Niespełna dwa dni po wystąpieniu ministra Bartosza Arłukowicza na posiedzeniu komisji zdrowia, a dzień po tym, jak premier Donald Tusk mówił, że wszystko ws. listy leków refundowany jest załatwione, a niepokój szerzą bezpodstawnie koncerny farmaceutyczne moja żona udała się do lekarza. Wraz z diagnozą otrzymała receptę, a na niej słynną już pieczątkę „refundacja do decyzji NFZ”. Uzbrojona w nią poszła do apteki. Tam dowiedziała się, że Pani magister właściwie nie wie, co może zrobić. Ponieważ jednak została przyparta do muru, sprzedała lek. Moja żona musiała zapłacić za niego pełną stawkę. Na pocieszenie dostała fakturę. „Być może, będzie Pani mogła zwrócić się do NFZ o refundację” – usłyszała od miłej Pani w aptece.

W wyniku bałaganu, jaki zafundowała nam władza w służbie zdrowia, za lek moja żona musiała zapłacić nie kilka złotych, tylko kilkadziesiąt. Taka była różnica między lekiem refundowanym, a tym jaki mogła kupić mając w ręku receptę z pieczątką „refundacja do decyzji NFZ”. Na szczęście dla mojej żony, różnica w cenie nie była na tyle duża, by musiała rezygnować z leczenia. Jednak nie każdy będzie miał takie szczęście. Starsi ludzie, biedni ludzie, ludzie chorzy przewlekle, albo korzystający z drogich medykamentów mogli nie być w tak dobrej sytuacji. Oni w aptece mogli się dowiedzieć, że na leczenie ich już nie stać. I marnym pocieszeniem jest w tej sytuacji nadzieja, że być może NFZ łaskawie jakieś pieniądze zwróci. Mało który z chorych ma ochotę sterczeć w urzędowych kolejkach, żeby otrzymać to, co mu się od państwa należy.

Ludzi, którym na leki zabraknie, może być sporo. Oni wszyscy są ofiarami hucpiarskiej polityki rządu Donalda Tuska, który traktuje ludzi jak stado baranów. Jednak wątpliwe, by do naszej zadufanej w sobie, pełnej pychy i samouwielbienia władzy cokolwiek dotarło. Przerośnięte ego ludzi rządzących dziś Polską blokuje każdą krytyczną informację, jaka ma potencjalnie szansę dotrzeć do ich umysłu. I teraz zapewne również nie zrozumieją, że komuś mogą nie podobać się rozwiązania przeforsowane na siłę, wbrew wszystkim zainteresowanym. Nie zrozumieją, że ktoś może oprotestować decyzje i zmiany wymyślone w gabinecie fachowców z rządu Tuska. Fachowców, którzy przygotowują tak wspaniałe projekty, że nie są w stanie wyobrazić sobie, by któryś z nich miał wadę. Przecież wszystko, co robi rząd Tuska jest wspaniałe. A lekarze? Nie chcą wypełniać dodatkowych obowiązków, nie chcą zgodzić się na obarczenie odpowiedzialnością większą niż jakakolwiek grupa zawodowa w kraju? To ich zniszczymy…