Instytut im. prof. Sehna w Krakowie bada dowód, który może podważyć wszystkie dotychczasowe ustalenia dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej. To zapis z magnetofonu samolotu Jak-40, którym do Smoleńska dotarli polscy dziennikarze i jedyne nagrania, jakie polska prokuratura uzyskała bez pośrednictwa Rosjan – donosi RMF FM.

Zapis rejestratora MS-61 umieszczonego w Jaku zawiera wyłącznie nagranie prowadzonej przez załogę korespondencji radiowej. Obejmuje ono nagrania połączeń zarejestrowanych podczas podróży do Smoleńska, podczas postoju na płycie lotniska (jeśli magnetofon był włączony) i w drodze powrotnej do Warszawy.

Pół roku temu technik pokładowy chorąży Remigiusz Muś i pilot-dowódca jaka porucznik Artur Wosztyl, informowali, że przed lądowaniem, tak oni, jak załogi podchodzących do lądowania rosyjskiego Iła-76 i prezydenckiego tupolewa otrzymały od kontrolerów komendy schodzenia nie na 100, ale na niedopuszczalną na tym lotnisku wysokość 50 metrów, a dopiero potem odchodzenia na drugi krąg.

Fakt ten stoi w sprzeczności ze wszystkimi znanymi dotychczas zapisami korespondencji radiowej, które oparte zostały na zapisie przechowywanego w Moskwie rejestratora Tu-154 (Polska otrzymała tylko kopię zapisu) i źródłach rosyjskich. Wszystkie one zawierają zdanie kontrolera:

A, polski sto jeden, i od stu metrów być przygotowanym do odejścia na drugi krąg.

Jak informuje RMF FM, prokuratura wojskowa potwierdziła, że zapis magnetofonu Jaka został zabezpieczony natychmiast po powrocie samolotu do Warszawy, w kilka godzin po katastrofie.

Nagranie trwa aż pięć godzin, podczas gdy zapis z czarnej skrzynki obejmuje zaledwie pół godziny.

Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie otrzymali nośnik wiele miesięcy temu, lecz zajmowali się przygotowywaniem ekspertyzy rejestratora Tu-154.

 

RMF FM, mall

więcej na rmf24.pl