Kwiatek dla Ciebie
„Gazeta Wyborcza” znów pokazuje kto jest lepszym Polakiem. Nie trudno odnieść takie wrażenie, gdy czyta się komentarz czy artykuł na temat pikiety Ligi Obrony Suwerenności. Kto, zdaniem GW ma rację w tym sporze? Na pewno nie ci – jak to określiła red. Pszon w art. pt. „Ślązak musi być polski?– z „ugrupowania narodowo-patriotycznego” To, że krzyczało kilkanaście osób, to wcale nie plama na honorze. To niemalże tyle samo, co zarejestrowało Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej. Czy tu też mam pójść w demagogię, że tylko 18 osób czuje, że ma „narodowość śląską”? Celowo piszę „czuje”, ale o tym później. Uczestnicy pikiety LOS chcieli czynnie zamanifestować i przypomnieć, że Śląsk Opolski należy oczywiście do Polski.

Dobrze wiadomo, że Piotr Długosz, lider Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej jest członkiem Ruchu Autonomii Śląska, stąd łączenie tego stowarzyszenia z tym ugrupowaniem bynajmniej nie powinien nikogo dziwić, gdyż jest to organizacja już „polityczna”, które współrządzi w koalicji z PO w woj. śląskim i wystawia swoich kandydatów na senatorów w woj. opolskim. Stąd oczywistym jest, że hasła nawołujące do integralności ziem polskich pojawiły na pikiecie.Tu warto przypomnieć słowa lidera RAŚ Jerzego Gorzelika, któremu na Śląsku nie udało się zarejestrować podobnego stowarzyszenia do tego jakie zostało zarejestrowane w Opolu. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z maja ubiegłego roku podkreślił, że nie ma sentymentu do Polski i nasz kraj nie jest jego ojczyzną„Nie odczuwam, bo żywię go do mojej nacji. Można mówić o związku z różnymi aspektami polskości czy niemieckości. W warstwie językowej z pewnością bliżej mi do Polaków. Jeśli chodzi o inne elementy kultury, bliżej mi do kultury niemieckiej, ale też czeskiej (…) Patriotyzm to umiłowanie ojczyzny. A moją ojczyzną nie jest Polska, tylko Górny Śląsk”. Inna sprawa, na ile lider RAŚ tak naprawdę myśli, a na ile zależy mu na wywołaniu jedynie dyskusji i „przebiciu się” w ogólnopolskich mediach.

Zresztą więcej wypowiedzi doktora Gorzelika może budzić niepokój, a zapewnienia Piotra Długosza w wywiadzie dla NGO, że autonomiści nie chcą odłączenia Górnego Śląska od Polski, a autonomię rozumieją jako większą samorządność regionu w ramach RP, to tylko słowa jednego z liderów RAŚ w terenie. O ile mogę dać wiarę w to, co mówi i wierzy Długosz, (z moich dotychczasowych doświadczeń nie mam podstaw, aby mu nie wierzyć), to zupełnie nie wiem co tak na prawdę myśli lider Gorzelik i jakie ma intencje, bo jako Członek Zarządu Województwa Śląskiego w kilku kwestiach zawiódł moje oczekiwania. Sądziłem bowiem, że jako człowiek, który uważa się za  ”prawicowca” i mając duże możliwości ze względu na piastowane stanowisko w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego zaprzestanie współpracy na polu kultury z byłymi komunistycznymi liderami. Stało się jednak inaczej, a współpraca kwitnie.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Gdyby bowiem udało się usankcjonować dwie rzeczy istotne dla każdego państwa to jest naród i język, to otwiera to oczywiście drogę do odrębności terytorialnej. Być może takie są właśnie ukryte działania szefa RAŚ. Platforma Obywatelska pomaga mu w osiąganiu tych celów jak może nawet rękoma administracji państwowej – w tym wypadku opolskiego sądu. Wygląda to tak, że państwo polskie daje argument do posługiwania się sztucznym terminem „naród śląski”. Do tego cały czas czynione są starania do uznania języka śląskiego, który chcą skodyfikować i uznać jako język mniejszości narodowej. Nowy naród – nowy język – potem nowe państwo. RAŚ przewiduje, że do 2020 r. dojdzie do pełnej autonomii. Czy na tym skończą się te tendencje? Przygotowany przez RAŚ projekt zmiany w konstytucji RP na dzień dzisiejszy nie jest zgodny z polską konstytucją i stwierdzeniem, że Polska jest krajem unitarnym. Stąd walka przy spisie powszechnym o rubrykę „narodowość śląska”. Promocja tego terminu sprawia, że ktoś kto mieszka na Śląsku powinien się czuć tu jak we własnym państwie. Gdyby chodziło o większą samorządność dla województwa śląskiego, czy opolskiego to nie mieszkałoby się ludziom w głowach językiem czy terminem „naród śląski”. Stąd faktycznie mogę się zgodzić z Ligą Obrony Suwerenności, że to jest jakiś sztuczny twór i wymyślony do innych celów.

Redaktor Pszon na łamach GW oburza się, że podczas pikiety można było usłyszeć odpowiedź „mogą się czuć Ślązakami, ale polskimi, bo nie ma czegoś takiego, jak odrębna narodowość śląska i język śląski, i że to jakiś sztuczny twór wymyślony przez RAŚ do ich niecnych… itd.” Nie wiem czy wiernie przytoczyła pani redaktor słowa uczestników pikiety, ale intencję mówiącego te słowa chyba rozumiem. Stąd warto przypomnieć słowa prof. Franciszka Marka z wywiadu udzielonego dla NGO„Dla polskich Ślązaków sprawa narodowości nie jest prawem wyboru, tylko sprawą przyrodzoną. Narodowość i religia są sprawami boskimi, a występowanie przeciwko nim jest świętokradztwem. Zastanawiałem się, jakie są źródła naszej narodowości. Jak wiadomo, mowa ludu wyraża jego tożsamość narodową, której podstawą oprócz języka jest jeszcze religia, która jest darem Boga. Odrzucenie jednego i drugiego to hańba. Tożsamość nie jest więc kwestią wyboru”.

Nie chodzi o to, że Polska chce zakazać aktywności obywatelskiej i wyrażania własnych poglądów. Gdyby Długosz zakładał Stowarzyszenie Sympatyków Tradycji Śląskiej, pewnie nikt by nie protestował. Wszelkie działania mające na celu promocję śląskiego dziedzictwa materialnego i niematerialnego również spotkałyby się z pełnym poparciem. Sankcjonowanie idée fixe działaczy RAŚ przez Państwo Polskie, używając terminologii piłkarskiej, jest samobójem. Idąc tą drogą co RAŚ moglibyśmy zarejestrować Stowarzyszenie Narodowości Kresowej, a każdy potocznie zwany „hadziajem”, czyli każdy Polak ze wschodu mieszkający na Śląsku miałby swoją rubrykę w spisie powszechnym.

Autor: Tomasz Kwiatek