Łukasza Warzechy Teatrzyk „Przegniły batonik” przedstawia sztukę pt. „Tragedia kabareciarza”

Teatrzyk „Przegniły batonik” przedstawia sztukę „Tragedia kabareciarza”

Osoby:

Robert Górski – Kabaret Moralnego Niepokoju

Konstanty Ildefons Gałczyński – duch

Marian Hemar – duch

Stanisław Bareja – duch

Janusz Szpotański – duch

Gościnnie John Cleese – lider grupy Monty Pythona

 

Miejsce: mieszkanie Roberta Górskiego. Górski siedzi przy biurku przed komputerem. Na monitorze otwarta pusta kartka. Obok otwarta i prawie pusta butelka wódki.

Górski (wali czterokrotnie głową w biurko): Nie, nie, nie! Nie idzie! No, nie idzie! I jak tu nie pić? (pociąga z butelki) Tu by chyba tylko Gałczyński poradził.

 

Przez ścianę przenika duch Gałczyńskiego.

Gałczyński: No, co tam, panie Robercie?

Górski: A, dobrze, że pan wpadł. Na jutro muszę mieć nowy skecz o posiedzeniu rządu i nic nie mogę napisać. I, żeby było jasne, to już druga połówka (wskazuje na butelkę).

Gałczyński: Tematów brakuje?

Górski: No, właśnie w tym sęk, że nie. Tematów jest zatrzęsienie. Tylko co jakiś biorę na warsztat, to się okazuje, że już nie ma nic do dodania. Przecież nie mogę robić kabaretu z tego, co się naprawdę dzieje.

Gałczyński (zakłopotany): Hm, hm… Pan poczeka, zwołamy konsylium.

 

Do pokoju wnikają duchy Hemara, Barei, Szpotańskiego, stają wokół Gałczyńskiego.

Gałczyński: Pan jakiś przykład poda, panie Robercie.

Górski (ponuro): A, proszę uprzejmie. Chcę na przykład zrobić skecz o drogach. A drogi będą, owszem, przejezdne – bez asfaltu. Niektórych w ogóle nie będzie. Ale to nie szkodzi, mówi Nowak, bo przecież na Euro nie drogi grają, tylko piłkarze.

 

Hemar, Bareja, Szpotański, Gałczyński zaczynają się śmiać.

Górski (bardzo ponuro): Albo chcę zrobić o Stadionie Narodowym, który kosztował prawie dwa miliardy i jest cały czas zamknięty. Za to minister sportu urządziła sobie bieg dookoła. I zrobiła swojego fryzjera wiceszefem Narodowego Centrum Sportu. Odwołany szef NCS dostał pół bańki premii.

 

Hemar, Bareja, Szpotański, Gałczyński zaczynają płakać ze śmiechu.

Górski (arcyponuro): Albo chcę zrobić o tym, że premier się leni, a tu się okazuje, że premier wyskakuje sobie regularnie w godzinach pracy na tenisa.

 

Hemar, Bareja, Szpotański, Gałczyński padają na podłogę, wierzgając nogami. Dostają ze śmiechu drgawek i konwulsji oraz zginają się w ósemkę.

Bareja (krztusząc się ze śmiechu): „Miś” się chowa!

Szpotański (ledwo mówiąc): Mógłbym teraz napisać „Gnoma 2”!

Gałczyński (z trudem przezwyciężając paraliż ze śmiechu): Panie Robercie, jest jeszcze tylko jedna nadzieja: Monty Python.

 

Wchodzi John Cleese. Podchodzi do Górskiego, klepie go współczująco po plecach.

Cleese: Sorry, old chap. Sprawa jest beznadziejna, zaprzepaszczona, przegrana i przerąbana. Polej pan.

 

Górski polewa i całe towarzystwo pogrąża się w smutno-wesołym pijaństwie.

Kurtyna zapada

Tusk, Nowak, Mucha, Graś i cała reszta nadal niezrażeni robią swoje.

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych