ZA: Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu

Jestem ekonomistą i zawodowo zajmuję się doradztwem finansowym. Przyznaję uczciwie, że na muzyce klasycznej niewiele się znam, a środowisko artystów – muzyków jest mi zupełnie obce. O naszej Filharmonii Opolskiej wiedziałem tyle, ile przeczytałem w lokalnych mediach. I choć to – mówiąc kolokwialnie – nie moja bajka, byłem dumny, że opolscy muzycy odnoszą sukcesy w świecie. Tak przynajmniej przedstawiały to lokalne media. Sprawa Filharmonii Opolskiej zainteresowała mnie dopiero wówczas, gdy jak usłyszałem w Radio Opole – doszło do nadużyć. Sprawdzałem, czytałem, wgryzałem się w temat i ze zdumienia przecierałem oczy. Nic nie wygląda tak, jak to sobie dotąd wyobrażałem.

Kim jest dyrektor Dawidow?

Pierwsze rozczarowanie, to dyrektor Bogusław Dawidow – do niedawna Dyrektor Naczelny i Artystyczny Filharmonii Opolskiej im. Józefa Elsnera. Na oficjalnej stronie FO odnośnie wykształcenia dyrektora czytamy m.in.: „Dyrygenturę studiował pod kierunkiem prof. Bohdana Wodiczki oraz Krzysztofa Missony. Swój kunszt dyrygencki szlifował również w Wiedniu i we Włoszech, jednak największy wpływ na rozwój Jego osobowości miał maestro Leonard Bernstein. Przez krytyków Bogusław Dawidow bardzo często porównywany jest do legendarnego E. Mrawińskiego i L. Bernsteina”. Tyle obecna wersja oficjalna znacznie okrojona w porównaniu do szczegółowego życiorysu podanego na witrynie kilka lat temu. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Bogusław Dawidow urodził się 1 listopada 1953 r. w Sopocie. Jest synem Walentego Dawidówa, szefa Kościoła Chrystusowego w Polsce (zob. http://www.christianchronicle.org/, www.chrystusowi.pl), który jest wyznaniem należącym do protestanckiego nurtu tzw. campbellitów. Kościół ten ma charakter ewangeliczny ale nie jest członkiem Aliansu Ewangelicznego w RP. Jest też wpisany do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych MSWiA w dziale B, pod numerem 13. Walenty Dawidów jest Przewodniczącym Rady Administracyjno-Misyjnej Kościoła, a siedzibą tego kościoła jest Sopot. W Opolu jest jeden z sześciu jego zborów.

Bogusław Dawidow (wówczas jako Dawidów) ukończył w 1982 r. Akademię Muzyczną im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku w zakresie prowadzenia zespołów wokalno-instrumentalnych (na podstawie opracowania Barbary Długońskiej zamieszczonego w Księdze Jubileuszowej, 1997, Wydawnictwo Akademii Muzycznej w Gdańsku.). Nie możemy ustalić, czy był faktycznie uczniem prof. Wodiczki ( 1985 r.), który owszem miał gościnne wykłady w Sopocie. Wśród jego znanych uczniów nazwisko Dawidow nie figuruje. Podobnie sytuacja wygląda z krakowskim prof. K. Missoną († 1992 r.), którego Dawidow miał być uczniem, gdy studiował przez 4 lata na Wydziale Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki, na kierunku dyrygentura, ale studiów nie ukończył i nie otrzymał dyplomu dyrygenta (co potwierdził w piśmie z 2008 r. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego).

Bogusław Dawidow twierdził też w pierwszej wersji oficjalnego życiorysu zamieszczonego na witrynie FO, że studiował we Włoszech w Accademia Musicale Chigiana w Sienie pod kierunkiem wybitnego, światowej sławy dyrygenta i pedagoga Franco Ferrary, co też nie jest takie pewne, bowiem jego nazwisko nie figuruje na żadnych listach i wykazach studentów Franco Ferrary. Zresztą studenci mistrzowskich kursów dyrygenckich w Accademia Musicale Chigiana rekrutowani są tylko spośród wybitnie utalentowanych, zawodowych dyrygentów na zasadzie konkursu.

Na tym nie koniec. Dawidow podawał kiedyś na stronie FO, że podczas pobytu w Wiedniu w 1981 r. (był wówczas studentem w Sopocie) przez 8 miesięcy „odbywał swoisty staż u Leonarda Bernsteina”, podczas gdy Leonard Bernstein w 1981 r. w Wiedniu przebywał tylko przez jeden dzień, 16 lutego na niemieckojęzycznej premierze swojej opery „Maas”. Dyrektor FO twierdzi też, że jest dyrygentem amerykańskiej Orkiestry Kameralnej Philadelphia Chamber Orchestra. Co do tego faktu pewności też nie ma, nie wiadomo, czy chodzi o słynną i prestiżową The Chamber Orchestra of Philadelphia, jego nazwisko nie występuje w żadnej konotacji z tą instytucją, czy może o raczej niższej rangi The Philadelphia Virtuosi Chamber Orchestra, której szef D. Spalding kilkakrotnie dyrygował w Opolu.

Prawdą jest natomiast, że Bogusław Dawidow w latach 90. ubiegłego wieku był dyrektorem rosyjskiej Orkiestry Symfonicznej w Tomsku, bo nawet prasa europejska rozpisywała się o jego „sukcesach” menedżerskich i o tym, że orkiestra podczas tournée po Wielkiej Brytanii zmuszona była żebrać grając pod Mc Donaldem, żeby zarobić na bilet powrotny do domu (http://news.bbc.co.uk).

Konkurs na dyrektora FO

W Opolu Bogusław Dawidow pojawił się w maju 1999 r. Wygrał konkurs na stanowisko Dyrektora Artystycznego Filharmonii Opolskiej im. J. Elsnera rozpisany 23 maja 1999 r. przez Zarząd Województwa Opolskiego (uchwała nr 34/99).

Niestety nie dotarliśmy do załącznika, w którym opisane były wymagania stawiane kandydatowi. Udało nam się za to dotrzeć do kilku członków komisji konkursowej. Z ich relacji wynika, że kandydat na dyrektora FO nie spełniał wymogów konkursu. Po pierwsze nie ukończył studiów dyrygenckich – skończone przez Dawidowa studia, to wspomniane wyżej wychowanie muzyczne i nie zwieńczone dyplomem studia w Krakowie.

Pan Stanisław Stankiewicz był jednym z członków konkursu w 1999 r.: – „Pamiętam, że warunkiem przystąpienia do konkursu był wymóg przedstawienia dyplomu ukończenia dyrygentury. Tego wymogu pan Dawidow nie spełnił. Były dyrektor Wiesław Sierpiński stwierdził, że można pominąć ten wymóg, bo kandydat doniesie brakujący dyplom w późniejszym terminie. Komisja się na to zgodziła i uwierzyła na słowo, że niedostarczenie dyplomu, to zwykłe niedopatrzenie. Odbyło się tajne głosowanie i kandydatura Dawidowa przeszła głosami siedmiu do ośmiu. Poparli go wówczas muzycy i związkowcy” – powiedział w rozmowie z NGO opolski artysta i przewodniczący ZZ „Solidarność” FO. Zapytaliśmy również innego członka komisji konkursowej prof. Mieczysława Stachurę, kierownika Katedry Instrumentów Dętych i Perkusji Akademii Muzycznej we Wrocławiu, dlaczego opowiedział się za kandydaturą Dawidowa: – „W moim odczuciu, w tamtym okresie był przekonywujący. Z tego co pamiętam mówił, że funkcjonował gdzieś w Rosji. W owym czasie spośród bodajże pięciu kandydatów rozmowa kwalifikacyjna Dawidowa wypadła korzystnie dla niego i dlatego jego kandydatura przeszła w głosowaniu tajnym”. Profesor przyznał również, że potem ich wspólne drogi zawodowe nie krzyżowały się: – „Przez ileś lat pracowałem w Filharmonii Wrocławskiej i nie tylko i nie miałem okazji ani grać z Dawidowem ani go oglądać, czy słuchać orkiestry pod jego batutą. Przykro mi ale nie mogę nic szczegółowego o nim powiedzieć. Moi uczniowie też nie pracują w Opolu”.

Chcieliśmy zapytać o tę i inne kwestie samego Bogusława Dawidowa, niestety w sekretariacie FO usłyszeliśmy, że dyrektor „od dłuższego czasu przebywa na chorobowym”. Na pytanie kiedy wraca do pracy, usłyszeliśmy sugestię by próbować dzwonić po 8 stycznia br. Stąd skierowaliśmy pytania do Marszałka Województwa Opolskiego sprawującego nadzór nad FO.

Dyplomu ukończenia dyrygentury przez dyrektora Dawidowa nigdy nikt nie widział. Marszałek Józef Sebesta (PO) chyba też nie, bo na pytanie czy widział dyplom ukończenia dyrygentury dyrektora Dawidowa odpowiedział enigmatycznie za pośrednictwem rzecznika prasowego: „Bogusław Dawidow został powołany na stanowisko dyrektora artystycznego FO w drodze konkursu w 1999 roku. Stając do konkursu spełnił jego wszystkie wymogi formalne (komisja jednogłośnie stwierdziła ich spełnienie przez B. Dawidowa) przedstawiając odpowiednie dokumenty – w ostatecznym głosowaniu za jego kandydaturą głosowało siedmiu z ośmiu członków komisji konkursowej. W 2007 roku, w związku z pojawieniem się pisma, kontestującego prawo Bogusława Dawidowa do pobierania wynagrodzenia dyrygenta, Zarząd Województwa zwrócił się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z prośbą o opinię, czy Bogusław Dawidow spełnia wszystkie wymogi do sprawowania tej funkcji. Taka opinia z Ministerstwa, w pełni potwierdzająca spełnienie tych wymogów przez Bogusława Dawidowa, wpłynęła do urzędu marszałkowskiego, co zamyka ostatecznie sprawę”. Jak sprawdziliśmy, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w piśmie z 2008 r. nie stwierdził formalnych przeciwskazań, które nie pozwalałyby panu Dawidowowi dyrygować zespołem.

