Łukasza Warzechy Teatrzyk „Przegniły Batonik” przedstawia sztukę „Seppuku”. "W drugiej fazie planu zrobimy co innego"

fot. PAP/Radek Pietruszka
fot. PAP/Radek Pietruszka

Teatrzyk „Przegniły Batonik” przedstawia

sztukę „Seppuku”

Osoby:

Gen. Krzysztof Parulski – szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej

Płk Mikołaj Przybył – prokurator wojskowy

 

Miejsce: Gabinet gen. Parulskiego. Wieczór. Parulski za biurkiem. Pukanie.

Parulski: Wejść!

Wchodzi Przybył, wyglądając kwitnąco.

Parulski: Pan siada, pułkowniku. (Przybył siada. Parulski przygląda mu się badawczo przez kilka sekund) Chce Pan wszystko spieprzyć?!

Przybył (zdezorientowany): Ale jak to? Panie generale, przecież wszystko było zgodnie z instrukcją! Dwa woreczki z farbą miałem w ustach, dwa zapasowe w kieszeni, jakby coś się stało. Ślepaki załadowane… No, chyba się udało?

Parulski (podenerwowany): Się udało?! Po pierwsze – mówiłem, żeby pan chodził przez dwa tygodnie z obandażowaną gębą. Tak czy nie?

Przybył: No, tak…

Parulski: No to gdzie pan ma bandaż? Po drugie – kto widział gościa po próbie samobójczej, piszącego esemesa w karetce?!

Przybył: Musiałem! Ja gram w taką loterię, można wygrać mikrofalówkę, i jak przychodzi pytanie, to trzeba od razu odpisać, bo jak ktoś mnie wyprzedzi, to wypadam z kolejki i potem muszę wysłać aż cztery esemesy, żeby znowu…

Parulski (wściekły): W dupie mam waszą loterię, Przybył! Tu chodzi o całą prokuraturę! Po trzecie – mówiłem, że macie udzielić jednego wywiadu, w którym wyraźnie powiecie, że żadnego więcej wywiadu nie udzielicie. A wy ilu udzieliliście?

Przybył: No… (liczy) Raz, dwa, trzy…

Parulski: Właśnie! I wreszcie mówiłem, że jak będziecie tego wywiadu udzielać, to macie sobie szmat do ust napchać i niewyraźnie mówić! Mówiłem czy nie?! Przecież wy sobie podobno policzek przestrzeliliście!

Przybył: Ale to miało też pójść w radiu. Ludzie by nic nie zrozumieli…

Parulski: Dobra, dość tych bzdur. Przez to wasze partactwo plan się udał tylko częściowo. Co prawda Seremet zrobił z siebie idiotę, ale pan też, pułkowniku. Już się zaczynają podśmiechujki, że niby nie umiecie z przyłożenia skutecznie się zastrzelić. Dlatego w drugiej fazie planu zrobimy co innego.

 

Parulski wyciąga z szuflady rytualny japoński sztylet.

Parulski: Wiecie, co to jest?

Przybył: No, nożyk jakiś chyba…

Parulski: Co wy nie powiecie? To jest tanto, taki japoński mieczyk do seppuku. Wygląda jak prawdziwy, tylko, o, takie coś ma. (Parulski naciska sztyletem na blat, przyciskając guzik w rękojeści. Głownia wsuwa się w rękojeść, a na ostrze wypływa czerwona ciecz.) Sprytne, wypożyczyłem od znajomych z japońskich służb… Zresztą nieważne. Zwołacie konferencję, ogłosicie, że już nie możecie wytrzymać tych kpin i nagonki, powiecie coś tam złego o Seremecie, że niby się czujecie przez niego zaszczuci, to potem ustalimy, i w przerwie się potniecie. Znaczy, tak ma wyglądać. Tylko tym razem dopilnujcie, żeby kamera była dobrze ustawiona. A potem wywieziemy was z rodziną na kilka miesięcy na Mauritius.

Przybył (staje na baczność): Tak jest, panie generale!

Parulski: No! I owińcie sobie teraz gębę bandażem, jakby was ktoś zobaczył. Możecie odejść. A, i poćwiczcie trochę wcześniej przed lustrem.

 

Kurtyna

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych