Joanna Miziołek: Zapowiadacie wspólny pierwszomajowy pochód z Ruchem Palikota. Rysuje się bliższa współpraca?

Tadeusz Iwiński: Zależy co pani rozumie pod pojęciem współpraca. Przedwczoraj odbyliśmy dwugodzinną rozmowę z Aleksandrem Kwaśniewskim. Natomiast Leszek Miller spotkał się Palikotem. Nie ma mowy oczywiście o żadnym zjednoczeniu, ale w grę wchodzi wspólne działanie. Chociaż nie wiadomo jak miałby ono wyglądać, bo nie wiemy czy lewicą jest Ruch Palikota. Na pewno jest nią w sferze kulturowo-obyczajowej, podejścia do praw mniejszości, praw kobiet, świeckości państwa. 1 maja być może zrobimy wspólny pochód. Dla Janusza Palikota uczestnictwo w nim będzie nowością. Do tego momentu jest dużo czasu na to, abyśmy zobaczyli co z tej galaretowatości Ruchu się wyłoni. Maxymalny,  dalekosiężny plan taktyczny, to stworzenie wspólnych list za dwa i pół roku do parlamentu europejskiego. Wtedy zobaczymy co będzie dalej.

Na razie jak jest?

Ruch Palikota w dwóch sprawach, które były dyskutowane na ostatnim posiedzeniu sejmu zajął stanowisko absolutnie nie lewicowe i niedemokratyczne, bo sprzeciwił się wzrostowi sładki rentowej o dwa procent, ramię w ramię z PiS-em, co zresztą poprała Platforma. Poza tym partia Palikota negatywnie oceniła propozycję  zmiany ustawy dotyczącej zgromadzeń publicznych.  Różnimy się w kilku kluczowych kwestiach. Jako SLD  chcemy zachować swoją tożsamość partii socjaldemokratycznej.  Tymczasem Palikot  na razie flirtuje jeśli chodzi o układ międzynarodowy z  frakcją liberałów w Parlamencie Europejskim. Myślę, ze dopiero za pół roku, czy za rok będziemy wiedzieli jaki charakter ma Ruch Palikota.

Według samego Palikota coraz bliżej SLD do koalicji z Platformą. Podobno Tusk znów spotkał się z Millerem.

Nie widzę na razie możliwości koalicji rządowej. Trzeba odróżnić pojęcie koalicji rządowej od parlamentarnej. Ta parlamentarna nieformalna już jest. Z rządową byłoby o tyle trudniej, ze Platforma nie jest wrażliwa socjalnie, pomija wszystkie kwestie społeczne. Tu między nami jest przepaść. Zgadzamy się jednak w wielu kwestiach dotyczących polityki międzynarodowej. Tusk ma teraz bardzo wygodną sytuację. Może grać na paru fortepianach. Szczerze mówiąc, to może w przyszłości też stworzyć rząd mniejszościowy i dać sobie radę.