Jak Kiszczak skórę ratował – operacja „Teresa” i „Trawa”

IPN publikuje – donosi PAP – akta sprawy o kryptonimach „Teresa”, „Trwa”, „Portos”, „Turysta”, „Trop” i „Port”. Jest to zapis pięcioletniej inwigilacji przez SB, rodzin funkcjonariuszy SB oskarżonych o zamordowanie księdza Jerzego.

Część tych akt ujawnił w 2009 roku dziennikarz Wojciech Sumliński, znany m.in. jako autor wydanej w 2005 roku książki Kto naprawdę go zabił?, w której starał się dowieść, że poza uwięzionymi za zbrodnię na księdzu odpowiadają również wyżej postawieni ludzie tajnych służb. Później udało mu się dotrzeć dotarł do nagrań i zapisów pozostałych z operacji „Teresa” i „Trawa”. Kiedy w 2007 roku kończył przygotowania do opublikowania dokumentów z podsłuchów, został okradziony. Dysponując jeszcze 1500 stronami akt, napisał książkę po raz drugi. Aresztowanemu w maju 2008 roku Sumlińskiemu ABW zarekwirowała prawie gotowe opracowanie.

Nie miejsce tu na przypominanie szczegółów intrygi zakończonej skazaniem dziennikarza, próbą popełnienia przez niego samobójstwa w kościele pw. Stanisława Kostki w Warszawie i orzeczeniem przez lekarzy, że nie może przebywać w więzieniu. Ważne jest to, że po raz trzeci podjął tę zaiste syzyfową pracę. I chociaż był w stanie zrekonstruować całość jedynie częściowo, to stenogramy z podsłuchów potwierdzają, że proces toruński miał ochronić Jaruzelskiego i Kiszczaka. Ci zaś nie spuszczali później oka ze skazanych i ich rodzin, by nie dopuścić do ujawnienia przez kogoś niewygodnych lub kompromitujących faktów.

Wykorzystane poniżej cytaty pochodzą z ksiązki Wojciecha Sumlińskiego „Teresa, Trawa, Robot” (Fronda 2009) We wstępie autor podkreśla, że jego zamiarem nie było przedstawienie Pietruszki jako ofiary systemu, lecz ukazanie metod osłaniania ludzi odpowiedzialnych za wydanie decyzji o zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki.

„Znane z podsłuchu i publikowane tutaj rozmowy bliskich pułkownika Adama Pietruszki ukazują stan świadomości ludzi, którzy czują się zdradzeni i oszukani przez najwyższych przedstawicieli władz PRL – napisał o pracy Sumlińskiego ksiądz Stanisław Małkowski. – Nie mają złudzeń co do metod: są szantażowani i gotowi są szantażować, wiedzą, z kim mają do czynienia („banda Łobuzów” – mówi o nich żona Pietruszki, „Kiszczak poświęci wszystkich, byleby samemu się ratować” – mówi syn i dalej cynicznie stwierdza: „trzeba się odciąć od tego kraju, od tego narodu, trzeba zacząć dbać o własną dupę, trzeba odkuć się, niech to państwo w gruz się wali”. […]. Bliscy płk. Pietruszki chcą ponownego procesu, bo wiedzą, kto ponosi główną odpowiedzialność za zbrodnię. Tymczasem wyjaśnienia okoliczności śmierci księdza Jerzego nie chcą sprawcy, ale nie chcą też ci, którzy sprawców kryją – władza III RP poczuwa się do ciągłości z władzami i dziedzictwem PRL-u”.

„Trzeba się dać chwilowo zamknąć”

Trumna z ciałem księdza Jerzego Popiełuszki nie spoczęła jeszcze w ziemi, kiedy szef MSW Kiszczak zaczął przygotowania do postawienia przed sądem swoich podwładnych, którzy wypełnili rozkaz zamordowania duchownego.

