadczenia życiowe i ów czas, jako przedmiot analizy. W 1986 r. „Czas człowieka” (pierwsze wydanie)  nie został zauważony. Powodów mogło być kilka: 1. w tamtym czasie zajęci byliśmy czymś innym, 2. nie ci intelektualiści przejęli rząd dusz, 3. pierwsze wydanie wyprzedzało epokę, 4. wszystko razem wzięte… Postawmy więc pytanie: co to jest ów „czas człowieka”?

„Czas człowieka – pisze Pawełczyńska – to czas świata fizycznego i całej przyrody, z którą współżyje lub się jej przeciwstawia, to czas kultury, którą dziedziczy i współtworzy, czas społeczności, w której żyje, czas rozwoju i rozkładu jego organizmu i wreszcie czas jego świadomości, w której wszystkie te czasy są zawarte, lub – mówiąc inaczej: jest to ludzka świadomość czasu, bez której – być może – czasu człowieka nie byłoby w ogóle”.

Książka nie jest ani o historii Polski, ani o Polsce, ani o Polakach, lecz o kondycji człowieka i jego człowieczeństwie w ogóle, o kulturze, jaką zdołał przez tysiąclecia swojej działalności wytworzyć oraz o tym, jak to wszystko wpłynęło na jednostkę. Nie jest o Polsce, ale jest dla Polaków. Z dwustustronicowego tekstu przebija jedna nieodparta refleksja: MY POLACY, SWÓJ CZAS ZAGUBILIŚMY ZUPEŁNIE.

„Rozumienie problematyki czasu – pisze Pawełczyńska – jest specjalnie ważne dla człowieka współczesnego zagubionego w chaosie społecznym i moralnym, wytworzonym przez tempo przemian, charakterystyczne dla naszej epoki. Rozumienie tematyki czasu może dopomóc w uporządkowaniu wizji świata, w określeniu właściwego miejsca w świecie i w ludzkim społeczeństwie. […] spojrzenia na sprawę człowieka i świata z perspektywy czasu nadaje im właściwe proporcje, przyczynia się do scalenia pozornie niespójnych elementów w znaczne całości”. Warto tu dodać, że czas, jego wszechobecność i jego powszechne panowanie, pokazuje człowiekowi jego małość i bezbronność wobec instrumentalnego traktowania przez przyrodę.

W poszukiwaniu polskiego czasu

W tym momencie może odejdźmy od tradycyjnego omawiania książki i przejdźmy na obszary, na które nas wprowadza. Zastanówmy się jakie prawdy i co nam ona przekazuje. Wybierzmy kilka wątków. Autorka interpretując czas, wymienia dwa podstawowe modele poznania: analityczno-logiczny i intuicyjno-syntetyczny.

Model analityczno-logiczny odnosi się do czasu linearnego (chronologicznego) i ilościowego, pozwalający mierzyć go za pomocą homogenicznych odcinków życia według reguł logicznych. Ten czas nazwany został od liczenia dani pracy i ilości wytworzonych dóbr. Wymusił on wydajność pracy. Służy do koordynacji działań i stałego przyspieszania tempa pracy. Posiada funkcje strategiczne i techniczne, ale nie przybliża człowieka do poznania i rozumienia świata. Ten model jest wytworem cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Czas ilościowy atomizuje czas. Dziś kształtują go zmienne układy społeczne, ekonomiczne i polityczne.

Drugi model – intuicyjno-syntetyczny odnosi się do czasu subiektywnego i ludzkiej świadomości. Wartości subiektywne opiera na indywidualnej intuicji dobra i zła, dla których autorytetem jest sumienie. Ten jakościowy czas daje człowiekowi oparcie dla syntetycznego i całościowego rozumienia zjawisk. Nie jest przydatny do strategii działań, lecz daje człowiekowi szanse stworzenia całościowego poglądu na świat i rozwoju osobowości. Dzięki intuicyjnemu poznaniu człowiek zyskuje świadomość samego siebie. Czas jakościowy broni się jednak przed atomizacją czasu ilościowego.

Oprócz tych dwóch, jest jeszcze trzecia kategoria czasu – czas oceaniczny, a więc bezczas, wieczna teraźniejszość, przestrzeń pozbawiona czasu. Szukając przykładu można odwołać się do przykładu marynarza, który jest w ciągłym konflikcie z czasem. Będąc na morzu tęskni za lądem, a więc czasem linearnym lub intuicyjnym (humanistycznym); będąc na lądzie, tęskni za oceanicznym. Porównanie to można też odnieść do narodów – będąc w kryzysie tęsknią za czasem swojej świetności, żyjąc w rozkwicie wydaje się im, że mogą narzucić swoją miarę czasu innym narodom i w ten sposób podporządkowywać je sobie.

Wracając do meritum (utraconego polskiego czasu), warto zauważyć, że czas piastowski znacznie różnił się od czasu jagiellońskiego: czas piastowski miał do czynienia z inną przestrzenią, niż jagielloński. Do wielonarodowościowej przestrzeni jagiellońskiej nie nadawał się model analityczno-logiczny (jest zbyt powolny w swojej syntezie), a do przestrzeni piastowskiej bardziej będzie pasował model analityczno-logiczny – pomimo, że wynalazł go dopiero kapitalizm. Tak więc te dwie interpretacje czasu nie pokrywały się ze sobą. Okres zaborów proces ten jeszcze pogłębił. Warto jednak zauważyć, że granice II RP, ze względu na mniejszości narodowe i żywe jeszcze tradycje I RP, pozwalały na zastosowanie modelu mieszanego – analityczno-logicznego i intuicyjno-syntetycznego. I stąd prawdopodobnie pochodziła owa siła kulturowa niepodległej Polski międzywojennej. W PRL-u i III RP, gdy kresy wschodnie „znalazły” się na ziemiach zachodnich (dawnych kresach zachodnich), te dwa modele poznania wytworzyły nieprzystawalne do siebie odrębne koła. Warto zauważyć charakterystyczną dla okresu niewoli pewną prawidłowość: w II RP te modele przenikały się, a w PRL-u – nie. Geografia może mieć tu znaczenie, lecz większe zapewne miał wówczas fakt odcięcia Polski od świata i likwidacja polskich elit w II wojnie światowej. Jest to utrata, której do tej pory nic i nikt nie jest w stanie zastąpić.

Po II wojnie znacznie bogatsi w doświadczenia kulturowe kresowianie znaleźli się na obcym terenie. Rozumujący z reguły kategoriami analityczno-syntetycznymi niekiedy do dziś nie mogą się odnaleźć, zatracając w ten sposób swoją specyfikę kulturową. Ponadto zostali oni poddani takim samym skutkom dewastacji kulturowej, jak wszystkie inne przesiedlone narody, czy grupy etniczne Europy, czy Azji. Z kolei rdzenna ludność Polski zachodniej, która podczas zaboru pruskiego została wykształcona w kulcie dla Zachodu (Niemiec) i pogardzie dla Wschodu, niczego im nie ułatwiała, nieświadomie grzebiąc w ten sposób oczywiste korzyści dla siebie. W obliczu kryzysu cywilizacyjno-kulturowo-ekonomicznego, jaki przeżywamy obecnie, takie stanowisko jest pozagrobowym zwycięstwem nieistniejących już Prus i PRL-u.

Synteza tych dwóch systemów myślenia byłaby jedną z niewielu korzyści (oprócz piastowskiego położenia obecnej Polski), jaką możemy wynieść z klęski w II wojnie światowej. Na kresach wschodnich to Polacy samodzielnie kształtowali polską cywilizację, na kresach zachodnich, Polacy byli konsumentami tamtejszej. Bez urazy, ale to różnica horyzontów. Na ziemie zachodnie nie przyjechali sami Kargule. Najważniejsze jest to, że obydwie grupy: jedna bardziej praktyczna, druga bardziej teoretyczna zdane są albo na siebie, albo na zachodnich sąsiadów. Razem tworzą siłę, osobno – wszyscy stają się klientami. Tylko solidarność obu grup i zrozumienie mogą pomóc odzyskać polską miarę czasu na ziemiach zachodnich a następnie w całej Polsce. To zaledwie zarys zadań przed jakimi stanęli Polacy w swoim nowym czasie tworzenia.

Polskie mity, polskie etosy

„Człowiek uwewnętrznia czas i przestrzeń – pisze Pawełczyńska – i w ten sposób tworzy swój świat. Zgodnie ze swoimi predyspozycjami, możliwościami i dążeniami kształtuje własną wizję”.

Geopolityka tak samo potrafi decydować o sile lub słabości państwa, jak i o charakterze i rodzaju jego mitów. Zmiana granic w okresie piastowsko-jagiellońskim oznaczała zmianę polskich mitów, ale wówczas była to zmiana in plus. Okres zaborów był okresem załamania się wszelkich podstaw państwa, a więc i mitów. Okres przełomu XIX i XX wieku stał się na powrót okresem tworzenia nowych, a II RP okresem ich ugruntowywania. Klęska Polski międzywojennej i zmiana granic oznaczała kolejny okres dewastacji polskich mitów… A co na ten temat Pawełczyńska? „Wizja świata zawarta w micie może wpływać z kolei na społeczną strukturę i społeczne działanie tak długo, jak długo mit stanowi uogólnienie społecznej wiedzy. Rozkład mitu atakuje strukturę czasu. Powoduje to zmianę społecznego poglądu na świat. <Upadły> mit przestaje być społeczną siłą normotwórczą. Następuje chaos poznawczy i społeczny – trwa on dopóki nie powstanie nowy mit, wsparty innym porządkiem czasowym”.

Mity, a więc zsyntetyzowaną wiedzę o samych sobie, zmieniano nam wielokrotnie. W wieku XX – co najmniej trzykrotnie. Raz in plus, dwa razy in minus. Dewastacja, tej tak ważnej dla istnienia narodu ukrytej struktury kulturowej, jest dziś widoczna „gołym okiem”, a w najbliższym czasie staniemy przed kolejną fazą tej zmiany. Chyba wszyscy pamiętamy ostatnia walkę ze stereotypami. Była ona tak wszechobecna, że po dzień dzisiejszy nie może się zakończyć, choć jej skutki, już należy uznać za tragiczne (stan społecznej świadomości). Najbardziej widoczna jest na ziemiach odzyskanych. Ograniczanie naszego powojennego czasu do roku 1945 jest dodatkowym elementem destabilizującym. To już nie tylko odcinanie nas od własnego czasu historycznego, ale również od metodologii zachodniej, w której czas rozumiany jest linearnie; to wpychanie nas w czas, którego w kulturze europejskiej nie ma – wypychanie nas poza czas (w pozaczas). Służy on ograniczaniu wiedzy. Pawełczyńska pisze: „Całkowity brak ujęć ilościowych czasu pozbawia te obrazy kontekstu historycznego”.

Czas społeczeństw

Świat ludzi i bogów  w epoce pogańskiej „był kręgiem ziemskim pod kopułą nieba”. W świecie helleńskim rządził los, któremu podporządkowani byli też bogowie. „Nie zostawiało to miejsca na rozwój historyczny”. „Przestrzeń średniowieczna to system z ośrodkami świętymi i peryferiami świeckimi”. „W świadomości średniowiecznego człowieka istniało przeciwieństwo miedzy niebem a ziemią. Niebo, to miejsce idealnego żywota, ziemia to tylko miejsce czasowego pobytu człowieka”. „Czas średniowiecza staje się wektorowym, linearnym i nieodwracalnym”. „W okresie odrodzenia nastąpiło przejście od kontemplacji świata wiecznego do postawy aktywnej. Zmiana modelu świata musiała następować w wyniku zderzenia konfliktowego obejmującego całą kulturę”. [Nasza cywilizacja jest więc cywilizacją konfliktową, oznacza to, że jej rozwój bazuje na konflikcie społecznym i ideologicznym]. „Człowiek zaczynał „przejmować” ową kreację boską”: czas święty zaczynał przegrywać z czasem ludzkim.