Gdy sprawa braku odpowiedniego wykształcenia dyrektora FO stała się głośna w środowisku muzyków, na oficjalnej stronie internetowej FO zmieniono szczegółowy życiorys jej dyrektora na bardziej lakoniczny, cytowany powyżej.

Dyrektor Dawidow szczyci się także tytułem „Człowieka Roku” za 2002 r. i światowej klasy menadżera w 2003 r. – oba nadane przez International American Biography Institut w Nowym Jorku (http://en.wikipedia.org/wiki/American_Biographical_Institute). Wygląda to światowo, ale gdy się poszuka głębiej okazuje się, że po wpłaceniu odpowiedniej kwoty i przedstawieniu życiorysu uzyskanie tytułów nie jest większym problemem. Dawidow otrzymał też wiele nagród i wyróżnień (spis na stronie FO), ale żadnych prestiżowych związanych bezpośrednio z wykonywanym zawodem.

Jak sprawdziliśmy, dyrektor Naczelny i Artystyczny Filharmonii Opolskiej nie jest członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków, nie brał udziału w żadnych prestiżowych konkursach, nie koncertował ani w Filharmonii we Wrocławiu, Katowicach, czy Filharmonii Narodowej w Warszawie. – „Z moich danych wynika, że ostatni raz Filharmonia Opolska koncertowała u nas na początku lat 90.” – słyszymy w sekretariacie Filharmonii Narodowej w Warszawie. Co dziwne, Filharmonia Opolska nie koncertowała w pobliskich Katowicach, które słyną z wysokiego poziomu muzyków w Polsce: – „Za mojej kadencji Opole nie koncertowało w Katowicach, a moja kadencja to już 13 lat. Nigdy nie miałem przyjemności spotkać pana Dawidowa, nigdy z nim nie koncertowałem” – twierdzi Mirosław Jacek Błaszczyk, Dyrektor Artystyczny Filharmonii Śląskiej w Katowicach. W podobnym tonie wypowiada się Sławomir Chrzanowski, znany dyrygent i dyrektor Filharmonii Zabrzańskiej, który w rozmowie z NGO przyznał, że w Opolu nie koncertował odkąd dyrektorem FO został Bogusław Dawidow.

Tournée po Chinach

Nieznający się na rzeczy czytelnik, może stwierdzić: – „No dobrze czepiacie się człowieka, nie ma odpowiedniego wykształcenia, ale FO za jego czasów odnosiła sukcesy w świecie, były koncerty w Europie, Chinach i USA”. To wszystko prawda. Na przełomie lat 2004-2005 i 2005-2006 orkiestra Filharmonii Opolskiej odbyła dwa tournée koncertowe po Chinach. Lokalne media ogłosiły wielki sukces, opolanie byli dumni. Wyjazdy opolskich muzyków finansowane były przez Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego. Dlaczego – pytam? Przecież opolscy artyści występowali nie pod swoją nazwą, ale jako Polish Philharmonic Orchestra. Zapytany o sprawę Marszałek Józef Sebesta, stwierdził w 2007 r., że wszystko jest w jak najlepszym porządku, gdyż w relacjach zamieszczonych na stronie internetowej FO widnieją zdjęcia z widocznymi banerami z nazwą Filharmonii Opolskiej.

- „Nie sądzę, że ktokolwiek w Chinach wie co to Opole chociaż możliwe, że ktoś nas pamięta ale jedynie z powodów artystycznych bo np. graliśmy tanie koncerty dla ludzi, których nie stać na bilet Wiener Symphoniker [grali w tej samej sali kilka dni później]. Żadna polska orkiestra nie jeździ na takie wyjazdy z powodów promocyjnych czy finansowych. Jedyna osoba, która czerpie profity z takich wyjazdów to dyrektor – dyrygent, który zarabia krocie bo ma do dyspozycji darmową orkiestrę, która musi się zgodzić na wyjazd, bo nie ma innego wyjścia” - komentuje wyjazdy do Chin były muzyk FO Maciej Łacny. – „A podstawowym działaniem dyrektora przed organizowaniem takich tułaczek jest wciskanie kitu, że orkiestra jedzie promować Opole lub region” – dodaje komentując naiwność Urząd Marszałkowskiego, który finansuje te wycieczki. Łacny przyznał, że większość wyjazdów wraz z opolską orkiestrą przejechał w nieludzkich warunkach, do 1000 km dziennie.

