Po zwycięstwach w Iowa i New Hampshire, Mitt Romney jest faworytem na kolejnym przystanku prawyborów: w Karolinie Południowej. Jeśli wygra po raz trzeci z rzędu, już chyba nic i nikt nie zatrzyma go w drodze po nominację.
Głosowanie w Karolinie Południowej już 21 stycznia. To pierwszy duży stan, do tego na Południu. Raczej konserwatywny, bardziej zróżnicowany etnicznie niż Iowa i New Hampshire i co ważne – w gorszym stanie ekonomicznym (bezrobocie sięga tu 9 proc., podczas gdy w tamtych dwóch – ok. 5 proc.). Oto moja „czwórka” na ponad tydzień przed głosowaniem.
1. Mitt Romney – droga do koronacji
Po zgarnięciu 40 proc. głosów w New Hampshire, lider sondaży chce zmiażdżyć rywali i ostatecznie zakończyć proces wybierania nominata do walki z Barackiem Obamą. Najlepiej w Karolinie Południowej (ma poparcie miejscowego establishmentu i zwycięzcy prawyborów z 2008 r. sen. Johna McCaina). Ale jak nie tam, to może być następna w kolejce – Floryda (31 stycznia). Popierające go organizacje już wykupiły za ciężkie miliony (to bardzo drogi, telewizyjny rynek) spoty atakujące rywali i chwalące Romneya.
Prowadzącemu kampanię tak naprawdę już szósty rok Romneyowi pomaga doświadczenie, rozpoznawalność, organizacja i fundusze (właśnie dorzucił na rachunek wyborczy 24 miliony dolarów zebrane w IV kwartale). Ale najbardziej biznesowe doświadczenie (szef firmy inwestycyjnej z Wall Street, ocalił przed katastrofą zimowe igrzyska olimpijskie w Salt Lake City, były gubernator stanu Massachusetts) i – czego doświadczyłem w Iowa i New Hampshire – przekonanie Republikanów, że ma największe szanse pobić Baracka Obamę w listopadzie. To absolutny priorytet dla ogromnej większości wyborców Partii Republikańskiej.
2. Ron Paul – rewolucja będzie trwać do końca
Drugie miejsce i 24 proc. w New Hampshire tylko rozgrzały zwolenników kongresmana Paula, przedstawiającego się jako czempion „wolności osobistej i Konstytucji”. – Mówią o nas, że jesteśmy niebezpieczni. Tak, jesteśmy niebezpieczni dla status quo – mówił Paul we wtorek na wieczorze wyborczym do rozentuzjazmowanych zwolenników, zapowiadając że „rewolucja” będzie trwać do końca prawyborów w lecie.
Jest jeden problem. Libertariański przekaz wolności i wierności zapisom Konstytucji, walka z Rezerwą Federalną, drastyczne cięcia budżetu i administracji federalnej, wreszcie wycofanie się Ameryki z aktywistycznej polityki zagranicznej (połączone ze zmniejszeniem militarnego zaangażowania na świecie) – wszystko w jednym pakiecie dobrze - sprzedawały się podczas prawyborów, w których mogli głosować wyborcy niezależni i Demokraci. W Karolinie Południowej jest bardzo wielu wyborców związanych z wojskiem i kompleksem militarnym, którzy absolutnie nie trawią Paula. Na Florydzie z kolei mogą głosować tylko zarejestrowani dużo wcześniej Republikanie. Wątpliwe jest więc aby Paul w obu tych stanach przekroczył barierę 10 proc. Ale będzie walczył do końca – może nie o zwycięstwo, bo na nominację Partii Republikańskiej ma szanse równe zeru (pozdrawiam komentatorów pod tekstem!), ale o wpływ na program partii na sierpniowej konwencji.
3. Partia „każdy, byle nie Romney”
Karolina Południowa to ostatnia szansa na zatrzymanie Romneya. Zwycięstwo kogoś z trójki – Newt Gingrich, Rick Santorum, Rick Perry – dałoby szansę na przedłużenie walki o nominację. Ale pewnie nie wygra, bo blok konserwatystów podzieli swe głosy na trzy a żaden z kandydatów nie chce się wycofać.
Gingrich i Perry zwiększyli populistyczny atak na Romneya, krytykując jego rządy w firmie Bain, która zajmowała się wykupem i restrukturyzacją firm. Gingrich oskarżył Mitta o „rabunek” i bezlitosne cięcie miejsc pracy w celu zwiększenia zysków. Perry z kolei użył określenia „kapitalizm sępów”, który polega na ogryzieniu firm ze wszystkiego co wartościowe i pozostawieniu samego szkieletu. Jednak ataki wywołały spore oburzenie wśród republikańskiego establishmentu, który fundamentalnie popiera kapitalizm i wolny rynek. Czy ataki działają? Są sprzeczne wieści: jedne sondaże pokazują dużą przewagę Romneya ale jeden z sondaży pokazuje wzrost Gingricha. Pytanie co dalej? Przewaga organizacyjna i finansowa Mitta jest ogromna.
4. Obama czeka i nie tęgą minę ma
Co prawda sztabowcy Obamy powtarzają, że Romney pasuje im najbardziej ze względu na przeszłość z Wall Street, wcale to nie musi być prawdą. Gospodarka wcale nie ma się tak dobrze – ostatni skok zatrudnienia wydaje się być efektem sezonu świątecznych zakupów, po Świętach przyszedł czas zwolnienia dodatkowych sprzedawców i kurierów. A przekaz Romneya – optymizm vs pesymizm Obamy – jest coraz lepszy. Amerykanie chcą w Białym Domu fachowca od biznesu, a obecny prezydent planuje tymczasem kampanię opartą na absolutnie populistycznym haśle „zwykli Amerykanie” kontra „rekiny z Wall Street” i masie negatywnych reklamówek. Jak na razie prezydent i Demokraci zbierają pieniądze na kampanię – do końca 2011 r. zebrali 224 miliony dolarów. Całkiem niezła sumka jak na obrońców ludu pracującego.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/125299-raz-dwa-trzy-koniec-gry-z-waszyngtonu-dla-wpolitycepl-pawel-burdzy-optymizm-romneya-vs-pesymizm-obamy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.