„W nowożytnej Europie wektor czasu świętego nadal skierowany jest na wartości transcendentne. Wektor czasu świeckiego na cele ziemskie. Konflikt obejmuje zderzenie koncepcji czasu w płaszczyźnie celów, ale w przypadku cywilizacji technicznej mamy do czynienia z cywilizacją prymitywną”. „Koncentracja na celach materialnych redukuje wartość człowieka […] Człowiek tej rozwijającej się cywilizacji żyje w świecie rzeczy […]. Jego możliwości rozumienia samego siebie i świata, jego zdolności w obcowaniu z ludźmi i światem przyrody są coraz bardziej ograniczane.[…] Powstaje sprzeczność miedzy produkującym społeczeństwem, a sensem ludzkiego życia”. „Nastąpiło zagęszczenie sprzeczności interesów przejawiających się w różnych formach agresji oraz gwałtowny wzrost potrzeb materialnych. Głównym zagrożeniem dla człowieka bywa inny człowiek”. „Załamały się dawne systemy wartości oraz hierarchie norm moralnych, prawnych i obyczajowych poprzedzające cywilizacje techniczną. Nie ukształtowały się natomiast takie normy współdziałania, które mogłyby sprostać skomplikowanym układom współczesnej cywilizacji”. „Zamyka się rycerska etyka walki, wyparta przez zasady stosowane przez terrorystów, zgodnie z którymi ocenie podlega  tylko skuteczność działań. Taki świat […] dewastuje człowiekowi psychikę i zdrowie”. „Człowiek cywilizacji technicznej, to człowiek zagrożony przez wielkie struktury społeczne […] przekracza on granice swej odporności nerwowej – a z chwilą, gdy ją przekroczy, rozładowuje narastająca w nim agresję na innych ludzi. Sam staje się źródłem zagrożenia”. „Ludzki geniusz musi się skoncentrować na wprowadzeniu porządku moralnego i społecznego odpowiadający warunkom cywilizacji technicznej […]. Jest to zadanie trudniejsze niż dotarcie na księżyc”.

 

Zakończenie

Pierwsze czytanie „Czasu człowieka”, to fascynacja – nie dlatego, że temat jest nowatorski, na jego temat pisali najwybitniejsi myśliciele i humaniści, ale dlatego, że spomiędzy jego kart przebija swoista prawda życiowa. Drugie czytanie, to rozumienie, trzecie – współmyślenie, i być może kontynuacja. I na koniec dwie uwagi: 1) opisać „Czas człowieka” Pawełczyńskiej to tak, jakby streścić sam czas, 2) aby móc pisać na temat czasu, najpierw trzeba go mieć po to, by móc go zrozumieć. „Czas człowieka” należy do tych wielkich książek, które mogą zmienić nie tylko myślenie, ale również i postawę człowieka wobec siebie i świata, w którym żyje. To jest przesłanie tej książki.

Z okazji tak zacnego jubileuszu należy Pani Profesor wyrazić wdzięczność za to nieustające patriotyczne napięcie oraz szacunek za tak ogromny wkład pracy naukowej, a także za książki tak potrzebne naszej powojennej kulturze i samym Polakom. Myślę, że bardziej kompetentni od mnie ocenę i wyrazy szacunku sprecyzują trafniej.

Anna Pawełczyńska, Czas człowieka,

Wyd. Matrix, Warszawa 201

Ps. Wydawnictwo Matrix od grudnia 2011 r. nie jest w stanie wypuścić z własnej drukarni „Czasu człowieka”. Nie jest w stanie wypełnić żadnych wcześniej danych obietnic, mimo, że książka została wydana „dzięki dotacji prof. Hanny Ulatowskiej z The University of Texas at Dallas. Może wytłumaczy się z powodu takiego traktowania Autorki i przyszłych czytelników?