Po chińskim tournée pozycja Dyrektora Dawidowa bardzo się wzmocniła, a dzięki wsparciu ze strony lokalnych mediów nikt nie ośmielił się kwestionować tego sukcesu. Nieprawidłowości też nikt nie widział. Zakończyło się to w lipcu 2007 r. samotnym złożeniem zawiadomienia do Prokuratury Rejonowej w Opolu przez Macieja Hoszowskiego, byłego kierownika Big-Bandu FO. Zarzucał on dyrektorowi m.in. podanie nieprawdziwych danych o swoim wykształceniu; wyrządzenie w okresie 2002-2006 wielu szkód finansowych instytucji poprzez wyjazd na tournée po Chinach i przywłaszczenie kwoty 16 tys. zł na zakup garniturów. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, stwierdzając, że: „w oparciu o szczegółową analizę materiałów postępowania, stwierdzono, że (zawiadamiający podane imię i nazwisko) nie jest pokrzywdzonym w rozumieniu art. 49 § 1 kpk, co do czynów z art. 273 kk (), których zakres ograniczony jest zespołem znamion czynu będącego przedmiotem postępowania oraz czynów współukaranych. A co za tym idzie, nie jest uprawniony do wniesienia środku oskarżenia ().

Tournée po USA

W 2011 r. opolscy muzycy na zaproszenie Columbia Artist Management GmbH z siedzibą w Berlinie, wybrali się na wielkie tournée po USA – ponad dwa miesiące na wyjeździe, 46 koncertów w 19 stanach. Opolskie media znów ogłosiły wielki sukces Dawidowa. Na stronach Youtoube widziano propagandowe filmiki zrealizowane przez Christ Church of God (Kościół Chrystusowy, którego dyrektor jest wyznawcą). NTO publikowała czterostronicowe wkładki do gazety, najpewniej finansowane bądź współfinansowane przez Filharmonię Opolską lub Urząd Marszałkowski.

Do klasyki należy chociażby tekst opublikowany w NTO pt. „Filharmonia Opolska podbiła Stany Zjednoczone!” autorstwa Iwony Kłopockiej, która napisała: „Muzycy właśnie wrócili po dwumiesięcznym tournee po Ameryce i już mają zaproszenie na następne. W ciągu 67 dni zagrali 46 koncertów w 19 stanach. I Ameryce to było mało. - Zażądała naszego powrotu - mówił na dzisiejszej konferencji prasowej Bogusław Dawidow, dyrektor FO (http://www.nto.pl/). Najciekawsze jest to, że dziennikarka przywołuje recenzje amerykańskiej prasy m.in. „The Island Reporter”, która to w rzeczywistości jest prowincjonalną, bezpłatną, reklamową gazetką plażową rozdawaną na południowym wybrzeżu USA – taki odpowiednik naszego „Suflera”. Autorka przywołuje jeszcze inne podobne gazetki (zamieszczone zresztą na stronie FO), w których pochlebne recenzje opatrzone są zdjęciem Dawidowa ze strony Filharmonii Opolskiej, a nie z tamtejszych koncertów. Zresztą, dlaczego o koncertach nie pisano w Opolu obiektywnie, skoro w amerykańskiej prasie, nota bene zapewne nie plażowej, można było znaleźć recenzje „Nudny spektakl” (tłum. własne) i inne mniej entuzjastyczne? (http://www.palmbeachdailynews.com/, http://southfloridaclassicalreview.com/2011/).

Robert Battey w „The Washington Post” 14 lutego 2011 r. pisał (w wolnym tłumaczeniu): “(…) Istniejąca od 65 lat orkiestra opolska, to dobra średniej klasy orkiestra. Wykonała (w Centrum Sztuki Uniwersytetu George’ Masona – przyp. TK) utwory ze standardowego repertuaru granego przez większość orkiestr okolic Washington D.C. i nie brzmiała inaczej. Opole jest mniej więcej na poziomie Baltimore Symphony Orchestra, choć może trochę bardziej zawarta w sekcji smyczkowej. Grupa dęta drewniana była mocna, lecz waltornie były nieprecyzyjne w ataku i intonacji. Dyrektor muzyczny Bogusław Dawidow jest ciepłym i eleganckim muzykiem, jednakże mógłby z powodzeniem wymagać dużo więcej od tego zespołu. Rytm nie wychodził z jego ciała, a muzyczna architektura utworu często była lekceważona – kulminacje rzadko miały jakikolwiek efekt, a liczne akcenty w 3 symfonii Beethovena spełzły na niczym (…) Fantazji jednakże było mało, a wolna część (koncertu Chopina – TK) często się wlokła”.

Tymczasem najpoważniejsza amerykańska prasa rozpisywała się o przekrętach finansowych. New York Times w maju 2011 r. opisał tournée opolskich muzyków przede wszystkim w związku z działalnością impresariatu Columbia Artists – podane są tam kwoty dla polskiej strony 8 500 dolarów za koncert za całość jakieś 390 000 dolarów (http://www.nytimes.com/2011/05/17/arts/music). Nic dziwnego, że Ameryka zażądała naszego powrotu, skoro jak się później okaże, jesteśmy do takich wyjazdów w stanie dopłacać duże pieniądze!

O Dawidowie i jego National Philharmonic of Poland można przeczytać też na portalach internetowych (http://www.christianchronicle.org/), gdzie informacje o Filharmonii Opolskiej były zwykłymi przedrukami przygotowanymi przez organizatora. Za bilety na koncerty Amerykanie płacili od 25 do 53 $.

Mimo wykazanych nieprawidłowości Dawidow nadal twierdzi, że wyjazd do USA był wielkim sukcesem: – „Moim zdaniem była to słuszna decyzja, ponieważ zespół orkiestry symfonicznej odniósł największy w swojej historii, a być może w historii polskiej muzyki, sukces promujący kulturę muzyczną Opola, Opolszczyzny i Polski” – napisał w grudniu 2011 r. dziennikarzom Radia Opole. O sukcesie tego wyjazdu przekonany jest również Marszałek Józef Sebesta, który w odpowiedzi na nasze pytanie stwierdził: „Na podstawie statutu FO, dyrektor miał podstawy prawne i kompetencje do zorganizowania trasy koncertowej orkiestry do USA. Przed wyjazdem dyrektor FO informował Zarząd o stronie organizacyjno-finansowej tego projektu (zapewniając, że nie będzie generował dodatkowych kosztów z budżetu Województwa Opolskiego). Dyrekcja FO tłumaczy, że wynikłe potem problemy finansowe związane były przede wszystkim z odmówienia wyjazdu na tournée po USA przez około 40 muzyków i koniecznością wypłacenia honorariów doangażowanym muzykom. Wycofanie się Filharmonii z tournée w ostatniej chwili wiązałoby się z karami związanymi z kontraktem – w związku z tym dyrekcja FO zdecydowała o wyjeździe na to tournee. O tym, czy tournée było sukcesem artystycznym, mogą powiedzieć krytycy muzyczni – ale informacje w mediach amerykańskich o pełnych salach koncertowych i owacjach na stojąco po koncertach mogą świadczyć o co najmniej dobrym przyjęciu występów orkiestry przez melomanów”.

Rekordowe 69 dni

Mnie osobiście zaciekawił długi termin tournée po USA, które odbyło się od 12 stycznia do 21 marca 2011 r. – 69 dni poza Opolem. Pytam więc dyrektora Filharmonii Śląskiej w Katowicach, czy też wyjeżdża w takie długie trasy koncertowe: – „Jeżeli jest tournée, które jest dobrze przygotowane to czemu nie. Wszystko musi mieć pokrycie finansowe, żeby filharmonia na tym nie traciła, bo to normalna działalność się odbywa. Mój najdłuższy wyjazd to miesięczny do Japonii” – twierdzi Mirosław Jacek Błaszczyk, Dyrektor Artystyczny Filharmonii Śląskiej w Katowicach.

O tak długim tournée regionalnej orkiestry nie chciała się wypowiadać Filharmonia Narodowa w Warszawie. Dyrektor Biura Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzycznych w Warszawie też nie słyszała o podobnych wyjazdach regionalnych filharmonii. Bardziej rozmowny był natomiast prof. Mieczysław Stachura, kierownik Katedry Instrumentów Dętych i Perkusji Akademii Muzycznej we Wrocławiu: – „To mogę panu powiedzieć. Takie tournée to rzadkość. Miesięczne tournée to już wyczyn. Spotkałem się kiedyś z tym, że Orkiestra Symfoniczna, czy Filharmonia Narodowa dawno temu wyjeżdżały na dłuższe incydentalne wyjazdy do Australii, czy Nowej Zelandii. Ale powiem szczerze, że z moich doświadczeń wynika, że amerykańskie tournée opolskich muzyków to chyba rekord. To potwornie długo”.

Z pisma informacyjnego (nr S/W-Z/2010), jakie 10 maja 2010 r. dyrektor Dawidow wystosował do Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Filharmonii Opolskiej im. J. Elsnera (i do wiadomości do Marszałka Sebesty), wynika, że: „w czasie wyjazdu oczywiście obowiązują regulaminowe diety, a dodatkowo za każdy dzień koncertowy zostanie wypłacona kwota w wysokości 2/3 wartości diety. to wstępne warunki wyjścioweminimalne, które można na dzień dzisiejszy zagwarantować, docelowo ideałem będzie osiągnięcie kwoty podwajającej dietę w dniu koncertu”. Muzycy pytając o warunki finansowe wyjazdu do USA uzyskali następującą odpowiedź od swojego dyrektora: „Stawianie na dziś uwarunkowania wyjazdu od finansów jest okazaniem przez Państwa braku zaufania do dyrekcji, lub nawet tworzeniem nieodpowiedzialnych sugestii. Dyrekcja zawsze stawia na pierwszym planie maksymalną dbałość o korzyści finansowe wszystkich bez wyjątku pracowników naszej instytucji”.

Nie każdy z opolskich muzyków mógł sobie pozwolić na pozostawienie rodziny na tak długi okres czasu tym bardziej, że korzyści finansowe z wyjazdu były żadne. Dyrektor to rozumiał i w tym samym piśmie do związkowców zaznaczył: „Ponieważ wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie każdy artysta orkiestry będzie mógł wziąć udział w wyjeździe zespołuz różnych względów, przede wszystkim rodzinnych, osoby te zostały poproszone o deklarację pisemną braku możliwości wyjazdu, z różnych przyczyn”. Sam dyrektor nie miał tego problemu, bo na wyjazd do USA – jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy – wybrał się ze swoją partnerką życiową, która nie jest zawodowo związana z filharmonią.

Summa summarum na tournée po USA wyjechało ok. 50 proc. muzyków Filharmonii Opolskiej, i ok. 40 muzyków spoza Opola zatrudnionych na umowę o pracę. Jak się dowiedzieliśmy, niektórzy wcześniej wrócili na własną rękę do domu.

Samo tournée okazało się być przedsięwzięciem nieopłacalnym. Z danych przekazanych przez Dawidowa dziennikarzom Radia Opole Maciejowi Nowakowi i Markowi Świerczowi wynika, że: „koszt całkowity wyjazdu poniesiony przez FO to 2,6 mln zł, a przychód to tylko 1 mln ” (http://www.radio.opole.pl/2011/grudzien/).

Złoty interes

Filharmonia Opolska im. Józefa Elsnera jest instytucją kultury województwa opolskiego. Jej misją jest upowszechnianie muzyki klasycznej wśród mieszkańców województwa opolskiego. Za to ta prestiżowa instytucja dostaje większość subwencji przeznaczonych na kulturę w naszym województwie. W nowym statucie instytucji dodano zapis, że powołana jest ona również do promowania muzyki klasycznej w Polsce i poza granicami naszego państwa. To oczywiście daje dyrekcji możliwość rozlicznych wyjazdów zagranicznych.

Prześledzenie zatrudnienia w Filharmonii Opolskiej za czasów dyrektora Dawidowa pokazuje, że samorządowa instytucja kultury jest świetną przechowalnią dla członków rodzin i bliskich znajomych dyrektora i rządzącej koalicji.

Marszałek zmienił w 2006 r. statut Filharmonii Opolskiej i stworzył stanowisko wicedyrektora, na które mianowano Elizę Wyszomirską-Kurdej, byłą współpracownicę Janusza Wójcika, Dyrektora Departamentu Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego. Nowy statut daje dyrektorowi władzę absolutną – dyrektor podlega tylko pod marszałka, sam obsadza wszystkie stanowiska. Zlikwidowano wszelkie instrumenty mogące opiniować jego pracę artystyczną. Taka władza, bez bezstronnego audytu, daje dyrektorowi możliwość pozbycia się niewygodnych muzyków i obsadzanie stanowisk „swoimi” ludźmi. Dawidow powołał więc na stanowisko głównej księgowej panią Kopińską i zatrudnił na stanowisku kierowniczym jej męża. W filharmonii zatrudnienie znalazła także prawdopodobnie spokrewniona z dyrektorem pani Krystyna Cieślar, której mąż jest prezbiterem kościoła Zielonoświątkowego na okręg południowo-zachodni oraz dwójka jej dzieci: Barbara Cieślar, kierownik Biura Dyrekcji i Oliwer Cieślar.

Generalnie w Filharmonii Opolskiej widoczny jest przerost administracji, co zauważył radny Jerzy Czerwiński (PiS): – „Tam duże przerosty administracji. Stosunek osób obsługi do muzyków jest chyba najgorszy w Polsce. To jest dziwne, ale ktoś to przecież zatwierdzał i tolerował. To nie jest tylko wina dyrektora, to też kwestia słabego nadzoru ze strony marszałka”.

To jednak nie wszystko. Płace osób zatrudnionych w administracji są znacząco wyższe od muzyków (stawka brutto przeciętnego zatrudnienia artysty wynosi ok. 2200 zł), dostają nagrody. Dyrektor szukając oszczędności po amerykańskim tournée zaczął masowo zwalniać muzyków – od wiosny 2011 r. zwolnił ich ok 30. Zwolnienia objęły również pracowników przerośniętej administracji. Muzycy, którzy są filarem instytucji postawili się, upublicznili informacje dotyczące finansów, kredytu, uporczywego łamania praw pracowniczych i wyszli na ulice z transparentami „Chcemy artysty nie terrorysty” i „Żądamy odwołania dyrektora Dawidowa”. Podczas kontroli przeprowadzonej w latach 2005, 2010 i 2011 Państwowa Inspekcja Pracy wykazała wiele nieprawidłowości i wnioskowała m.in. o zaprowadzenie ewidencji czasu pracy pracowników zatrudnionych na stanowiskach artystycznych w celu prawidłowego ustalenia wynagrodzenia.

Dziwne przetargi i prywatne korzyści

Na rok 2011 filharmonia miała budżet 7,5 miliona. Marszałek dofinansował w połowie roku 2011 filharmonię dodatkową kwotą 1,4 mln, a pomimo to Dawidow jesienią 2011 r. wziął 1,8 mln kredytu pod zastaw budynku FO, na bieżącą działalność! Łącznie Filharmonia dysponowała 10,7 ml zł.

Zapytaliśmy Marszałka, czy wiedział o kredycie 1,8 ml zł, jaki zaciągnął dyrektor Dawidow: „Filharmonia Opolska, posiadając osobowość prawną, jest jednostką autonomiczną. Będąc właścicielem całości swojego majątku – w tym nieruchomości, zarządza nim samodzielnie. Decyzja o zaciągnięciu kredytu przez FO była zgodna z obowiązującymi przepisami – Filharmonia Opolska, posiadając osobowość prawną, mogła taki kredyt zaciągnąć samodzielnie. Niezależnie od tego dyrekcja FO poinformowała Zarząd Województwa o tym, że zamierza zaciągnąć kredyt obrotowy w wysokości 1,8 mln zł” – otrzymaliśmy w odpowiedzi od rzecznika prasowego UMWO. Poseł Patryk Jaki (Solidarna Polska) złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury pod koniec grudnia 2011 r.. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa niegospodarności w FO, gdyż marszałek zgodził się na zaciągnięcie kredytu pod zastaw budynku będącego własnością samorządu województwa.

Na co poszły publiczne pieniądze? Przede wszystkim 2,6 mln zł na wspomniane tournée po USA – 69 dni, które nie przyniosły ani miastu, ani Opolszczyźnie, ani polskiej muzyce klasycznej żadnych wymiernych korzyści.

Po upublicznieniu części danych przez opolskich muzyków, ukazało się w mediach „wspólne oświadczenie dyrektora filharmonii i urzędu marszałkowskiego”- jak pisała o nim „Gazeta Wyborcza”. W oświadczeniu tym stwierdza się, że muzycy kwalifikują się do grupowego zwolnienia! W obronie Dawidowa wystąpili politycy, zwłaszcza były poseł Stanisław Rakoczy (PSL), wicemarszałek opolski odpowiedzialny za kulturę, edukację i sprawy społeczne w latach 2006-2007.

Zarząd Województwa Opolskiego po protestach środowisk twórczych, zdecydował się odwołać Bogusława Dawidowa z pełnionej funkcji. Czy Urzędowi Marszałkowskiemu zależy na ujawnieniu prawdy? Póki co Marszałek zapowiedział audyt, który ma przeprowadzić nie firma zewnętrzna, nie spoza województwa – czyż nie to p. Kamińska obiecała opinii publicznej, występując przed kamerą? Audyt przeprowadzi opolska firma Badex (www.badex.com.pl), być może  pamiętana jeszcze m.in. z przeprowadzenia audytu przy głośnej sprawie budowy Dobrych Domów w Opolu. Adam Karcher prezes Badexu jest także prezesem Stowarzyszenia Współpracy Polska-Ukraina „Nadwórna” współpracującego, przy realizacji niewątpliwie szczytnych akcji charytatywnych, ale przecież z Urzędem Marszałkowskim, który przekazuje dotacje w konkursach.

Profil Niezależna Gazeta Obywatelska na Facebooku ma 311 fanów. Plus jeden? »

RIO znalazła mnóstwo nieprawidłowości

W 2007 r. Regionalna Izba Obrachunkowa badała prowadzenie gospodarki finansowej w Filharmonii Opolskiej w latach 2005-2006, czyli za czasów dyrektorowania Dawidowa. W wystąpieniu pokontrolnym ze stycznia 2008 r. RIO wykazało aż 8 poważnych nieprawidłowości, m.in.: szereg błędów rachunkowych, księgowanie na nieistniejących kontach, podpisywanie umów o dzieło z Dawidowem przez nieupoważnionego do tego pracownika, wypłacenie niezgodnego z prawem dodatkowego wynagrodzenia za dyrygowanie w 2005 r. na kwotę 65 100 zł oraz 96 900 zł w 2006 r. Stwierdzono nieprawidłowości noszące znamiona przestępstwa, ale odpowiednich organów ścigania nie zawiadomiono.

Po miażdżącej opinii RIO dyrektor Dawidow zatrudnił kadrową z wieloletnim doświadczeniem (personalia tylko do wiadomości redakcji), która miała naprawić stwierdzone błędy. – „Błędów było wszędzie cała masa. Czego się nie dotknęłam, to wszystko było źle, bo zajmowały się tym osoby niekompetentne. Te osoby z każdej normalnej firmy wyleciałyby w pięć minut, a tutaj trwały. Dlaczego? Dlatego, że za dużo wiedziały co się tam wyprawia” – powiedziała NGO kadrowa. – „Jako przykład mogę podać, że dla p. Cieślar zmieniono z datą wsteczną zakres czynności, aby mogła dostać dodatek za wykonywanie innych czynności. Było też tak, że jak Oliwer Cieślar dostał podwyżkę, to główna księgowa napisała wniosek do dyrektora o podwyżki dla pracowników księgowości, stwierdzając, że skoro siostrzeniec dyrektora dostał, a nic nie potrafi, to im też się należy” – dodała kobieta, która po kilku miesiącach się zwolniła nie mogąc patrzeć się na tak jaskrawe marnowanie publicznych pieniędzy. Kobieta zaznaczyła, że w razie konieczności jest gotowa potwierdzić swoje słowa przed prokuratorem.

Wykazane przez RIO nieprawidłowości i kwestie niegospodarności publicznymi środkami przez dyrektora FO nie były przedmiotem dyskusji na sesji Sejmiku Województwa Opolskiego: – „Nie słychać było o żadnych nieprawidłowościach w Filharmonii Opolskiej, a wręcz przeciwnie filharmonia była przedstawiana przez ostatnie lata jako wzorcowa, prestiżowa instytucja” – powiedział NGO radny Jerzy Czerwiński. – „Nikt nas o żadnych nieprawidłowościach w Filharmonii Opolskiej nie informował” – powtarzał wyraźnie zdziwiony po zapoznaniu się z wnioskami z kontroli RIO. Zadaliśmy pytanie Marszałkowi Województwa Opolskiego, jaka odpowiedź poszła z ich strony do RIO na wnioski pokontrolne. Oto jaką odpowiedź otrzymaliśmy: – „W związku z tym, że zgodnie z ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, zapewniającą instytucjom kultury osobowość prawną, Filharmonia Opolska jest samodzielną jednostką, to wnioski pokontrolne z kontroli RIO w 2007 roku kierowane były przede wszystkim do dyrektora FO i to dyrektor FO na nie odpowiadał. Samorząd województwa w swojej odpowiedzi poinformował natomiast o sposobie realizacji wniosków dotyczących kilku uchybień i nieprawidłowości dotyczących spraw rachunkowych. Poinformował także, że zaprzestano zawierania umów o dzieło z Dyrektorem Naczelnym i Artystycznym Filharmonii Opolskiej przez osoby nieuprawnione. Sprawa dotyczy początku roku 2008, więc przytoczenie dosłownych zapisów odpowiedzi do RIO wymagałoby sięgnięcia do archiwum”.

Zbulwersowania sprawą nie kryje natomiast Tomasz Strzałkowski (bezpartyjny). – „Dziwię się jak to możliwe, że gdy RIO wskazała szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu FO, Zarząd Województwa nie podjął szybkich i zdecydowanych działań naprawczych, ze zmianą dyrektora jednostki włącznie. Jeżeli prawdą jest, że dyrektor jednostki zawierał sam ze sobą umowy o dzieło, nie powinno być jakichkolwiek skrupułów” – stwierdził Strzałkowski, samorządowiec trzech kadencji, w tym również członek komisji rewizyjnych.

Kiepski nadzór i brak wyobraźni

Jak to jest, że w Opolu po tak druzgocącym protokole pokontrolnym dyrektor nie ponosi żadnej odpowiedzialności? Mało tego! Nadal pozwala mu się wydawać ogromne pieniądze na wycieczki zagraniczne, które de facto nie przynoszą żadnych wymiernych prestiżowych korzyści dla mieszkańców naszego województwa? Jak to jest panie Marszałku? Jak? Oczywiście, że w innych filharmoniach też zdarzają się nieprawidłowości. We Wrocławiu dyrektor artystyczny Mariusz Smolij został odwołany za nieścisłości w życiorysie. W Białymstoku ceniony i ambitny dyrygent Marcin Nałęcz – Niesiołowski musiał ustąpić po konflikcie z orkiestrą. A u nas? U nas proszę Państwa, Marszałek bardzo długo bronił dyrektora Dawidowa, nie chciał widzieć nieprawidłowości, a na koniec co najwyżej zmieni statut i rozdzieli funkcje dyrektora naczelnego i artystycznego. Z tym że, dyrektor artystyczny będzie wybierany z nadania dyrektora naczelnego, co najprawdopodobniej znów będzie w przyszłości zarzewiem konfliktu z orkiestrą, która od wielu lat chce widzieć na tym stanowisku człowieka kompetentnego, który sprawi, że nasza regionalna orkiestra wróci na deski najlepszych polskich teatrów muzycznych.

– „Najczęściej dyrektorami filharmonii dyrygenci, którzy w trakcie swoich studiów nie pobierają kompletnie żadnych nauk z dziedziny zarządzania, oni się uczą tylko dyrygowania. Myślenie władz samorządowych, że jak ktoś dyryguje orkiestrą, również potrafi sprawnie zarządzać dużą instytucją jest błędne” – podsumował w naszej rozmowie Krzysztof Szczepański, szef koła filharmoników przy SPA-M oraz muzyk w Filharmonii Narodowej w Warszawie, który również ukończył specjalne studia podyplomowe z zarządzania. – „Jako muzyk jestem za tym, aby stanowisko dyrektora artystycznego wybierane było przez przedstawicieli orkiestry po zasięgnięciu opinii prestiżowego gremium złożonego z autorytetów w środowisku, co przełoży się później na poziom orkiestry i uznanie w środowisku” – dodał doświadczony artysta. Wyboru dyrektora artystycznego filharmonii bez udziału orkiestry, jak chce to zrobić Marszałek Województwa Opolskiego, nie wyobraża sobie również Sławomir Chrzanowski, dyrygent i dyrektor Filharmonii Zabrzańskiej.

Autor: Tomasz Kwiatek