Ostatnie dni są w telewizji jak dotąd szczytowym i największym w historii tej instytucji skomasowaniem wypowiadanych na antenie bredni. W jednym z dawnych felietonów Jerzy Pilch wyśmiał, wyszydził, a właściwie obnażył kastę współczesnych szamanów czyli psychologów, psychoterapeutów i innych znawców ludzkiego umysłu, emocji i motywacji. Tak naprawdę ci „kapłani wiedzy” gdy mieli w swoim otoczeniu pedofila, słynnego Samsona, spotykali go na co dzień, pisali z nim książki, dyskutowali - nie mieli nawet cienia podejrzenia, że to zboczeniec, a nie terapeuta. Tą kompromitacją swoich kompetencji nie przejęli się nigdy.

Dalej są celebrytami i mówią ogólnikami, banałami, kolokwializmami tak, aby niczego nie powiedzieć. I nie dlatego, że strzegą tajemnic zawodu, lecz po prostu – najczęściej nic nie wiedzą. Po dawce takich „ekspertyz” jestem skłonny przypuszczać, że psychologia to chyba coś o psach że to nadal dziedzina mocno amatorska. Diagnozy, wizerunki psychologiczne, „odkrywane mechanizmy”, proste odpowiedzi na trudne pytania okazały się zupełnie bezwartościowe po jednej akcji intuicjonisty Rutkowskiego. A teraz wmawiają, że mówili to właśnie czego nigdy nie powiedzieli. Czyli nawet nie zbliżyli się do prawdy. Z jakiej kawy były te fusy… ?

To właśnie psychologowie podnieśli głośne larum o „nieludzkich metodach” Rutkowskiego, który jako jedyny chyba nie zapomniał, że nie matka (która miast szukać pomocy zakopuje dziecko w gruzach) jest ofiarą, ale jej dziecko. Osobny byt. Ludzkie   życie. To człowiek chroniony prawem RP i Dekalogiem, a nie traktowany przez komentatorów jak przypadłość niedojrzałej do macierzyństwa dziewczyny. I tego nie zmieni żadne dochodzenie.

Gdyby telewizja nie robiła Rutkowskiemu darmowego PR i nie puszczała w kółko z nim wywiadów nie byłby żadną gwiazdą. Tymczasem ten kierowca z ZOMO, detektyw bez licencji okazał się daleko lepszym psychologiem niż te wszystkie wyfiokowane paniusie użalające się nad losem matki, która „pod wpływem emocji” najpierw wyniosła dziecko, potem zasypała je gruzami, a potem sfingowała napad. Telewizyjni psychologowie, udający psychiatrów (mają ewidentny kompleks medycyny) zapomnieli, co czytali w podręcznikach. Wszelki szok i stress wywołują zachowania irracjonalne. A tu mamy do czynienia z twardym i zrealizowanym planem. Zatem drodzy komentatorzy, terapeuci, telewizyjni eksperci z wąsami i bez, spróbujcie się czegoś dowiedzieć od Rutkowskiego, bo on chyba coś naprawdę wie i potrafi, niestety w przeciwieństwie do was.

Zauważyłem też, że jedynym, który przyznał się do błędnego wnioskowania był prof. Brunon Hołyst, kryminolog. Ale to klasa sama dla siebie. Tymczasem psychologowie wypowiadający się tabunami (to nowa jednostka występowania psychologów na ekranie) znowu mają rację. Zarzucają Rutkowskiemu, że „rozjechał emocjonalnie” rodzinę zmarłego dziecka. A jak tego uniknąć? Czy rodzina abpa Wielgusa nie została rozjechana po głośnej aferze donosicielskiej? Czy rodziny najgłośniejszych przestępców nie zostały rozjechane chociażby lokalnie? To nieuchronne skutki czynów kryminalnych. Rodzina dziewczyny sama położyła się pod czołg niewrażliwego detektywa współpłacząc i współbłagając nieistniejącego porywacza o oddanie dziecka jednocześnie wiedząc, że „coś nie gra”.

Ale rozumiem psychologów, którzy Boga zastąpili testami amerykańskich kolegów, którzy koniecznie chcą kariery Freuda czy chociażby Reykowskiego (doradca Jaruzelskiego w stanie wojennym i założyciel prywatnej uczelni kształcącej tłumnie psychologów), a nade wszystko chcą sławy, szacunku i pewnie pieniędzy. Z gębami pełnymi frazesów i oberwanych z treści zdań nieświadomie ujawniają własne „parcie na szkło”.

Ale to gra na coś innego. To gra osób pokroju Nowickiej czy Czubaszek, których wśród psychologów nie brakuje. Teraz się zacznie, że dziewczyna urodziła dziecko bo była zmuszona, a na pewno chciała usunąć ciążę, ale nie można bo to reżimowy kraj rządzony przez księży. A potem zaraz zejdzie na edukację seksualną bo dzieci z gimnazjum koniecznie chcące współżyć z partnerami (mąż to archaiczne pojęcie i odległe) są nieuświadomione. Nie wiedzą jak zapobiegać ciąży. I psychologowie to widzą i teraz będą pokazywać śmierć małej Magdy jako wierzchołek góry lodowej totalnego zacofania Polski. I otworzą się gumowe wrota szkół dla uświadamiaczy, gejów, aborcjonistów. A na końcu okaże się, że to maleńka Magda skrzywdziła swoją zaszczutą matkę.

Nie wierzcie psychologom, póki oni sami sobie nie uwierzą i nie zaczną się leczyć u psychologów. Gdy byłem studentem krążyło takie powiedzenie, że w pierwszym rzędzie na psychologię idą ci, którzy mają poważne problemy z samymi sobą. W drugiej kolejności ci, którzy nie dostali się na medycynę (egzaminy były podobne), a w trzeciej ci, którzy chcieli być psychologami. Ale to tylko dawny bon mot i zapewne nieprawda.