Jaka musi być kondycja budżetu, skoro Ministerstwo Zdrowia usunęło aż 847 leków z listy środków refundowanych?

PAP
PAP

Jak informuj eksperci rynku farmaceutycznego, z listy leków refudnowanych, opublikowanej przez Ministerstwo Zdrowia,  usunięto 847 produktów. Wstępne analizy wskazują, że zmiany w terapii będą dotyczyły setek tysięcy chorych.

Z analizy IMS Health, największej na świecie firmą specjalizującej się w dostarczaniu informacji i rozwiązań zarządczych dla przemysłu farmaceutycznego, wynika, że na nowej liście refundacyjnej umieszczono 2638 pozycji w tym 5 nowych leków. W porównaniu do list z 16 listopada, usunięto 847 produktów. Nowe leki wpisane na listę to: Karbicombi i Co-Prenessa (pierwotne nadciśnienie tętnicze), Purilon Gel (opatrunek hydrożelowy), Sertralinum 123ratio (przeciwdepresyjny), Tanyz ERAS (rozrost gruczołu krokowego).

Jak podkreśla IMS Health, z nowej listy refundacyjnej zostało wycofanych przez producentów lub nie otrzymało zgody na refundację wiele bardzo znanych leków. Część zmian dotyczyła tylko wybranych postaci danego leku (np. niedostępnych na rynku, zastąpionych innymi dawkami).

Usunięte 847 produktów stanowiło wartościowo za 9 miesięcy 2011 r. - 1,4 mld zł sprzedaży i 0,93 mld zł refundacji NFZ, co stanowi 15,5 proc. całości kwoty refundacji Funduszu za ten okres. IMS Health informuje, że na liście nie znalazły się m.in. leki, dla których dotychczasowa refundacja NFZ wynosiła powyżej kilkudziesięciu milionów złotych rocznie, np. stosowane w leczeniu schizofrenii, w zapobieganiu odrzucenia przez organizm przeszczepów, u pacjentów chorych na raka, testy paskowe do mierzenia poziomu cukru we krwi czy leczeniu astmy.

Według IMS Health, oznacza to, że pacjenci leczeni tymi lekami będą musieli zmienić terapię lub w znaczący sposób zwiększyć koszty ponoszone na leki obecnie stosowane. Wstępne analizy wskazują, że zmiany w terapii będą dotyczyły setek tysięcy chorych. MZ podniosło wysokość limitu dla 1305 leków. W przypadku 1306 leków limity te zostały obniżone. Duże zmiany ceny (powyżej 30 proc.) dotyczą m.in. takich leków jak Controloc (obniżenie ceny o 36-48 proc.), Amaryl (obniżenie ceny o 45-51 proc.), Diovan (obniżenie ceny o 48-51 proc.), Zalasta, Zyprexa i Zolafren (obniżenie ceny o 31-45 proc.), Rispolept (obniżenie ceny o 78 proc.), Flixotide (obniżenie ceny o 33-62 proc.).

Natomiast prawnik z kancelarii CMS Cameron McKenna, Łukasz Sławatyniec zwraca uwagę, że na nowej liście refundacyjnej są tylko leki apteczne - te, które pacjenci sami kupują. W obwieszczeniu brakuje leków z tzw. programów zdrowotnych oraz chemioterapii.

Ekspert podkreśla, że lista leków - zgodnie z zapowiedzą ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza - miała zawierać ponad 3,4 tys. produktów, okazało się, że jest ich mniej.

"Większość produktów objętych wykazem to leki, dla których decyzje administracyjne doręczono najwcześniej w poniedziałek, 19 grudnia. W decyzjach tych roi się od błędów. Firmy mają na odwołanie 14 dni, co oznacza że w przypadku wykorzystania całego przysługującego im zgodnie z prawem terminu, ich odwołania będą wpływać do ministerstwa już po Nowym Roku. To może spowodować jeszcze większy chaos. Odwołanie powoduje bowiem utratę mocy prawnej decyzji" - powiedział PAP Sławatyniec.

