PŁACIĆ CZY NIE PŁACIĆ? Oczywiście abonament RTV...

Nowy Rok, pora remanentów...

Podczas porządkowania komputera natrafiłem na moje opracowanie sprzed równo trzech lat. Jako nowo mianowany członek Rady Programowej TVP o/Gdańsk przestudiowałem wtedy dogłębnie statut mediów publicznych i zauroczony ilością dobra, jakie wspomniane wyżej media mogą wnieść w edukację i rozwój społeczeństwa - postanowiłem  (jako twórca-praktyk, od lat współpracujący z telewizją ) przelać na papier kilka moich przemyśleń i rozesłać je po innych Radach Programowych celem wywołania dyskusji na następujące tematy:

 

1/ Czy Misja Polskiego Radia i TVP musi być nudna?

2/ Czy na Misji mediów publicznych można zarobić?

3/ Czym grozi zupełne zlikwidowanie Misji PRiTV?

 

Zyskałem kolejne doświadczenie „wołającego na puszczy” (ew. „rzucającego grochem o ścianę”) – czego zresztą spodziewałem się od samego początku. Ale ponoć nadzieja umiera ostatnia. A ja (mówiąc słowami bohatera „Lotu nad kukułczym gniazdem”) – przynajmniej spróbowałem...

Dziś czytając to opracowanie podpisuję się pod każdym zdaniem. A pewne zaniedbania i patologie systemu medialnego jeszcze bardziej się pogłębiły. Przez te trzy lata wspomniany przeze mnie Wojtek Cejrowski - i wielu jemu podobnych - parę razy wyleciało, wróciło i znowu wyleciało z TVP S.A.. Kolejne obchody rocznicy powstania „Solidarności” były jeszcze bardziej kosztowne i „obciachowe” niż występ wywołanej dla przykładu Kylie Minogue (ostatnie skończyło się skandalem i dymisjami w ECS). A przyspieszająca wciąż karuzela rotacji na kierowniczych  stanowiskach radiowo-telewizyjnych przyprawia o zawrót głowy...

Gdy raz nawołuje się do niepłacenia „haraczu” abonamentowego, innym razem straszy drakońskimi karami za to samo – człowiek zaczyna wątpić w istnienie rozumu...

Sam zaliczyłem w tzw. międzyczasie „misyjną” wpadkę, wygrywając konkurs na scenariusz fabularnego filmu wojennego o wysiedleniach Polaków prze Niemców w czasie II wojny światowej (opisałem to w notce: http://wpolityce.pl/artykuly/20821-zwyciezyla-prawda-eryki-steinbach-czyli-wspolczesne-pisanie-historii )

Jedyny „constans” w TVP - to niezmordowany „wychowawca młodzieży” Jerzy Owsiak, od 20 lat trwający na posterunku; ogłaszana przez niego co roku radosna „zbieranina” ma jeszcze jeden wymierny sukces: zwalnia Ministerstwo Zdrowia od jakiejkolwiek odpowiedzialności za pacjentów III RP ...

 

Polecam zatem lekturę moich przemyśleń sprzed  lat, licząc na żywy oddźwięk i nowe pomysły Państwa na uzdrowienie (teraz lub w kolejnym rozdaniu) Misyjnych Mediów Publicznych. Bądź ich zupełną likwidację (lub zamianę na media prywatne/rządowe). Ale już na własnym rozrachunku, bez naszego abonamentu...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdynia, 16.II.2009r.

 

 

Krajowa Rada Radiofonii i TV

Rady Programowe PRiTV

 

MISJA TO NIE WSZYSTKO...

 

Nie brzmi to dobrze. Zwłaszcza, gdy analizuje się misję mediów publicznych.

Postawię więc pytanie inaczej:

 

JAKA  MISJA?

 

Czy ta, traktowana po macoszemu, żeby tylko „odfajkować” przykry obowiązek statutowy? Nudna, przeładowana drażniącym dydaktyzmem,  archaiczna w środkach wyrazu, nieciekawa w wykorzystaniu środków artystycznych, upychana wstydliwie (i słusznie!) gdzieś grubo po północy, lecz przed rannym szczytem słuchalności (oglądalności)?

 

Tak pojmowana „misja” jest znacznie bardziej szkodliwa (zwłaszcza dla młodego pokolenia), niż jej zupełny brak.  Realizowana przez ludzi bez pasji, wyobraźni, umiejętności  i talentu zniechęca odbiorców do uczestniczenia w niej. A widzowie i słuchacze – mając pod ręką pilota i dziesiątki innych kanałów – dokonają  i tak jedynego słusznego wyboru.

CZY  PROGRAMY   MISYJNE  MUSZĄ  POWODOWAĆ  SPADEK

OGLĄDALNOŚCI?

 

Odpowiedź twierdząca na  to pytanie to „dogmat”, z którym się nie polemizuje.  Szkoda.           Sprawdzone formaty, ściśle określona nieskomplikowana rozrywka, przekraczanie kolejnych obyczajowych tabu – to wszystko gwarantuje zainteresowanie odbiorców, a co za tym idzie – większe wpływy z reklam.  Programy edukacyjne, patriotyczne, historia, Kultura przez duże „K” –  traktowane są niszowo. One ponoć z założenia MUSZĄ przynosić starty...

Misja - dobrodziejstwo inwentarza publicznych mediów. Coś nudnego, nieefektownego. Coś, co wpisuje się w rocznych sprawozdaniach  z realizacji statutowych powinności.

Spróbujmy jednak  popatrzeć na składowe misji inaczej, np.:

 

-          na Historię jak na najciekawszą, barwną i pełną przygód opowieść kostiumową, (która na dodatek miała miejsce  w „realu”),

-          na Edukację jak na ocean praktycznie przydatnej wiedzy,  pasjonującej i niczym nieograniczonej (od którego nie można się wręcz oderwać),

-          na Tradycję i Patriotyzm jak na porywający za serce przekaz - spuściznę naszych przodków. Coś, co w każdym z nas gdzieś tam drzemie (wystarczy tylko obudzić)

 

Przy takim „emocjonalnym” podejściu możemy zaryzykować stwierdzenie:

 

MISJA  NIE  MUSI  BYĆ  NUDNA!

 

A nawet nie powinna. To największy grzech zaniedbania publicznych nadawców.  Czyli rezygnacja z poszukiwań takiej formuły prezentacji misji, przy której programy „z przesłaniem” oglądałoby się z przyjemnością. By wciągały widzów  fabułą, formą przekazu, nowatorskimi pomysłami...

 

Oczywiście łatwiej jest kupić licencję na sprawdzony, „odmóżdżony” program obniżający i tak niskie już standardy telewizyjnej rozrywki. Znacznie trudniej jest wymyślić coś samemu.

Mogę już  tylko prognozować, że wkrótce pojawią się Tele-Show’y z pojedynkami gladiatorów. A widzowie będą głosować SMS-ami: dobić , czy też darować przegranemu życie?...

Tylko czy Media Publiczne muszą brać udział w tym obłędzie szmiry i chamstwa?  Czy też  – zawyżając poprzeczkę -  powinny raczej wytyczać standardy , do których każdy szanujący się nadawca komercyjny będzie starał się zbliżyć?...

 

CZY ŁĄCZENIE MISJI Z ROZRYWKĄ JEST MOŻLIWE?

 

Tak, nawet wskazane. Ale w rozsądnych granicach.

Na początek – kilka oczywistych prawd:

 

1/ Wiadomo, że do młodzieży łatwiej dociera się przemawiając do niej  językiem dla niej zrozumiałym –  chociażby za pomocą ich muzyki. Jest więc popyt na idoli młodzieżowych.   Z racji zadań stojących przed Mediami  Publicznymi powinni to być  bohaterowie pozytywni, z charyzmą. Broń Boże skandaliści.

Bo misja – to przede wszystkim wychowanie młodzieży.

 

2/ Bardzo ważnym (najważniejszym?) narzędziem edukacji historycznej (tradycja, patriotyzm etc.), trafiającym do wszystkich grup wiekowych  są filmy, widowiska teatralne, słuchowiska.

 

3/ Kolejne pożyteczne pozycje misyjnej „krucjaty” to  programy rozrywkowe, edukacyjne, quizy, tele-turnieje.  Byle dalekie od błahej, pustej rozrywki.

 

Pytanie podstawowe:

 

JAK ZREALIZOWAĆ PRZEBOJOWĄ MISJĘ?

 

Ad. 1.

 

Niektóre „patenty” są powszechnie znane. Raz do roku – w trakcie Wielkiej Orkiestry – mamy ogólnonarodową mobilizację sił i ludzi dobrej woli. Co prawda idea Jurka Owsiaka nieco się już skomercjalizowała; główną kasę wpłacają dziś duże banki i firmy, które wyczuły promocyjny interes. Dlatego należy szukać wciąż NOWYCH, CHARYZMATYCZNYCH LIDERÓW i przy ich pomocy  zacząć promować wreszcie polskość, rozbudzać zainteresowania tradycją, poszerzać horyzonty, uwrażliwiać młode pokolenie na patriotyczne wartości....

 

Jeśli więc np. rapowanie „Pana Tadeusza” pozwoli zetknąć się młodzieży z epopeją narodową, to ja jestem za...

 

Pamiętam jeszcze programy edukacyjne „Sonda” nieodżałowanego tandemu Kurek-Kamiński. Dwóch  redaktorów (chyba nawet nie byli inżynierami) z wielką pasją opowiadało o rozwoju techniki, przybliżając teorię urywkami filmów naukowych i eksperymentami w studiu. Nie mogłem wręcz oderwać się od ekranu...

 

Dumni Amerykanie śpiewają bez zahamowań „Good morning, America”, czy „Born In The USA”.     I świetnie zarabiają na płytach z  repertuarem patriotyczno-narodowym.  Takie „songi z przesłaniem” wchodzą w Stanach Zjednoczonych  na listy przebojów.

Jeśli  w Polsce pojawiają się analogiczne  utwory  – nikt nie wpuści ich na antenę. Co innego, gdy utwór obśmiewa  „polactwo” i „ciemnogród” nad Wisłą; od razu ma zielone światło!

 

Jakoś nikt nie zauważa, że szwedzki zespół „Sabaton”, śpiewając  o bohaterstwie  polskich żołnierzy walczących nad Wizną ma milionowe wejścia  na You Tube.  Skandynawowie uczą nas historii?  Sęk w tym, że w/w grupa śpiewa równie ochoczo o bohaterstwie niemieckich pancerniaków  i „lisa pustyni” - feldmarszałka Rommla...

 

Recepta?

 

Mamy w tym roku 20-lecie odzyskania niepodległości i 70-lecie wybuchu II wojny światowej (pisane w 2009r.). Zamiast ściągać na koncert do Gdańska Kylie Minogue można by zaproponować w Sopocie czy Opolu koncert współczesnych, premierowych  piosenek na zadany temat.  Np. piosenek o wolności. Gwarantuję „wysyp” przebojów. Konkursy i festiwale tego typu mają to do siebie, że pozwalają  pozyskać wrażliwych twórców i nie poddających się modom wykonawców.  Do jury należałoby jednak wyznaczyć bardzo kompetentnych ludzi.  Inaczej grozi nam powtórka z Kołobrzegu. Lub inne „patrioto-polo”...

 

Znam dobrze środowisko muzyczne i gwarantuję, że Lao Che nie jest jedyną formacją podejmującą godne,  trudne t i potrzebne misji tematy.  Artyści mają wiele pomysłów i godnych, przebojowych projektów, których NIE MA GDZIE ZAPREZENTOWAĆ...

 

Ale póki co łatwiej jest wydać kilka razy więcej i urządzić Eurowizję Dla Ubogich... A kilku dyżurnych, zaprzyjaźnionych z decydentami twórców „odfajkuje” wstydliwie kolejną akademię rocznicową; nudna i nikomu  niepotrzebną (ale za duże pieniądze)...

