W programie „Jan Pospieszalski: Bliżej” pokazano wczoraj fragment nowego filmu Grzegorza Brauna „Towarzysz generał idzie na wojnę”, a w nim dokument z 1981 roku, który – jak powiedział prowadzący „jest szokujący”. Bo jest.

To telegram Horsta Neubauera, ambasadora NRD w PRL, wysłany 2 grudnia 1981 roku do kierownictwa wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Neubauer po rozmowie ze Stanisławem Cioskiem pisze:

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

„Część wpływowych doradców "Solidarności" zrozumiała obecne położenie i zmianę sytuacji. Boją się bardziej niż sądzimy i zaczynają ratować własną skórę. Odbyłem właśnie osobliwą rozmowę z szefem sztabu ekspertów "Solidarności" [Bronisławem] Geremkiem (bliskie związki z międzynarodówką socjaldemokratyczną, osobiste kontakty z Krayskim i innymi). Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie i realnym socjalizmem [jest] niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieunikniona. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Organy władzy państwowej muszą zlikwidować aparat "Solidarności". Po konfrontacji siłowej "Solidarność" mogłaby powstać na nowo, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego charakteru i bez ambicji sięgania po władzę. Być może - kontynuował Geremek - zostaną zachowane siły umiarkowane, takie jak Wałęsa. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w oparciu o odmienną sytuację polityczną kontynuować określone procesy demokratyzacji.”

To dokument pochodzący z akt Stasi. Nie jest nowością, bo przypomniał go przed trzema laty bloger Kokos26, a w 1995 roku opublikowała paryska „Kultura”.

Do tej pory jednak nie było na jego temat żadnej poważniejszej dyskusji, ani za życia, a ni po śmierci Bronisława Geremka. Podjął ją Jan Pospieszalski.

Czy taka dyskusja ma prawo się odbyć? Według Wojciecha Czuchnowskiego z „Gazety Wyborczej” – oczywiście nie. Zapieklił się redaktor i wylał wiadro pomyj na Pospieszalskiego za przypomnienie materiału. Czuchnowski w felietoniku „Pospieszalski. Bliżej rynsztoka” pisze, że prowadzący program urządził seans nienawiści (swoją drogą to dziwne, że jeszcze ten retoryczny banał im się nie przejadł) pod adresem prof. Bronisława Geremka:

Nieżyjącemu wielkiemu Polakowi, opozycjoniście, zarzucono zdradę.

Grzegorzowi Braunowi wytyka, że w czasie stanu wojennego miał 14 lat. Ile trzeba mieć lat, by zajmować się jakimś wydarzeniem, Czuchnowski nie napisał. Sam miał wówczas 17, czyli pewnie też nie ma prawa wypowiadać się w sprawie. Używa też kolejnego absurdalnego argumentu – nie wolno mówić o ciemnych kartach w życiorysie Geremka, bo ten już nie żyje. I co z tego? Do kiedy będzie obowiązywał zapis na kompletowanie biografii nieżyjących twórców III RP?

O to tu chodzi – nie o zweryfikowanie bądź nie tych informacji, ale o zakaz zajmowania się nimi. „Wyborcza” nie obala prawdziwości tego, o czym pisze Neubauer, chociaż towarzysz Ciosek byłby chętny jej pomóc na pstryknięcie palcem. Chodzi o to, że ktoś w ogóle temat podejmuje. Tak samo było przy okazji dwóch książek o Lechu Wałęsie. Czy scenariusz powtórzy się przy okazji publikacji książki Sławomira Cenckiewicza o FOZZ?

Na szczęście daleko jeszcze do spełnienia marzenia Czuchnowskiego i jego salonowych kumpli o zakazie szukania i publikowania dla wszystkich niepokornych.