MZ zapewnia, że leki stosowane w terapiach nowotworów oraz schorzeniach psychotycznych, które były dotąd bezpłatne - dalej takie będą, a te dostępne za odpłatnością ryczałtową - nadal będą dostępne za taką opłatą.

Resort zdrowia informuje, że odpłatność pacjenta w przypadku większości leków będzie niższa (np. insulin, leków stosowanych w chorobach krążenia, jaskrze). Np. leki zawierające klopidogrel z dotychczasowego poziomu 50 proc. odpłatności trafiły do grupy 30 proc., podobnie jak wszystkie opatrunki.

MZ przypomina, że każdy pacjent powinien być poinformowany przez aptekarza o możliwości nabycia tańszego zamiennika leku, przepisanego przez lekarza. Większość leków posiada swoje tańsze odpowiedniki, które nie powodują żadnej różnicy terapeutycznej. Resort poinformował, że dzięki negocjacjom cen leków, przeprowadzonym przez ministerstwo z firmami farmaceutycznymi, udało się uzyskać oszczędności, które umożliwią dopisywanie do listy leków refundowanych kolejnych substancji.

Tymczasem protestują najbardziej poszkodowane środowiska osób chorych.

Polskie Towarzystwo Diabetologiczne w stanowisku ws. nowej listy leków refundowanych podkreśliło, że dla chorych na cukrzycę zawiera ona niemal same bardzo złe wiadomości. Brakuje na niej m.in. pasków do glukometrów trzech firm, których używa 70 proc. chorych.

Prezes PTD prof. Leszek Czupryniak powiedział we wtorek PAP, że obecnie za te najbardziej popularne paski pacjenci płacą ryczałtem 3,20 zł. Te, które wpisano na listę, będą kosztowały 11-16 zł.

Według prof. Czupryniaka brak refundacji tych konkretnych pasków spowoduje ograniczenie samokontroli poziomu cukru. Dodał, że chodzi głównie o osoby z cukrzycą typu 1, czyli dzieci, młodzież, kobiety w ciąży oraz osoby starsze.

"Jeżeli paski będą droższe, to pacjenci będą rzadziej mierzyć poziom cukru we krwi i zaczną podawać sobie insulinę >>na oko<<, co spowoduje więcej przypadków hospitalizacji i przewlekłych powikłań" - podkreślił prezes PDT.

Jak wyjaśnił, na liście znalazły się paski, które będą kosztowały od 11 do 16 zł za opakowanie.

"To paski, do których pacjenci będą musieli dokupić glukometry konkretnych producentów, a to kolejny wydatek" - zaznaczył.

Prof. Czupryniak wskazał ponadto, że na nowej liście wzrosła cena szybko działających insulin analogowych, które są podstawowymi lekami w cukrzycy typu 1, stosowanymi przez ok. 90 proc. dzieci i młodzieży z pompami insulinowymi.

"Obecnie jedno opakowanie kosztowało nie więcej niż 20 zł, a na nowej liście jest sztywna cena 42 zł" - wyjaśnił.

Dodał, że nie można tych preparatów zastąpić innymi lekami.

W ocenie Czupryniaka, "bulwersujący jest też fakt, że w projekcie listy były leki inkretynowe, natomiast zabrakło ich w opublikowanym wykazie". Są to leki nowoczesne i bardzo korzystnie działające w leczeniu cukrzycy typu 2.

Zdecydowany sprzeciw ws. nowej listy wyraziło też w liście do ministra zdrowia "Towarzystwo Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą". W liście, którego kopię otrzymała PAP we wtorek, czytamy, że nowy wykaz leków refundowanych przynosi dla chorych na cukrzycę i ich otoczenia "katastrofalne w skutkach uregulowania".

"Odpłatność za paski testowe do glukometrów wzrosła o 500 procent!!! Jednocześnie na nowej liście ograniczono dostęp tylko do wybranych rodzajów pasków. Na dodatek za nowoczesne insuliny, z których korzystają chorzy na cukrzycę typu 1, na którą chorują prawie wyłącznie dzieci i młodzież, ich rodzice zapłacą ponad trzykrotnie więcej" - czytamy w liście.