 

Ad.2.

 

Amerykanie ze swej 200-letniej historii (obejmującej przeważnie tępienie Indian) zrobili hit światowy: western. My – mając tysiącletnią państwowość (Legnica, Grunwald, Wiedeń, Cud nad Wisłą – to tylko niektóre z bitew, które ratowały Europę) – nie potrafimy w ogóle „ograć” tego medialnie! Gdyby Hollywood dysponowało takim super-materiałem – „Fabryka Snów” pracowała by 48 godzin na dobę...

 

Żyją jeszcze ostatni bohaterowie pamiętający czasy okupacji. Dla młodzieży – to już tylko pospolite, „moherowe” ruszenie. Pokażmy ciekawie ich biografie. Ale nie przegadane wywiady-rzeki, tylko np. misyjne etiudki filmowe. Dzięki temu niejeden ze współczesnych  sfrustrowanych nastolatków zobaczy w nich ponownie tamtych młodych, pięknych, honorowych  i odważnych ludzi. Starajmy się obudzić wrażliwość małolatów. Kino to potrafi.                                                                  Oczywiście - dobre kino...

 

Wciąż słyszę: nie mamy pieniędzy na historyczne mega-produkcje (chociaż niewątpliwy sukces niskobudżetowej „Małej Moskwy” cieszy)...

Zawsze możemy zainwestować  w scenariusze. Tematyczne konkursy wzbudzają duże zainteresowanie i masowy odzew.  Bo nikt nie lubi pisać do szuflady. Mając wzruszające, prawdziwe opowieści możemy zrobić drugi krok: wykorzystać twórców filmowych  uznanych na zachodzie: Polański,  Idziak,  Kaczmarek,  Wajda, i in. Niech lobbują. Hollywood zjada już własny ogon. A „Pianista”, „Katyń”  czy film o papież-Polaku zostały zauważone i docenione również w tamtych kręgach. Może uda się pójść po ciosie...

 

Ad.3.

 

Uwaga zasadnicza:

Nie promujmy w PRiTVP  chamstwa i cwaniactwa. Nawet, gdyby się to lepiej sprzedawało.   I unikajmy błędów językowych. To też misja. BBC nie potrzebuje gwiazd. Bo „gwiazdą” jest sama BBC. Ale poprawnego angielskiego uczyć się można tylko od lektorów tej stacji...

 

Kolejny temat, wychowawczy:

 

Wyluzowana Szwecja czy konserwatywna  Anglia zazdroszczą nam (jeszcze) naszej stosunkowo grzecznej  młodzieży. I  wyznawanych przez nas wartości.  Nie psujmy tego. Przejmując ich dobrobyt i nowinki cywilizacyjne zachowajmy swoje „zaściankowe”, unikalne już w Europie  zalety. Jeśli Zachód serwuje nam żenujące formaty a la „Super-Niania”, sprzedajmy im swoje patenty na normalną, wielopokoleniową rodzinę. Oni już jej nie pamiętają, choć do niej tęsknią...

 

Jest w kraju parę autorytetów i kilku idoli, którzy nie ćpają, kochają swoje dzieci,  mają wciąż tę samą żonę (męża). Pokażmy ich.  Promujmy NORMALNOŚĆ, bo już za chwilę sami do niej zatęsknimy...

 

Jeśli mamy robić w TVP programy rozrywkowe, quizy, tele-turnieje – to tylko godne, z przesłaniem edukacyjnym. Nie muszą to być konkursy  trudne. Zwłaszcza, że  coraz częściej młodzież nie zna podstawowych dat, ważnych zdarzeń historycznych, bohaterów narodowych. I to zarówno starszej generacji, jak i tych najnowszych.

 

Główny problem – to wymyślenie atrakcyjnej formuły przemycania wartościowych treści!

 

Kłopot? Ale nikt nie mówił, że w mediach publicznych będzie łatwiej. Wręcz przeciwnie. Głupie programy wymyślają się same. Nad misyjnymi trzeba trochę posiedzieć.

