Będziemy starali się uniknąć sytuacji, w której wobec bezsilności UE tę wspólnotę zastąpiłby dyktat jednej, dwóch, trzech, czterech stolic. Dlatego polskie starania na ostatnim szczycie UE [szczyt Rady Europejskiej w Brukseli, który odbył się 9 grudnia 2011 r. – przyp.red.] dotyczyły możliwości uczestniczenia i wpływania na proces zmian w strefie euro wszystkich państw, także tych spoza strefy.
Niezbędnym warunkiem polskiej suwerenności jest maksymalne bezpieczeństwo finansowe, nasze, całej Europy i strefy euro.
Jesteśmy przekonani, że dzisiejsze dyskusje w Brukseli mogą wpłynąć na kształt Europy, w tym szczególnie strefy euro, który będzie oznaczał, że dla Polski może być więcej miejsca w Europie, mniej miejsca w Europie, albo w ogóle może nie być tego miejsca w Europie.
Z polskiego punktu widzenia, jestem o tym głęboko przekonany, jest rzeczą bardzo ważną, by Polska nie stała się w UE choćby z tego względu, że jest poza strefą euro i że nie osiągnęliśmy jeszcze tego poziomu rozwoju cywilizacyjnego, jak najbogatsze państwa strefy euro, by Polska nie stała się elementem drugiego lub trzeciego kręgu.
Premier Donald Tusk podczas debaty w Sejmie 15 grudnia 2011 r.
Chcemy zapisać zasadę uczestnictwa bez głosowania w sprawach strefy euro, bo uważamy, że jeżeli strefa euro ma naprawdę głęboko się integrować - a uważamy, że bez takiej głębokiej integracji dalej będzie jej w nieustający sposób groził rozpad - (...) to musi to się odbyć bez tworzenia podziałów między (strefą a resztą) UE. I uważamy, że najbardziej adekwatny, najlepszy mechanizm, który by zapewnił (uniknięcie) tego podziału, to jest zasada uczestnictwa bez głosowania w sprawach strefy euro.
Jan Rostowski, 21 grudnia 2011 r.
Polska zasiada przy stole, przy którym się ustala nowe reguły działania unijnej waluty. Celem Polski było, aby ustalenia szczytu nie doprowadziły do podziału UE. Stałoby się tak, gdyby np. stworzono osobny traktat, który obejmowałby tylko kraje strefy euro. W dużej mierze dzięki Polsce udało się tego uniknąć.
Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich, 3 stycznia 2012 r.
Nie mówiłbym o porażce, bo nie ma jeszcze ostatecznych decyzji, ale to nie jest być albo nie być dla Polski. Wydawało się, że to jest w interesie wszystkich państw UE, aby decyzje, które dotyczą strefy euro (...) rodziły się w dyskusji, w której uczestniczą wszyscy. Trudno, nie wszystko można wygrać. Udało nam się wygrywać różne rzeczy, czasami przegrywamy i nie jesteśmy w Unii wszechmocni, delikatnie mówiąc.
Premier Donald Tusk na konferencji prasowej, 11 stycznia 2012 r.
Według kolejnego, trzeciego już projektu paktu fiskalnego Polska i pozostałe kraje spoza strefy euro nie będą mogły uczestniczyć w szczytach eurolandu nawet bez prawa głosu. Taki zapis miał – według Donalda Tuska – zapobiec podziałowi Unii Europejskiej na centrum, składające się z 17 państw strefy euro i drugi krąg państw spoza strefy.
Nic nie wskazuje na to, że ten zapis ulegnie zmianie przed ogłoszeniem ostatecznej wersji paktu. Dania, która przejęła prezydencję w UE, dąży do jak najszybszego wejścia w życie ustaleń umowy fiskalnej. Co więcej, pośród licznych poprawek akurat fragment dotyczący tego, które państwa mogą uczestniczyć w szczytach eurolandu (tzw. "Euro Summit") pozostał bez zmian od samego początku.Ale premier Donald Tusk uważał inaczej.
15 grudnia, podczas debaty sejmowej , która odbyła się po szczycie w Brukseli, premier Tusk mówił, że:
Polskie starania dotyczyły możliwości uczestniczenia i wpływania na proces zmian w strefie euro wszystkich państw, także tych spoza strefy.
Kilkanaście dni później minister finansów Jan Rostowski sprecyzował, że to, jak ma w praktyce wyglądać nasza „możliwość uczestniczenia i wpływania na proces zmian w strefie euro” jest jeszcze przedmiotem negocjacji, dając do zrozumienia, że podczas szczytu właściwie niczego w tej kwestii nie ustalono.
Ekipa PO ma ewidentne w tym temacie problemy z ujednoliceniem przekazu, ponieważ jeszcze 3 stycznia w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz zapewniał:
Polska zasiada przy stole, przy którym się ustala nowe reguły działania unijnej waluty. Celem Polski było, aby ustalenia szczytu nie doprowadziły do podziału UE. Stałoby się tak, gdyby np. stworzono osobny traktat, który obejmowałby tylko kraje strefy euro. W dużej mierze dzięki Polsce udało się tego uniknąć. Zamiast tego ustalono, że kraje eurolandu podpiszą umowę międzyrządową, którą mogą przyjąć pozostałe państwa. Negocjacje nad kształtem umowy, która określa nowe reguły działania unijnej waluty, dopiero się zaczynają. Polska i inne kraje spoza strefy euro biorą w nich udział. Już został spełniony jeden z kluczowych postulatów Polski, aby dyscyplina narzucona krajom strefy euro miała je obowiązywać dopiero po przyjęciu wspólnej waluty. Koordynacja gospodarcza będzie też otwarta dla wszystkich krajów, które ratyfikują nową umowę. Do ustalenia pozostaje kwestia uczestnictwa w szczytach strefy euro krajów, które nie mają jeszcze wspólnej waluty. Podkreślamy, że jest to dla nas ważne i będziemy o to zabiegać. Naszym interesem narodowym jest uczestniczenie w dyskusji nad porządkiem gospodarczym w Europie i to robimy. Dzięki temu nasze karty są teraz mocniejsze niż kilka miesięcy temu. Chociaż jesteśmy poza strefą euro, już mamy wpływ na to, jak będzie ona funkcjonowała. To wzmacnia naszą reputację na rynkach finansowych i naszą pozycję polityczną w UE.
Minister Dowgielewicz przestrzegał również przed „obiecywaniem kwot, które ma otrzymać Polska” w ramach nowego budżetu UE, ponieważ atmosfera przed negocjacjami budżetowymi jest „po prostu straszna”. Nie zauważył biedaczek, że partia rządząca podczas kampanii wyborczej obiecywała m.in. ustami Janusza Lewandowskiego, komisarza ds. budżetu UE oraz ministra Radosława Sikorskiego i premiera Donalda Tuska zdobycie konkretnej kwoty dla Polski w przyszłej perspektywie budżetowej.
Jeśli rząd Platformy Obywatelskiej będzie równie skuteczny w wyrwaniu dla Polski 80 mld. euro jak w przypadku zapisów paktu fiskalnego to lepiej przygotujmy się już dzisiaj na wielkie rozczarowanie. Pytanie tylko, jak spece od PR przekują kolejną klęskę rządu europejskiego męża stanu w wielki, europejski sukces.
Dzisiaj premier Donald Tusk jak gdyby nigdy nic oświadcza, że siedzenie przy unijnym stole, przy którym zapadają najważniejsze decyzje dla eurogrupy – a więc zatem także dla całej UE – to nie jest nasze być albo nie być. Niedługo powie, że 80 mld. euro (słynne 300 mld. zł) to był tylko luźny pomysł, a przecież musimy brać po uwagę obiektywne trudności wynikające z kryzysowej sytuacji, w jakiej znalazła się Unia Europejska. Ciemny lud to kupi.
Warto przytoczyć cały cytat z wypowiedzi premiera:
Trudno, nie wszystko można wygrać. Udało nam się wygrywać różne rzeczy, czasami przegrywamy i nie jesteśmy w Unii wszechmocni, delikatnie mówiąc.
W świetle tego wszystkiego, co premier mówił wcześniej i co mówili jego ministrowie jego słowa to jawna kpina i dowód na kompletne fiasko rządu PO w sprawie wzmocnienia roli Polski w kluczowych decyzjach na temat przyszłości Unii Europejskiej.
Dotąd wydawało się, że jesteśmy "wszechmocni", eufemistycznie rzecz ujmując. Ale przyszedł czas na zmianę narracji. Tak to się niestety kończy, jak panowie od wizerunku biorą się za rządzenie dużym państwem.
Ambicją tego rządu było uczestniczenie w polityce na równych prawach z Berlinem, Paryżem i Moskwą. Poświęciliśmy w tym celu kapitał w postaci dobrych relacji z naszymi najbliższymi sąsiadami. W poprzedniej kadencji to złudzenie "polskiej mocarstwowości" rozwiał solidny plaskacz ze strony Władimira Putina. Teraz premier Tusk dostał w drugi policzek od swojej przyjaciółki z Berlina.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/125201-premier-donald-tusk-zapewnial-ze-bedziemy-przy-unijnym-stole-zapomnial-tylko-dodac-ze-w-karcie-dan
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.