Sytuacja wymagała od władz ostrożności, ale i pośpiechu. Dlatego właśnie rankiem 2 listopada Kiszczak wezwał do siebie zastępcę dyrektora Departamentu IV MSW pułkownika Adama Pietruszkę. „Trzeba się dać chwilowo zamknąć” – zakomunikował podwładnemu, obiecując mu generalskie szlify za odegranie „trudnej roli” w związku z „potrzebą społeczną”. „Piotrowski jest przy was organizacyjnie najbliżej” – wyjaśnił Kiszczak. – Trzeba się publicznie uwiarygodnić”.

Kilka dni wcześniej, 30 października, telewizja pokazała scenę wyławiania zwłok księdza Jerzego z zalewu koło Włocławka. Następnego dnia ulicami Warszawy miał przejść kondukt pogrzebowy, liczący tysiące ludzi, którzy wcześniej przez jedenaście długich dni i nocy czekali w napięciu na informacje o losach zaginionego 19 października kapłana.

Generałowie czuwają

Pietruszce niespieszno było za kratki, więc próbował przekonać Kiszczaka, że generałowie MSW byliby „bardziej wiarygodni dla społeczeństwa” jako zleceniodawcy zabójstwa. Towarzysz minister był jednak zdecydowany: „Unikniemy prowadzenia sprawy w głąb” – oświadczył.

Rozmowa Kiszczaka z Pietruszką miała pozostać na zawsze tajemnicą, podobnie jak akta dokumentujące blisko sześcioletnią inwigilację osób związanych ze skazanymi oficerami Departamentu IV MSW: Piotrowskim, Pękalą, Chmielewskim, i Pietruszką, rozpoczętą zaraz po zapadnięciu wyroków w procesie toruńskim w 1985 roku.

Zespół specjalny pod kierunkiem Zbigniewa Cwalińskiego – tego samego, który po wyborach parlamentarnych w 2001 roku został zastępcą komendanta głównego policji i był oskarżany o korupcję podczas komputeryzacji policji – kontrolował aż do 1990 roku wszystkie kontakty osobiste, telefoniczne i korespondencyjne znajomych oraz rodzin funkcjonariuszy uznanych za jedynych sprawców śmierci księdza.

Obietnice Kiszczaka

A rozmowę z Kiszczakiem z 2 listopada 1984 roku streścił sam Pietruszka w zawiadomieniu o przestępstwie założonym w 1990 roku, kiedy uznał, że swoje już odsiedział i pora nacisnąć na Kiszczaka, by ten energiczniej postarał się jego zwolnienie.

Znane z podsłuchu i opublikowane rozmowy osób bliskich pułkownikowi Adamowi Pietruszce pozwalają przypuszczać, że Pietruszka w tej akurat zbrodni nie brał bezpośredniego udziału, chociaż – jako wicedyrektor Departamentu IV –odpowiadał za wieloletnie prześladowania księdza Popiełuszki: wydawał przecież podwładnym polecenia i akceptował ich działania. Musiał też znać zamiary kierownictwa MSW wobec księdza Jerzego. Jeżeli jednak miał zasiąść na ławie oskarżonych, to towarzyszyć mu powinni byli w tym samym charakterze przynajmniej Kiszczak z Jaruzelskim, o generałach Pudyszu, Płatku i Ciastoniu nie wspominając.

Dwa dni po ogłoszeniu wyroków w procesie toruńskim towarzysz minister pofatygował się osobiście do celi skazanego na 25 lat więzienia Pietruszki, by przekonać go, że „jego sytuacja jest przejściowa”. Obiecywał, że Rada Państwa ułaskawi pułkownika, „kiedy się wszystko uspokoi”.

„Pozwolili mu szczekać”

Tymczasem żona Pietruszki, Róża, upominała się w pierwszych miesiącach po wyroku u kolegów męża o jego uwolnienie. Zabójstwo duchownego nie obchodziło jej w najmniejszym stopniu – pozostawało poza granicami jej świata. Trzeba go było zabić, to go zabili – tylko czemu płacić miał za to akurat jej mąż? Uważała, że „go wrobili”. „Od trzech tygodni usiłuję się dostać do Kiszczaka, on się boi tej rozmowy, bo ja mu tam wszystko wyrzucę. – zwierzała się w maju 1985 roku znajomej. Na sugestię, by jeszcze poczekała, Róża odpowiada: „Spokoju na razie nie będzie, wzięli się za księży, za tę »Solidarność«”.
Róża wiedziała, że ma w domu podsłuch i otoczona jest konfidentami. Z synem, studentem szkoły MSW rozmawiała otwarcie – wszak wychował się w bezpieckim domu i niczego przed nim ukrywać nie musiała.

Kiedy ona narzeka w 1985 roku, że „ci z MSW tak długo się pieprzyli i pozwolili, żeby ten [ksiądz Popiełuszko] szczekał”, syn zauważa: „ [ksiądz] Jankowski nadal robi to, co robi”. Pietruszkowa dorzuca: „Albo pozwalają na całe manifestacje tych turystów przy tym grobie [księdza Popiełuszki]. Podobno to samo jest na grobie Przemyka. Powiedziałam Kiszczakowi, to po coście go [księdza Popiełuszkę] tu pochowali? To macie, coście chcieli”.

Dowody i szantaże

Od początku 1987 roku wspominają o pewnych informacjach, które mogłyby zaszkodzić Kiszczakowi. „Niech oni wiedzą, że orientuję się we wszystkim. Adam mi wszystko napisał w grypsie, gdzie schował ten list, w którym opisał, gdzie są dokumenty. I ja to wszystko znalazłam. Oni się mnie boją. Wiedzą, że się zabezpieczyłam… Tam są takie rzeczy i dowody… Pisma na Kiszczaka, koncepcja działań wobec księdza” – mówi synowi. – To jest autentyczny dowód, Jarek”.

Syn jest coraz bardziej rozgoryczony: „Kto przeprowadzał śledztwo? Oni! Powinni poinstruować: mówcie, że faceta zostawiliście w lesie, a co dalej, trudno powiedzieć” – mówi.

Matka mu wtóruje: „Ale Kiszczak chciał się wykazać, że jest praworządny, żeby nie zleciał ze stanowiska. Pamiętasz, jak byliśmy pierwszy raz u [prokuratora Leszka] Pietrasińskiego, to powiedział, że wie, co tatuś robił w tym dniu. A tatuś pił, przyszedł spity, pamiętasz? A na procesie Pietrasiński mówił, że tatuś kierował zza biurka. Jak mógł kierować zza biurka, jak pił?”

Obserwują zmiany 1989 roku. W październiku Róża zgłasza się do komisji dla zbadania przestępczej działalności MSW przy kontraktowym sejmie. „Ja się długo wstrzymywałam – tłumaczy znajomej. – Wiedziałam, że ta sytuacja [ujawnienie prawdy o winnych] będzie później sprzyjać „Solidarności”, a ja nie jestem za „Solidarnością”. Stara się o rewizję procesu – bezskutecznie. W tym właśnie czasie Kiszczak jako wicepremier i szef MSW w rządzie Mazowieckiego kończy papierową czystkę w swoim resorcie.

Pranie z namaczaniem

Dwa lata później, w 1991 roku, zrobiło się głośno o zniszczeniu stenogramów z Biura Politycznego KC PZPR, które mogły dowodzić udziału Kiszczaka w zabójstwie ks. Popiełuszki i innych osób. Postępowanie przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej wykazało, że stenogramy kazali zniszczyć Jaruzelski i Kiszczak.

Dziś wiemy już, że październiku 1989 roku wojskowe ciężarówki zabrały worki wybranych stenogramów z gmachu KC do papierni w Jeziornie, gdzie wylądowały w kotłach z wodą, a później zostały przerobione na „papier higieniczny”.

Anna Zechenter

Autorka jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej Oddział Kraków

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...