 

Pewne pomysły już przetarły szlaki. Jeśli np. prezentacja muzyki poważnej realizowana jest przez Waldemara Malickiego, posiłkującego się  „Grupą Mozarta”, to dowcip i atrakcyjność przekazu „przytrzyma” przed ekranami telewizorów nawet  przeciwników filharmonii. I ci ostatni zupełnie nieświadomie skorzystają na tym.

 

Jeśli Wojciech Cejrowski ze swadą i humorem oprowadza nas boso po peryferiach świata  i uda mu się nas „zaczarować” -  nasze horyzonty znacznie się poszerzą. Zwłaszcza, że większość z nas nigdy tam nie pojedzie.

 

Szukania tematów do publicznej debaty i kultury prowadzenia sporów na antenie można uczyć się od red. Kuby Strzyczkowskiego. Dziennikarz publicznego radia czy telewizji ma prawo mieć własne poglądy. Ale ujawniając je sam staje się politykiem.

 

Generalnie:

Nie jestem przeciwnikiem teleturniejów dla ludzi o IQ 90. Ale w telewizji komercyjnej.

 

Popieram płytkie i błahe programy typu „jak śpiewają ludzie, którzy nie umieją śpiewać”. Ale nie w TV Publicznej.

 

I wybiórczo, hasłowo: Będę bronił np. przepięknej tradycji słowiańskiej Nocy Świętojańskiej przed zalewem komercyjnych Walentynek.  Przynajmniej w TVP.  Zresztą  z chęcią sprzedałbym „świętojański format” Europie (Światu?).

 

Puśćmy wodze wyobraźni: parna i jurna czerwcowa noc, ogniska, wianki, tancerze, transowo- folkowa oprawa muzyczna...  Żadna komercyjna,  walentynkowo-serduszkowa akcja nie umywa się nawet do takiego widowiska!

 

Tematów misyjnie  istotnych i potrzebnych jest mnóstwo. Niestety - aktualnie na rynku medialnym króluje pogoń za lekką, łatwą rozrywką. Szczery śmiech wypiera coraz częściej rubaszny RECHOT.

 

Zapomina się, że przekaz medialny może  jeszcze wzbudzać ZADUMĘ, REFLEKSJĘ, WZRUSZENIE, DUMĘ Z BYCIA POLAKIEM, UCZUCIA PATRIOTYCZNE.

 

Jest ogromny deficyt w tej sferze wrażliwości. Komercyjni nadawcy zaczynają już zauważać, że to TEŻ  ŚWIETNIE  SIĘ  SPRZEDAJE...  I – paradoksalnie – w mediach publicznych ku temu powołanych jakoś nikt nie chce (nie potrafi?) wykorzystać tej wiedzy w celu poprawy słupków oglądalności.

 

To jest możliwe. I  w zasięgu ręki. Ale piekielnie trudne.

 

Bo trudne zadania publicznych mediów wymagają ludzi o specyficznych umiejętnościach.  LUDZI,  KTÓRZY  NIE KUPUJĄ  ZA  GRANICĄ  GOTOWYCH  FORMATÓW,  TYLKO WYMYŚLAJĄCYCH  NOWE,  CIEKAWE  „PATENTY”  NA  ATRAKCYJNE  DLA ODBIORCY  PROGRAMY  MISYJNE....

Po prostu  LUDZI   KREATYWNYCH...

 

OD CZEGO ZACZĄĆ UATRAKCYJNIENIE MISJI?

 

Odpowiedź  jest bardzo prosta:

 

TRZEBA ZNALEŹĆ I ZATRUDNIĆ WŁAŚCIWYCH FACHOWCÓW.

 

Nie stosując przy tym klucza partyjnego, kumoterstwa, dealów itp.  Tam gdzie potrzebna jest wyobraźnia i talent – nawet najlepszy  zarządca czy manager musi poszukać właściwych twórców. System zgłoszeniowy ROPAT  nie zdaje egzaminu. Ale to temat na inną rozprawkę...