Towarzystwo ostrzegło, że koszty powikłań mogą wielokrotnie przekroczyć "fałszywe oszczędności MZ".

Z kolei przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej prof. Piotr Kaliciński zwrócił się do ministra zdrowia ws. braku na nowej liście leków refundowanych leku Valcyte - chroniącego pacjentów po transplantacji przed groźną dla nich chorobą cytomegalowirusową.

Prof. Kaliciński, który jest kierownikiem kliniki chirurgii dziecięcej i transplantacji narządów Centrum Zdrowia Dziecka, jako "niezrozumiałe" określił niektóre zmiany na liście leków refundowanych, m.in. brak leku Valcyte.

We wtorek w rozmowie z PAP prof. Kaliciński podkreślił, że Valcyte "jest jedynym lekiem stosowanym u pacjentów po transplantacji w celu zapobiegania chorobie cytomegalowirusowej". Jak dodał, jest to bardzo popularny wirus, który uaktywnia się u pacjentów po przeszczepach, powodując zakażenie przeszczepionego narządu i zwiększa ryzyko odrzucenia przeszczepu; może też prowadzić do śmierci pacjenta.

"Zamiast zapobiegać, będziemy leczyć to schorzenie" - ocenił Kaliciński.

Według niego "decyzja resortu zdrowia jest niezrozumiała, ponieważ podawanie tego leku i jego refundacja są bardziej opłacalne w porównaniu z kosztami leczenia pacjentów, u których dojdzie do infekcji".

Dodał, że środowisko transplantologów bardzo długo walczyło o wpisanie tego leku na listę leków refundowanych.

"To absolutny standard na świecie" - podkreślił.

Jak wyjaśnił, pacjenci powinni przyjmować ten lek od trzech do sześciu miesięcy po przeszczepie.

Prof. Kaliciński jako niezrozumiałe ocenił także niewpisanie na listę leków refundowanych jednego z leków immunosupresyjnych, czyli chroniącego przed odrzuceniem przeszczepu.

"To chyba jakiś błąd, że skasowano z listy lek oryginalny, mimo że producent oferował niższą cenę niż za leki generyczne" - stwierdził Kaliciński.

Jak zaznaczył, zmiana leków u pacjentów "zawsze powinna być ze wskazań medycznych, a nie cenowych". Wyjaśnił, że zmiana leku u pacjenta nie może być robiona w sposób dowolny, ale wymaga czasem kilkutygodniowej kontroli poziomu stężenia leku we krwi i odpowiedniego ustawienia dawki. Dodał, że szczególnie w przypadku leków immunosupresyjnych zakres pomiędzy dawką leczniczą a toksyczną leku jest bardzo wąski, więc wymaga precyzyjnego ustawienia.

"Nie walczymy z lekami generycznymi, dajemy je nowym pacjentom, ale starzy pacjenci powinni być prowadzeni na lekach oryginalnych" - stwierdził.

Do ministra zdrowia w tej sprawie zwrócił się również producent tych leków - firma Roche. W informacji przesłanej PAP we wtorek czytamy, że firma jest "zaskoczona i ogromnie zaniepokojona brakiem refundacji" leku Valcyte oraz jednego z leków immunosupresyjnych i chce podjęcia rozmów "w celu zabezpieczenia zdrowia i życia pacjentów po transplantacji".

Roche podkreśla, że na listę został wpisany droższy lek generyczny immunosupresyjny za 371,60 zł, podczas gdy lek oryginalny firma Roche oferowała za 370,47 zł.

"Nie wiemy, czy to celowe działanie, czy błąd MZ" - czytamy w piśmie.

Według firmy, produkowany przez nią lek immunosupresyjny, którego zabrakło na liście dotychczas przyjmowało ok. 6 tys. pacjentów.

Dodajmy - listę leków refundowanych opublikowano w Wigilię - a więc w dzień, gdy i media, i Polacy, zajęci są czymś zupełnie innym. Chodziło więc o ukrycie bardzo złej wiadomości przed społeczeństwem.

Ta zielona wyspa weszła chyba w taki solidny, słotny październik.

PAP/Sil

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.