Od jakiegoś już czasu dyskusja wokół 13 grudnia wygląda bardzo podobnie. Stałym elementem w mediach elektronicznych jest przypominanie o wieku i chorobie gen. Jaruzelskiego oraz pokazywanie tłumu, który zebrał się pod jego domem przy ul. Ikara w Warszawie. Przekaz jest prosty: możemy rozmawiać o słuszności wprowadzania stanu wojennego, ale zostawmy starszych ludzi w spokoju.
Nie wiem, czy ten tłum przychodziłby, gdyby generał został prawnie rozliczony za to, czego dopuścił się stojąc na czele państwa. Z pewnością emocje na takich demonstracjach byłyby zdecydowanie mniejsze. Ludzie zamiast słusznego, bardzo często emocjonalnego domagania się sprawiedliwości, mogliby spokojnie ograniczyć się do oddawania hołdu ofiarom stanu wojennego.
Ukaranie generała nie przywróci co prawda życia ofiarom stanu wojennego, przywróci za to godność ich rodzinom. To bardzo bolesny paradoks, że oni zginęli za wolną Polskę, a my nie potrafimy nawet upomnieć się o ich godność, czyniąc zadość zasadom sprawiedliwości.
Z przykrością trzeba stwierdzić, że niepodległa Polska nie podołała rozliczeniom „ciemnych kart” z peerelowskiej przeszłości. W brutalny dla wielu ludzi sposób okazało się, że system nie jest zdolny ukarać złamania konstytucji i zwykłych bandyckich zbrodni. Jeśli tak jest, pojawia się pytanie, czy mamy złe prawo, czy może sądy nie działają?
Nasza Temida ma przewiązane oczy, ale niestety jest też głucha na rozpaczliwe wołanie o sprawiedliwość. Tymczasem w mitologii Temida owszem, czasami bywa przedstawiana z opaską na oczach, jednak pierwszym, podstawowym atrybutem córki Uranosa i Gai są waga, miecz i róg obfitości.
Gdy 30 lat temu gen. Jaruzelski postawił Temidę przed plutonem egzekucyjnym, czyniąc z niej czysto opresyjne narzędzie można było to rozumieć. Skoro szef WRON poszedł z narodem na wojnę, nikt nie oczekiwał taryfy ulgowej. Jednak ten strach powodowany lufami karabinów plutonu egzekucyjnego paraliżuje ją i czyni głuchą najwyraźniej do dzisiaj.
Na początku marca 2011r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dekrety wprowadzające stan wojenny w grudniu 1981 r. były niekonstytucyjne. Mimo tego, polski wymiar sprawiedliwości dalej z dużym dystansem podchodzi do problemu odpowiedzialności karnej twórców stanu wojennego.
W sierpniu warszawski sąd okręgowy zadecydował, że jeśli po roku stan Jaruzelskiego się poprawi, będzie sądzony oddzielnie, jeżeli nie, to już nigdy nie zasiądzie na ławie oskarżonych. A jeżeli nie osądzimy Wojciecha Jaruzelskiego, to nie rozliczymy już nikogo. Trudno o bardziej dobitny przykład z najnowszej historii człowieka, który wystąpił przeciwko swoim rodakom.
Wbrew iście hamletowskim publicznym rozterkom, „musiał wprowadzić, czy nie musiał wprowadzić stanu wojennego”, którymi w debacie publicznej poddawani jesteśmy wszyscy ze strony generała i jego obrońców, sprawa z punktu widzenia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jest jednoznaczna. Sądy nie są od tego, żeby oceniać historię. Ich rolą jest orzekanie, czy dane zachowanie było złamaniem prawa czy nie.
Sądy mają orzekać o winie, a dopiero później biorąc pod uwagę różne okoliczności, np. stan zdrowia czy wiek mogą decydować o jakimś łagodzeniu kary albo odstąpić od jej wymierzenia. Tymczasem mamy do czynienia z nie lada precedensem. Państwo może ukarać za złe parkowanie, a nie jest w stanie osądzić powszechnie znanych osób, które są odpowiedzialne za śmierć niewinnych ludzi.
Sprawa formalnoprawnego rozliczenia autorów stanu wojennego jest ważna nie tylko ze względu na przeszłość, ale i na przyszłość. Brak kary dla generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka (nawet symbolicznej, polegającej np. na jednoznacznym orzeczeniu o winie i odebraniu przywilejów) podważył w dużym stopniu zaufanie do państwa prawa, jakie staramy się budować.
Nie da się tworzyć dojrzałej demokracji, opartej na obywatelskiej aktywności, gdy ludzie nie ufają państwu, uważając jego wymiar sprawiedliwości za kaleki i traktując go jak upiór z poprzedniej epoki. Właściwe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości to jeden z podstawowych warunków dla stabilności każdego kraju i poczucia bezpieczeństwa jego obywateli. Gdy mocno kuleje poczucie sprawiedliwości, zaczyna się paraliż państwa.
Ofiary stanu wojennego nie mogąc doczekać się osądzenia winnych rozważają możliwość złożenia skargi do Trybunału w Strasburgu. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że tym sposobem wysyłamy w świat sygnał o naszej słabości. Gdyby do tego doszło, byłaby to nasza kompromitacja. I to w momencie, gdy rosną nasze aspiracje do tego, by stawać się coraz poważniejszym graczem na europejskiej arenie.
Rozliczenie autorów stanu wojennego od samego początku było sprawą polityczną. Dawno już minął czas, kiedy powinniśmy to zrobić. Każdy upływający miesiąc powoduje, że zamiast wspólnego budowania silnej polski musimy wsłuchiwać się dramatyczne, pełne bezradności i bólu okrzyki „Hańba!”, „Sąd pod sąd” czy „Strzelali do ludzi, a teraz nie ma winnych”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/123663-temida-przed-plutonem-egzekucyjnym-nie-potrafimy-nawet-upomniec-sie-o-ich-godnosc
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.