Co jakiś czas przedstawia się obywatelom wyniki rozmaitych badań, rzecz prosta przygotowanych przez najwybitniejsze siły socjologiczne i statystyczne zgromadzone w naszym państwie. Żeby specjalnie nie mącić, ani też zanudzać powiem krótko – nic tylko czytać, wierzyć, ale przede wszystkim nie myśleć. Dzięki naszym wspaniałym badaczom dowiadujemy się, więc ile razy w tygodniu przeciętny Polak spożywa piwo, a ile razy wódkę, których zagranicznych Polak kocha najbardziej, których w ogóle, z kim sypia, a z kim tylko drzemie. Oczywiście najczęściej dowiadujemy się, która partia jest naszą ulubioną, a której nikt nie cierpi i preferencji nie zmieni.

Dzisiejsza wiadomość o badaniach CBOS słuchaczy Radia Maryja bije jednak sporo rekordów. Podaje się bowiem do wiadomości, że większość słuchających to radio, to lud trzymany z daleka od szkół, nie mówiąc o uczelniach. Wedle tych badaczy 19 proc. słuchaczy, to absolwenci podstawówek, 9 proc, - zawodówek, 7 proc. – szkół średnich, a tylko 6 proc. – szkół wyższych. Z tych wyliczeń wynika także, że gromadnie słuchają tego radia wyłącznie staruszkowie i staruszki, szczęśliwie nie podano, jaki procent z nich cierpi na demencję. Przeciwnicy tego radia mogliby zacierać ręce, gdyby nie pewne ale…

Otóż zupełnie niedawno podano wyniki badań zorganizowanych przez inną pracownię, które mają się do podanych przez CBOS, jak ktoś przyzwoity do Urbana, albo pewnego błazna z Biłgoraja. Oto Millward Brown SMG/KRC przedstawia, że aż 25 proc. słuchaczy rozgłośni ojca Rydzyka ma wykształcenie wyższe, 46 proc. – średnie, 16 proc. zawodowe, a tylko 12 proc. – podstawowe.

Oczywiście wiele zależy od sposobu przeprowadzania badań, ale biorąc rzecz najłagodniej i przyjmując tezę, że obie firmy badawcze się mylą, trzeba zapytać, dlaczego tak przeraźliwie? Pamiętam, jak przed kilku laty badacze uznali, że „Dziennik Polski” ma o kilka punktów mniejszą poczytność niż inna gazeta krakowska, choć sprzedawała ona o połowę mniej egzemplarzy. Oznaczać to musiało, że tamtą gazetę czytało przynajmniej kilka osób, a „Dziennik” ludzie kupowali, by go natychmiast wyrzucić do kosza. Bez czytania, to jasne.

Coś mi się wydaje, że niektóre metody badawcze wciąż trwają.