Cesarz Dolnego Śląska

Zima 1941 r.  – wnętrze Hali Stulecia (dziś Hala Ludowa). Jedna z dostępnych na YouTube niemieckich kronik filmowych pokazuje obchodzoną z wielką pompą uroczystość. Jej bohaterami są berliński dygnitarz, zastępca führera, Rudolf Hees oraz nowy gauleiter Dolnego Śląska, Karl Hanke.  Niespełna czterdziestoletni namiestnik przejmuje niekwestionowaną władzę w nowoutworzonej z podziału Śląska prowincji. Władzę totalną. Jako gauleiter jest nie tylko zwierzchnikiem partyjnym, ma także dużą władzę nad samorządem i wojskiem. W tym czasie położony na uboczu wojennych zmagań Dolny Śląsk kwitnie, m.in. dzięki niewolniczej pracy jeńców wojennych, przymusowych robotników i więźniów obozów koncentracyjnych z wielu krajów. Wśród nich największą grupę stanowią Polacy. Znanego z upodobania do luksusów i towarzystwa Hankego często odwiedzają wysocy urzędnicy hitlerowskiej elity, m.in. jego bliski przyjaciel, nadworny architekt Hitlera, Albert Speer oraz wrocławski kolega i zarazem następca w ministerstwie propagandy Werner Nauman. Hanke chwali się bogactwem i urządza wystawne przyjęcia. Nie tylko wówczas. Sławne były  suto zakrapiane alkoholem towarzyskie przyjęcia (de facto orgie) w schronie gauleitera, które odbywały się pod pałacem Hatzfeldów (dziś Galeria BWA przy ul. Wita Stwosza) podczas oblężenia w 1945 r.

W stronę wojny totalnej

Kiedy jeszcze w grudniu 1944 r. ówczesny komendant wojskowy Wrocławia gen. Krause proponował ewakuację 200 tys. mieszkańców, matek z dziećmi i starców, Hanke odmówił. Nie chciał – jak mówił - siania defetyzmu. A czego chciał? Bezwzględny wykonawca rozkazów Hitlera zmierzał do lansowanej przez swoich berlińskich mocodawców wojny totalnej. Inna sprawa, że pod koniec 1944 r. wielu mieszkańców wierzyło, że Wrocław podobnie jak wiele innych miejscowości zostanie ogłoszony „miastem otwartym”. Większość mieszkańców posiadało zapasy żywności, i była przygotowana, aby w miarę spokojnie przeczekać zbliżający się front. Tak się jednak nie stało.

19 stycznia 1945 r. Wypędzeni na śmierć

Tego dnia dla tysięcy wrocławian rozpoczęło się prawdziwe piekło. Jego bezpośrednią przyczyną nie były bomby sowietów, ale rozkaz niemieckich władz o bezwzględnym i natychmiastowym opuszczeniu miasta. We Wrocławiu przebywało wówczas  ok. miliona osób.  Z polecenia gauleitera rozpoczął się masowy exodus ludności. Dziesiątki tysięcy cywilów, wbrew sobie, często pod lufami karabinów, opuszczało swoje mieszkania. Ponieważ nieprzygotowane władze nie mogły zapewnić ludziom wystarczającej ilości pociągów, wrocławskie dworce zalał rozhisteryzowany tłum czekający na jakikolwiek pomoc. Tylko nielicznym udawało się znaleźć miejsce w wagonie. W powstałym ścisku i chaosie rozgrywały się dantejskie sceny. Ks. Peikert, naoczny świadek:

Trafiało się, że na dworcach kobiety rodziły przedwcześnie z przestrachu i podniecenia wywołanego ucieczką. W potwornym tłoku, obładowane licznymi bagażami, gubiły często swe dzieci, których nieraz nigdy już nie odnajdywano

19 styczeń 1945 r. na zawsze zapisze się w historii miasta. Podobnie jak kolejne, jeszcze straszliwsze dni... Nazajutrz ludzie usłyszeli kolejny rozkaz: „Opuścić miasto na piechotę!”. Setki tysięcy nieprzygotowanych do długotrwałego marszu ludzi skierowało się na południowy zachód. Rzeka ludzi, w dochodzącym do – 20˚C mrozie, wylała się w kierunku podnóża Sudetów. Ks. Peikert:

Nieopisana była tragedia zmuszonych do ucieczki szosą. Nieprzejrzane szeregi kobiet i dzieci z wózkami dziecięcymi lub małymi wózkami ręcznymi przeciągały ulicą. Skutkiem ostrej zimy ulice pokrywa śnieg i lód (...) Wiele dzieci i dorosłych zamarzło w przejmującym zimnie i legło w rowach przydrożnych

Pochody śmierci zebrały bogate żniwo. Dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi zamarzło w drodze, a drogi na południe od Wrocławia stały się niemymi świadkami ich tragedii. Szacuje się, że w marszach śmierci zginęło ok. 90.000 osób. Wielu zaś z tych, którzy opuścili Wrocław, nie mając szans na przeżycie poza miastem, powróciło… Nie wiedzieli, że wracają po śmierć. W wyniku rozpoczętych niedługo później we Wrocławiu działań wojennych zginęły kolejne dziesiątki tysięcy cywilów, a samobójstwa popełniło ok. 3 tys. osób.

Unicestwienie miasta

Wrocław jako twierdza stał się odtąd wielką instalacją wojskową. Obowiązywało w nim m.in. rygorystyczne prawo wojenne, przepustki, karty pracy, poszczególne dzielnice pozostawały zamknięte dla cywilów. Pozostałą w mieście ludność cywilną, ok. 200.000 najczęściej starszych osób z opiekunami, wykorzystywano do różnych prac fizycznych, zwłaszcza po 8 marca 1945 r., kiedy to zarządzono przymusową pracę dla wszystkich osób w wieku od 12 do 60 lat. W oblężonym mieście Karl Hanke wprowadził prawdziwy terror. Każdy najdrobniejszy „nieprawowierny” komentarz mógł  zakończyć się śmiercią, podobnie jak brak pieczątki potwierdzającej w danym dniu pracę.  Tym sposobem życie straciło wiele osób (np. wiceburmistrz Spielhagen), a ostatnie wyroki wykonywano na dziedzińcu wiezienia przy ul. Kleczkowskiej jeszcze w dniu kapitulacji, rankiem 6 maja 1945 r.

Źródło: http://wroclaw.hydral.com.pl/ fot. Henryk Makarewicz

W wyniku działań wojennych zniszczone zostało ok. 70% zabudowy miasta. W dużej mierze rękami samych Niemców. Na terenie miasta działały tzw. Brandkommanda, czyli specjalne oddziały wysadzające i wypalające w „celach obronnych” całe kwartały ulic (szczególnie w zachodniej i południowej części miasta), a które z równym zaangażowaniem niszczyły obiekty zabytkowe, m.in. przepiękny kościół św. Pawła, który stał w miejscu dzisiejszego Dolmedu. Ideologia nie liczyła się z nikim i z niczym. Pod budowane naprędce lądowisko samolotów przy pl. Grunwaldzkim (podczas budowy zginęło tam ok. 13 tys. osób) wyburzono m.in. gęsto zabudowaną dzielnicę akademicką. Ryzykując zniszczenie zabytków w centrum miasta świadomie lokowano tam dowództwo i zespoły bojowe.

Zamiast zakończenia

Oprawca nie doczekał kary. Nie dlatego, że poległ w walce lub popełnił honorowe samobójstwo. Hanke, 5 maja, zwyczajnie uciekł z miasta. Niepotwierdzone są jego dalsze losy.