Kiedy jeszcze nie było pewne czy Donald Tusk każe podpisać ACTA napisałem specjalnie dla portalu Inwestycje.pl tekst pt:

STOP ACTA - mówi Jego Wysokość Internet.

Tekst ten natychmiast po publikacji trzeba było zmodyfikować z czasu przyszłego niedokonanego na czas przeszły dokonany. Artykuł ten zakończyłem pytaniem -

a gdzie Vox populi - vox Dei?

Jego Wysokość Internet nie tylko przemówił - on się wydarł wniebogłosy, stawił sam sobą opór i wyszedł na ulicę - stał się znacząca siłą, bo z sieci wyszedł do realu. Takiej siły każda władza, szczególnie ta mająca coś na sumieniu, się boi. I stał się jakby kolejny „cud” rządu Donalda Tuska. W piątek przyrządowe media podały radośnie wiadomość, że Premier zawiesił ratyfikację ACTA. Radość – ale skąd i dlaczego?

Deklaracja Premiera Donalda Tuska oznacza jednie, że Polska wstrzymuje się przed podejmowaniem dalszych kroków w tej procedurze, jaką byłaby ratyfikacja ACTA przez polski parlament. Wstrzymanie się z ratyfikacją nie oznacza wycofania się z niej, a jedynie odłożenie jej w czasie. Wielu Polakom powinno zapalić się czerwone światło. Od razu po usłyszeniu tej deklaracji zrodziło się też w mojej głowie pytanie - czy to, aby nie odwlekanie, na lepsze czasy czekanie? Aby było jasne - w umowie ACTA nie możemy już nic zmieniać, a przecież, jeśli chodzi o tłumaczenia to pojawiały się wątpliwości i zmiany na różnych etapach prac nad dokumentem, w tym udawanych konsultacji. Zmian nie może wprowadzić ani Sejm, ani Parlament Europejski, bo podpisaną umowę międzynarodową można jedynie ratyfikować albo odrzucić. Premier Donald Tusk wiedział, co robi, a zawieszenie to nie cofnięcie - to krok w przód z realizacją ACTA.

Prawo międzynarodowe mówi, że państwo, które podpisało traktat ma obowiązek go przestrzegać także przed ratyfikacją, albo zawiadomić depozytariusza, że nie będzie ratyfikowało dokumentu i wycofać swój podpis. Dopiero po takich zawiadomieniu, rzecz jasna pisemnym, państwo to nie ma obowiązku traktatu przestrzegać. Póki Premier Tusk nie złoży odpowiedniego zawiadomienia w Japonii, ACTA w Polsce będzie obowiązywało, nawet przed ratyfikacją. Czyli już teraz obowiązuje. Premier, wobec oporu Jego Wysokości Internetu - postanowił dać sobie czas - i tylko sobie, a tymczasem ACTA działa. Moim zdaniem w obecnej sytuacji większość parlamentarna, która mogłaby ratyfikować ACTA jest wątpliwa. Nie ma szans na powtórkę głosowań z ostatniego posiedzenia Sejmu gdzie na około 300 poprawek opozycji nie została przyjęta żadna. Praca setek ekspertów, dziesiątek posłów, dziesiątki posiedzeń w dziesiątkach Komisji Sejmowych, wielogodzinne głosowanie, transmisje w TVP, Internecie - wszystko poszło w kosmos głosami koalicji PO-PSL. To olbrzymie koszty, jednak… kogo to obchodzi?

Przy ACTA może być inaczej, bo Polacy protestują - słychać vox populi - nie ma milczenia owiec jak przy budżecie, koncesjach na gaz w łupkach, armii, nauce, oświacie, platformie cyfrowej i innych ważnych aspektach życia publicznego. Bo tu chodzi o wolność wszystkich, a wolność jak widać stoi ponad wszystkim. Szereg protestów, mimo mrozów, utwierdza mnie w tym przekonaniu. W mojej opinii rząd wraz z przyrządowymi mediami i przyrządowymi kanałami internetowymi dawno już zaczął walczyć z wolnością słowa, a więc i wolnością czynu. Świetnie ukazuje to sytuacja związana z ostatnim odcinkiem „Warto rozmawiać”. Miałem przyjemność na zaproszenie Pana Red. Pospieszalskiego uczestniczyć w tym odcinku, jako ekspert. Padły w nim bardzo nieprzychylne rządowi fakty dotyczące koncesji na geotermię w Toruniu (nota bene - wielki sukces poszukiwań geologicznych). Publiczna telewizja kazała sobie płacić, w sposób bardzo niejasny, niebagatelne sumy za internetowy dostęp do tego tylko jednego archiwalnego odcinka. A przecież wszystkie programy w publicznych mediach powinny być wolne od jakichkolwiek opłat, bo płacony jest abonament.

 
 

Wróćmy jednak do ACTA. Pan Premier chyba też wie, że w obecnej sytuacji, większości w sprawie ratyfikacji ACTA koalicja w Sejmie mieć nie będzie - dlatego głosowania wniosku rządowego też nie będzie. Nie chodzi to o protesty, demonstracje, nie chodzi nawet o to jak zagłosowałby PSL, ale przede wszystkim o własne łono PO. Jestem przekonany, że część posłów PO wolałoby zapłacić nawet 1000 zł za wyłamanie się z dyscypliny i co najmniej wstrzymałaby się od głosu, co byłoby w praktyce głosowaniem przeciw ratyfikacji, albo wyciągnęłaby poselskie karty do głosowania. Jedno jest pewne - głosowanie byłoby absolutnie niepewne. Co wtedy, gdy ratyfikacja ACTA nie doszłaby do skutku? Wstyd to nic, gorzej, że możliwości, jakie daje już teraz ACTA uciekłyby z rządowej ręki. Dlatego rząd mówi, że nie ma pośpiechu, trzeba rozmawiać... ACTA i tak już działa, a jeśli poczekać, coś pogmerać, uciszyć, odwrócić uwagę… może się udać na tyle, że zalety już podpisanego, a potem może jakiegoś niby nowego ACTA możliwe byłyby do pełnego wykorzystania jeszcze przed najbliższymi wyborami w 2014 roku. Nie będzie to możliwe, jeśli ACTA przepadłoby teraz w Sejmie.

Do ratyfikowania traktatu nikt ani nic nie może suwerennego i niepodległego państwa zmusić. Krok wstecz, wysyłając wspomniane zawiadomienie o rezygnacji z ratyfikacji, można wykonać w każdej chwili i nie będzie to straszna afera. Kazus jest i to nie jeden - USA i Izrael nie ratyfikowały traktatu o Międzynarodowym Trybunale Karnym i usunęły spod niego swoje podpisy. Skoro jak się spodziewam głosowania wniosku rządowego nie będzie, to ja, jako poseł Klubu Parlamentarnego „Solidarna Polska” złożę wniosek o ratyfikację ACTA (oczywiście po dyskusji i zgodzie swojego Klubu). Rzecz jasna będę namawiał z mównicy sejmowej nie tylko do głosowania przeciw mojemu wnioskowi, ale nawet sam przeciw temu wnioskowi będę głosował. Moją satysfakcję z upadku ACTA będzie wzmacniało to, że za wnioskiem opozycji zagłosuje Pan premier i większość z większości sejmowej, a mimo to wniosek i tak upadnie. I to będzie jeden z niewielu wniosków opozycji, za którą zagłosuje tylko większość przyrządowa. Mam nadzieję, że koleżanki i koledzy posłowie dadzą mi pierwszeństwo i zaszczyt do zgłoszenia i zreferowania wniosku. No chyba, że Pan Premier wyśle pilnie zawiadomienie o rezygnacji z ratyfikacji ACTA.