 

Teoretycznie Telewizja Publiczna i Publiczne Radio lepiej są przygotowane do realizacji działalności misyjnej (długoletnie doświadczenie, ludzie od lat „okopani” w statutowej tematyce, duży potencjał techniczny, ciągle jeszcze dofinansowanie abonamentowe).

 

Obawiam się jednak, że gdyby przyszło jej konkurować z prywatnymi nadawcami o pieniądze (np. granty)  na ciekawe, rozrywkowe programy misyjne, to przy tym samym budżecie produkt komercyjnych mediów mógłby być zdecydowanie lepszy. Mniej skostniałe struktury, szybsza decyzyjność, lepsza znajomość rynku show-business’u, roztropność i dyscyplina w wydawaniu pieniędzy etc.   pozwoliłaby „prywatnym” sprawniej i bez szastania pieniędzmi wychwycić właściwych fachowców do określonych zadań.

 

Przykład: całkiem niezłą misyjną produkcją był głośny film TVN-u „Trzech kumpli”.  Aż szkoda, że TVP daje się ubiec w takich przedsięwzięciach.

 

„Tyle misji, ile abonamentu” – głosił niegdyś  Prezes Robert Kwiatkowski.  Czy aby na pewno?

 

Przecież media publiczne nie zostały  powołane w celu utrzymywania samych siebie, za łaskawie odrabianą , misyjną „pańszczyznę”. Psim obowiązkiem wyposażonych przez Państwo (społeczeństwo) mediów publicznych jest robienie godnych, ciekawych, wręcz  przebojowych programów misyjnych. A jeśli chce się jeszcze na nich zarabiać, wymaga to diametralnej zmiany myślenia w podejściu do tych przedsięwzięć.

 

Jeśli ktoś tego nie potrafi? Cóż, powinien zmienić pracę na mniej wymagającą...

 

Żyjemy w epoce, w której rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci, a ich wychowaniem  zajmuje się para: „play-station” i „internet”. I w dużej mierze telewizja i radio.

 

Jeśli tematem kultury, patriotyzmu i edukacji społeczeństwa nie zajmą się na poważnie powołane do tego media publiczne – nie widzę dalszego sensu ich istnienia.

 

A przynajmniej dofinansowywania ich z pieniędzy podatników.

 

Lech Makowiecki

Członek Rady Programowej

TVP Gdańsk

 

P.S. Niektórzy mówią, że internet jest  siedliskiem zła (chamstwo, uwstecznianie się, pornografia, anonimowa bezkarność etc. etc.). Ale wirtualna przestrzeń jest też skarbnicą wiedzy wszelakiej i mostem porozumiewania się między ludźmi.  Internauci mają wybór.

I o to samo chodzi również w mediach. Społeczeństwo musi mieć możliwość przeżywania rzeczy pięknych, kształcących, wartościowych, wychowawczych, promujących obywatelskie i ludzkie postawy i zachowania. Inaczej część ludzi poszuka sobie tych wartości gdzie indziej. Znakomita większość -  bezrefleksyjna reszta społeczeństwa (a zwłaszcza pozbawione wyboru młode pokolenie) „odmóżdży” się  i zidiocieje nam bez reszty.

Na pewno taką bezrozumną masą ludzką łatwiej jest sterować. Wiedzieli o tym doskonale i Hitler, i Stalin, prowadząc brutalną politykę pozbawiania nas tożsamości, dostępu do edukacji i kultury.  Nie wierzę, aby nasi mężowie stanu nie rozumieli wagi tego problemu...

 

P.Z cyklu znalezione w sieci: fragment jednego z bardziej udanych eksperymentów telewizji publicznej (seria niskobudżetowych, parateatralnych filmów historycznych) posłużył anonimowemu internaucie do stworzenia nowej jakości – teledysku patriotycznego; może by tak wziąć chłopaka na etat w TVP? Albo przynajmniej zainspirować się jego pomysłem...

„Błogosławiony płynie czas”:

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...