Jan Pospieszalski z Budapesztu dla wPolityce.pl: "niesamowite wrażenie nadziei, poczucie godności, dumy i radości"

PAP/EPA
PAP/EPA

Pierwsza, ważna uwaga: ta manifestacja została zwołana przez organizacje pozarządowe, społeczne, to nie była impreza  partyjna. Przyszli nie tylko ludzie, którzy identyfikują się z samym FIDESZEM, byli tu ludzie z całych Węgier, ale także Węgrzy spoza Węgier. Już godzinę wcześniej ludzie zaczęli się zbierać na dość odległym od centrum Hoszok Platz w Budapeszcie, i dopiero stamtąd przeszli na plac Kossutha w samym cetrum, pod parlamentem. Metro było zamknięte żeby nie utrudniać, uczestnicy dojeżdżali autokarami, samochodami, także pieszo.

To była godna, spokojna i powściągliwa w wyrazie w sensie okrzyków i tego typu zachowań demonstracja. Mieszkańcy Budapesztu, kraju i Węgrzy spoza kraju szli z trójkolorowymi flagami, co - za sprawą zieleni, koloru białego i czerwieni - co sprawiało wrażenie niesłychanej witalności. Masa transpartentów, emblematy z nazwami miejscowości. Cała masa ludzi w strojach ludowych, z Siedmiogrodu, Wojwodiny, regionów dziś poza Węgrami. W jakiś kożuchach, w pasterskich tradycyjnych strojach, ale także w strojach historycznych, nawiązujących do klimatu monarchii Austro-węgierskiej, różne bractwa winiarskiej. Bardzo dużo młodzieży. Spotkałem chłopaka, który czytał wydrukowaną w domu konstytucję. Pytam: co czytasz? A on mówi: to nasza nowa konstytucja, mamy ją od 3 tygodni, chce się zapoznać. Pytam: dlaczego tu jesteś? Odpowiada: bo tak źle mówią o nas w Europie, że przyszedłem tu zamanifestować, że na Węgrzech jest demokracja, i że to jest wyraz demokracji, że Orban przywraca demokrację, a nie niszczy. Dużo środowisk, które można porównać do kółek różańcowych czy kół Radia Maryja.

Sporo emblematów chrześcijańskich, sporo krzyży - takich, jakie nosi się na pielgrzymkach. Oplecione różańcami, na niektórych korony cierniowe. Pytałem, czy Węgry potrzebują modlitwy. Odpowiadali: Europa potrzebuje modlitwy,a my modlimy się w intencji naszego narodu, chcemy, żeby mu się powiodło.

Niesamowite wrażenie nadziei. Poczucie godności, dumy i radości, że się policzyliśmy podczas tej demonstracji. Nie wiem, ile było ludzi, trudno mi to ocenić, ale mogło być nawet milion. Ten marsz szedł i szedł. Stanęliśmy w kolejce po kawę, a za nami tłum sunął i sunął, sceneria właściwie nie zmieniała się, była stała. Las zielono-biało-czerwonych flag, który sunął całą szerokością dużej alei. Ja sobie nie przypominam w Polsce takiej licznej demonstracji, może da się to porównać pod względem skali do wizyt Ojca Świętego. Takie wielkie rzeki ludzi. I nikt się nie wyśmiewał, nikt nie szydził. Poczucie powszechności tej postawy: przyszliśmy tutaj, bo kochamy Węgry, bo chcemy protestować przeciwko kłamliwym, napastliwym ocenom. Ale znowu: komu pokazali? Nam, kilku fotoreporterom. Nie było mediów, wozów transmisyjnych z Austrii, Niemiec - a przecież to wielkie wydarzenie! I mają bardzo blisko. Pewnie gdyby to była gejowska demonstracja, 100 razy mniej liczna, to pewnie byłyby tutaj kamery. No, ale znamy to z Polski, te medialne zwyczaje.

Na placu Kossutha nie było przemówień, koncertów - było tylko kilkukrotne odśpiewanie  przepięknej pieśni - jakby Roty czy Boże coś Polskę. Stopniowo się ściemniało, ludzie zapalili pochodnie, małe kaganki, znicze. Te ostatnie później, na placu, stawiali na chodnikach i krawężnikach. Przypominało to sceny z Polski po śmierci Jana Pawła II czy z okresu żałoby narodowej po Smoleńsku. Tak samo całe szeregi lampek i zniczy.

Nie było widać nigdzie tzw. "drugiej strony", jakiejś kontrmanifestacji, nie było żadnych prowokacji. I cały przekrój społeczny - od prostych ludzi ze wsi do eleganckiej inteligencji, wielkomiejskiej młodzieży. Kiedy pytaliśmy, po co są, to nikt nie mówił o sprawach materialnych. Mówili za to: Orban przywraca wartości, po 20 latach doczekaliśmy się takiego przywódcy, który przywraca normalność, ład, porządek, bezpieczeństwo. I co niezwykle ważne - walczy z korupcją. Często pojawiały się też słowa uczciwość i odwaga. A więc godnościowe wątki, do tego wątki pozytywne, a nie oparte na negacji. Bardzo dużo pozytywnej energii. Uderza zresztą poczucie jedności i wspólnoty, więzi ze swoim przywódcą Wiktorem Orbanem. 

Gdy słyszeli nasz język, gdy widzieli, że jesteśmy z Polski - słyszeliśmy brawa. Przed nami wielki transparent: dziękujemy Litwinom, dziękujemy Polakom. Powszechne uznanie dla naszych posłów w europarlamencie: Legutki, Kurskiego, Ziobry, którzy bronili rządu Węgier w czasie środowej debaty. Co drugi Węgier był w stanie po polsku wyrecytować "Polak Węgier dwa bratanki, tak do szabli jak do szklanki". Ciągle nas tym zarzucali, ale i dziękowali.

Po zakończeniu ludzie spokojnie się rozeszli, było trochę improwizowanych występów zespołów ludowych. Co istotne, w czasie demonstracji było piękne słońce. A wcześniej kilka dni lało, teraz znów leje. Nasz węgierski przyjaciel mówi: to znak bożego błogosławieństwa.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...