Kaczyński w „ND”: "Jeszcze nigdy w dziejach tak niewielu nie narzucało swojej woli w kluczowych kwestiach tak wielu"

Fot. PAP / Andrzej Hrechorowicz
Fot. PAP / Andrzej Hrechorowicz

Jarosław Kaczyński w „Naszym Dzienniku” pyta „ile kosztuje wolność narodów”. Jak pisze, „po kompromitacji rządu wobec Rosji, rezygnacji z samodzielnej polityki wschodniej prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego i skandalicznym berlińskim wystąpieniu Radosława Sikorskiego nadszedł czas, aby to opozycja przedstawiła swoje stanowisko w sprawie kryzysu Unii Europejskiej i tzw. paktu stabilności.

Kaczyński proponuje referendum, które odpowiedziałoby na dwa pytania:

- Czy chcemy ograniczenia, a być może zrzeczenia się suwerenności na rzecz nowych, niedemokratycznych instytucji międzynarodowych, które będą rościły sobie prawa do ustalania budżetu państwa, a więc wysokości podatków, płac i emerytur?

- Czy chcemy utrzymania obecnego kształtu Unii Europejskiej, ustalonych reguł, w tym środków z funduszu spójności, z funduszy strukturalnych, dopłat, które mają zapewnić Polsce wyrównanie poziomu do państw, które nie podlegały sowieckiej dominacji?

Bo, jak pisze prezes PiS,

referendum to jedyna metoda, aby uniemożliwić błędne decyzje, jakie podejmują politycy zajmujący się tylko zaspokajaniem potrzeb rynków finansowych i spychający na margines opinię publiczną.

Kaczyński sprzeciwia się przedstawianiu opozycji jako wrogów Unii. Tłumaczy, że chodzi wszak o obronę UE w jej obecnym kształcie przed tymi, którzy chcą ją zdominować i w zasadzie zniszczyć.

I nie jest to tylko moja opinia, ale coraz szerzej uznawane w Unii stanowisko wszystkich tych, którzy mają wolę bronić unijnych instytucji przed degradacją, jaką wprowadzają nieformalne ustalenia między Berlinem i Paryżem. Nieprzypadkowo zgodę Sarkozy´ego na grudniowe ustalenia Rady Europejskiej porównano w jego kraju do klęski Napoleona III pod Sedanem. A po obniżeniu ratingu Francji okazało się, że ta kapitulacja była nie tylko przykra dla narodowej dumy Francuzów, ale również bezskuteczna. Tak jest zawsze, kiedy politycy godzą się na łamanie zasad w imię spekulacji.

Taki sam charakter, według byłego premiera, miało berlińskie przemówienie Radosława Sikorskiego.

Wszyscy, którzy jak Sikorski wołają "więcej Niemiec w Europie", wzywają, aby poprzeć nie tylko przywództwo Berlina w eurolandzie, ale praktycznie działają, aby wspólna Europa zmniejszyła swój obszar i realną współpracę. Do obszaru podatnego na eksport niemieckich produktów, usług i technologii. Unia nie powstała, aby centrum było obsługiwane przez peryferia.

Kaczyński przypomina, że to jego środowisko polityczne jako pierwsze na początku lat 90. drogę do zabezpieczenia polskich interesów widziało w NATO i Unii Europejskiej tworzonej przez suwerenne państwa i narody:

Wówczas postkomuniści uwikłani byli zarówno w poparcie dla RWPG, jak i Układu Warszawskiego, a część obecnych euroentuzjastów wspierała groteskowe pomysły w stylu NATO-bis. Rządził nimi strach przed Moskwą i brak wiary w szanse Polski na pełną suwerenność. Dlatego nie przyjmuje żadnych zarzutów, że my jesteśmy sceptykami wielkiej cywilizacyjnej przemiany naszej Ojczyzny, jaką zapewnia nam suwerenny i podmiotowy udział w europejskiej Wspólnocie. Ale podstawowym obowiązkiem rządów jest dbanie o pomyślność narodu.

Lider opozycji wskazuje, że obecny kryzys wcale nie jest tak uciążliwy dla Niemiec. Przytacza tu dane
z grudnia 2011 r., według których „eksport Niemiec po raz pierwszy w dziejach przekroczył tysiąc miliardów euro, a do końca roku osiągnie wartość 1075 miliardów, czyli w środku najpoważniejszego kryzysu wzrośnie o 12 procent.”

Na 2012 r. prognozuje się kolejny wzrost, tym razem tylko o 6 procent. Ciekawe jest również to, że zamówienia z zagranicy na niemieckie produkty zwiększyły się w ubiegłym roku o 8,3 proc., w tym ze strefy euro o 16,2 procent. Fakt, że gospodarka Niemiec zarabia na kryzysie, nie oznacza nic więcej poza powiększaniem się dystansu między Północą a Południem Europy. Kiedy Południe pogrąża się w długach, recesji i bezrobociu, Północ korzysta z tej koniunktury.

