„Anachroniczny, zły system naliczania świadczeń emerytalnych dla służb mundurowych prowadzi do niekontrolowanego wzrostu kosztów jego funkcjonowania i jest demoralizujący dla funkcjonariuszy” – napisał w piątkowej „Rzeczpospolitej” Paweł Soloch, ekspert Instytutu Sobieskiego, w latach 2005-2007 wiceminister spraw wewnętrznych.

Soloch przypomina, że świadczenia zdrowotne, chorobowe i rentowe a przede wszystkim tzw. emerytury policyjne (dotyczy to również sędziów i prokuratorów) są wypłacane bezpośrednio z budżetu państwa.

„Sytuacja w której państwo nie tworzy dla zatrudnionych przez siebie funkcjonariuszy zabezpieczeń emerytalnych w postaci funduszy opartych na systematycznie pobieranych  składkach od wynagrodzeń, jest anachronizmem nie znanym w wysoko rozwiniętych krajach. W przypadku Polski przypomina to bardziej czasy przedindustrialne i bliższe jest systemowi feudalnemu, kiedy to suweren utrzymywał aparat bezpieczeństwa bezpośrednio z pieniędzy ściąganych od swoich poddanych. Dzisiaj na około 250 tysięcy funkcjonariuszy czynnych w służbie mundurowej przypada około 350 tysięcy emerytów, a całkowita wysokość wypłacanych z budżetu państwa emerytur wynosi ponad 12 mld złotych. Prawo do świadczeń emerytalnych funkcjonariusz nabywa po 15 latach służby. Wtedy mogą być one wypłacane w wysokości 40% podstawy ich wymiaru i wzrastają za każdy dodatkowy rok tej służby o 2.6 % i nie mogą przekroczyć 75% podstawy jej naliczania”.

Zdaniem Solocha trudno sobie wyobrazić bardziej demoralizujący system:

„W sytuacji kiedy niemożliwe jest naliczanie emerytury na podstawie składek zastosowano zasadę, że „podstawę  wymiaru emerytury lub renty inwalidzkiej stanowi uposażenie należne funkcjonariuszowi na ostatnim zajmowanym stanowisku... (…) Ostateczna wysokość emerytury funkcjonariusza decyduje się bowiem praktycznie do ostatniego miesiąca służby. Innymi słowy, emerytura nie jest naliczana na podstawie kumulacji uposażeń na przestrzeni lat. Dlatego też dla funkcjonariusza ostatnie lata i miesiące służby to czas zabiegów o przychylność przełożonych w uzyskiwaniu awansów i podwyższeniu dodatków wchodzących w skład uposażenia.

Ponieważ w grę wchodzi uposażenie emerytalne w wysokości 75 a nawet 80 % ostatniej wypłaty, „przebicia” uzyskane w ostatnich miesiącach służby, mogą być wysokie. Np. awans w stopniu oficerskim i przeniesienie na kierownicze stanowisko z posterunku do komendy wojewódzkiej lub komendy głównej, albo ministerstwa może oznaczać wzrost uposażenia o parę tysięcy złotych, a co za tym idzie wzrost wysokości emerytury o 75-80% uzyskanej podwyżki. Taki system sprzyja w oczywisty sposób postawom serwilistycznym wobec zwierzchników i brakowi reakcji na pojawiające się w służbie patologie o ile mogłoby to pociągnąć za sobą ryzyko konfrontacji z tzw. „układem” decydującym (praktycznie do ostatniego miesiąca służby) o ewentualnej podwyżce emerytury.

Punktem odniesienia staje się nie tyle misja i służba państwu, co utrzymanie możliwie dobrych relacji z bezpośrednimi przełożonymi. W ten sposób o wysokości emerytury funkcjonariusza decyduje nie tyle przebieg całej służby, a opinia i dobra wola ostatniego przełożonego. System sprzyja pogłębianiu biurokratyzacji służb. Komendy powiatowe, wojewódzkie, główne oraz ministerstwa są miejscami, w których dzięki bezpośredniemu kontaktowi z decydentami, najłatwiej o podwyżki. W naturalny sposób sprzyja to dążeniu wielu funkcjonariuszy do szukania pracy właśnie tam i wykonywaniu czynności czysto urzędniczych, często na sztucznie tworzonych w tym celu stanowiskach, w niewielkim tylko stopniu związanych z misją służby."

Na ile masowe to zjawisko? – pyta autor i próbuje udzielić odpowiedzi.

„Opisywana przez Rzeczpospolitą przeprowadzona w 2010 roku na polecenie kierownictwa MSWiA wyrywkowa kontrola, wykazała, że podwyżki  w ostatnich miesiącach pracy dostaje 70-95% funkcjonariuszy. (…) Wszystko wskazuje na powszechność tej praktyki. Oznacza to, że wysokość wypłacanych w ciągu roku emerytur policyjnych, wskutek otrzymywanych tuż przed odejściem ze służby podwyżkom dodatków, w skali całego kraju  wzrasta w nieplanowany sposób o ponad 200 mln złotych. Kwotę tę zapewne należy podwyższyć do około 300 mln, jeśli założymy, że podobnie dzieje się Państwowej Straży Pożarnej, Straży Granicznej czy Biurze Ochrony Rządu.

Anachronizm wyliczenia emerytury według ostatniego uposażenia, a także możliwość jej wypłacania już po 15 latach służby, obok demoralizującego wpływu na zachowania funkcjonariuszy, bezpośrednio utrudnia racjonalne planowanie wydatków związanych ze sferą bezpieczeństwa. Rząd nie jest w stanie określić z  wyprzedzeniem ani ilu funkcjonariuszy opuści służbę w danym roku, ani w jakiej ostatecznej wysokości będą wypłacane należne im emerytury. Różnice w stosunku do szacunków mogą sięgać setek milionów złotych”.

Na dokładkę naliczanie emerytury według ostatniego uposażenia preferuje tych, którzy w służbach mundurowych pracowali krótki, a czasem bardzo krótko.

„Oni, niczym biblijni robotnicy przychodzący  do pracy w winnicy jako ostatni, otrzymują takie same warunki emerytalne jak ci, którzy w służbie pracowali od samego początku. Niesprawiedliwość takiej sytuacji jest tym większa, że owi „robotnicy ostatniej godziny” pełne przywileje uzyskują na ogół za pracę niezwiązaną bezpośrednio z misją służby: są to na ogół biuraliści, zatrudnieni w rozdętych strukturach PR, pracownicy logistyki, księgowości, lektorzy i tłumacze języków obcych, wykładowcy w resortowych szkołach etc.”.

Paweł Soloch ocenia, że w najbliższych latach nic się nie zmieni, a nawet będzie jeszcze gorzej. Wprawdzie MSW proponuje zmiany: wydłużenie minimalnego czasu pracy z 15 do 25 i naliczanie emerytury na podstawie średniej z 3 ostatnich lat,  ale mają one dotyczyć dopiero tych, którzy przyjdą do służby po 2013 roku. Co gorsza nie proponuje odprowadzania składek od wynagrodzeń.

„Jak przewidują w uzasadnieniu projektu autorzy, przez najbliższe lata obciążenia budżetu z tytułu wypłat emerytur dla służb mundurowych będą rosły, a pierwsze niewielkie oszczędności, wynoszące ok. 60 mln. złotych w skali roku, pojawią się dopiero w 2028 roku. Istotne zmiany będą odczuwalne dopiero po roku 2030.

W ten sposób rząd zagwarantował  już zatrudnionym funkcjonariuszom służb mundurowych nienaruszalność ich praw emerytalnych na najbliższe 28 lat. W tym samym czasie zapowiada podwyższenie wieku emerytalnego dla już pracujących płatników składek  ZUS do 67. roku życia.  Z obawy przed potężnym lobby służb mundurowych rząd zwalnia je z solidarnego z innymi ponoszenia kosztów nadciągającego kryzysu i nakłada dodatkowe ciężary na pozostałych obywateli,  z których reakcją mniej się liczy”.

Poz