Zależy na tym, żeby te materiały były dostępne dla naukowców zarówno polskich, jak i zagranicznych

- mówi w rozmowie z wPolityce.pl prof. Marek Czachor z Katedry Fizyki Teoretycznej i Informatyki Kwantowej na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej Politechniki Gdańskiej. Profesor skomentował w ten sposób decyzję Wojskowej Prokuratury Okręgowej w warszawie, która – jak podaje RMF FM – zadeklarowała, że udostępni naukowcom materiały dotyczące badań brzozy oraz urwanego skrzydła TU-154M, o ile wpłynie do niej oficjalny wniosek w tej sprawie. Jak powiedział nam naukowiec, złożenie takiego wniosku jest oczywiste.

Na wczorajszym posiedzeniu parlamentarnego zespołu badającego katastrofę apelował o to właśnie prof. Czachor:

Niech wojskowa prokuratura ujawni dane na temat skrzydła Tupolewa. (…) Wygląda na to, że skrzydło jest złamane w taki specyficzny sposób, że ta część, która jest najbardziej z przodu tego skrzydła, jest bardzo delikatna. Pierwsza rzecz, która powinna być zniszczona, to jest właśnie ten kawałek blachy, a ten slot nie jest zniszczony. To oznacza, że wydarzyło się coś dziwnego.

W rozmowie z wPolityce.pl prof. Czachor powiedział, że skontaktuje się teraz z innymi naukowcami, którzy są zainteresowani poznaniem wyników badań prokuratury i biegłych przeprowadzonych na jesieni w Smoleńsku. Wspólnie podejmą decyzję, w jakiej formie zwrócić się do śledczych o dostęp do materiałów.

Zależy nam na tym, żeby te materiały były dostępne dla naukowców zarówno polskich, jak i zagranicznych. Żeby mógł skorzystać z nich zarówno prof. Binienda, jak i inni ludzie nauki, którzy chcą badać ten wypadek. I żeby nie doszło do takiej sytuacji, w której np. jeden z nas zostanie dopuszczony do tych dokumentów pod rygorem tajemnicy śledztwa. To nas nie interesuje. Chodzi o to, żeby było pospolite ruszenie naukowców badających to zagadnienie. Taki jest nasz cel.

Wygląda na to, że prokuratorzy wreszcie chcą skorzystać z pomocy naukowców i zależy im na tym, aby najważniejsze – jak sami przyznają – śledztwo w Polsce stało się bardziej przejrzyste. W zeszłym tygodniu dość obszernie informowali o miejscu katastrofy, czym pomogli obalić bezpodstawne tezy o obecności w kokpicie gen. Błasika, dziś szybko odpowiadają na apel ludzi nauki o udostępnienie materiałów. Oby tak dalej!

znp