Rozwiązaniem dla nierówności pomiędzy dwiema częściami kontynentu miałaby, według prezesa PiS, być „dewaluacja euro południowego w stosunku do euro północnego”.

To łatwa operacja, niestety traktat z Maastricht nie przewiduje takiej procedury. Dlaczego politycy, którzy nie przewidzieli takiej sytuacji, nie próbują jej teraz zmienić? Czy powodem jest obawa przed rozstaniem z Mitem prężnego eurolandu? A może powodem jest coś innego - strach przed utratą dominującej pozycji w Unii Europejskiej? Rozdzielenie eurolandu na dwie strefy oznacza przyznanie, że w Unii nie ma państw bardziej i mniej uprzywilejowanych, lepszych i gorszych, że tak naprawdę Unię, zgodnie z prawdą, tworzą gospodarki o różnych możliwościach i państwa o różnych interesach. Wtłoczenie ich w gorset jednej waluty było fundamentalnym błędem, za który teraz wszyscy muszą zapłacić.

Jarosław Kaczyński wskazuje na zagrożenie dla Polski w braku „jednej, klarownej wizji polityki zagranicznej”:

Pewne błędy mogą mieć charakter nieodwracalny, a na pewno narażają Polaków na traktowanie w kategoriach prowincjonalnej drugorzędności. Taki charakter mają starania, aby zasiąść przy stole euro w roli obserwatora bez prawa głosu.

Zamiast tego – podnosi były premier – „decyzje muszą podejmować te unijne instytucje, w których mamy pełne prawa zgodnie z traktatem lizbońskim”.

To jest fundament polskiej racji stanu, podobnie jak w wypadku Wielkiej Brytanii, Węgier, Grecji czy Szwecji i pozostałych państw członkowskich. Rząd Tuska nie ma żadnego prawa, aby kwestionować instytucjonalny ład UE, w zamian za iluzoryczne obietnice, że kiedyś zostaniemy nagrodzeni za udzielone dziś wsparcie dla eurolandu. To nie jest polityka, to mentalna lokajskość skazująca Polskę na degradację i polityczne uprzedmiotowienie.

Według prezesa PiS Polska powinna wspierać Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny, który należy „uwolnić spod kurateli niemieckiego weta, które sformułowały w sposób zdecydowany Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe i komisja budżetowa Bundestagu”.

Złamane zostały reguły i traktaty, a w imię specjalnego traktowania Niemiec zgodzono się, aby pożar kryzysu objął prawie całą południową Europę. To gorzej niż błąd, to działanie na szkodę całej Wspólnoty. Polska nie mogła tej obstrukcji powstrzymać, ale mogła mówić na forach europejskich prawdę, zdobywając w ten sposób szacunek i pozycję obrońcy Unii Europejskiej.

Jak pisze, nie europejska waluta jest zagrożona, ale „fundament naszej cywilizacji, którą próbuje się radykalnie zredukować tylko do wymiaru funkcjonowania rynków finansowych”:

Niestety, znaleźliśmy się w sytuacji wyjątkowej - jeszcze nigdy w dziejach tak niewielu nie narzucało swojej woli w kluczowych kwestiach tak wielu. Odwołuję się do Churchilla, bo to jest wojna o takie same wartości, jak wtedy - o suwerenność jednostek, narodów, państw; wojna w obronie demokracji i wartości tak niezbywalnych, jak prawo do wolności i podmiotowości; wojna, aby zachować wartości nieporównanie ważniejsze niż ta czy inna sztuczna waluta.

Receptą na zagrożenia, z jakimi się stykami jest, jak pisze Jarosław Kaczyński, „więcej, a nie mniej Demokracji”.

Propozycje neoliberalnej międzynarodówki tak naprawdę sprowadzają się do oddania pełni władzy w ręce niewybieranych elit - mianowanych urzędników, kreowanych autorytetów i wrzaskliwych mediów służących finansowym rynkom. Urzędnicy mają zastąpić polityków kontrolowanych przez wyborców; autorytety zastąpią parlamentarne reprezentacje, a media - opinię publiczną. To droga do całkowitej katastrofy, która stała się udziałem analogicznego w swych fundamentach systemu, jakim był nomenklaturowy, sowiecki komunizm. Tamta Rewolucja zakończyła się na szczęście katastrofą. Tę, którą nam się teraz proponuje, trzeba odrzucić, zanim spotka ją taki sam los.

Cały artykuł Jarosława Kaczyńskiego w „Naszym Dzienniku”.

znp


Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych