Ważny artykuł Krzysztofa Czabańskiego w najnowszym numerze miesięcznika „Nowe Państwo” pt. „Róbmy swoje”. Czabański – były prezes Polskiego Radia, obecnie współtwórca Forum Mediów Niezależnych opisuje sytuację medialną i zastanawia się, co należy robić w tak trudnych warunkach. Bo jak zauważa Czabański, „wiele wskazuje na to, że polski establishment jest w przededniu swojego największego triumfu od momentu upadku PRL”:

Lada moment opanuje całą scenę polityczną i medialną, niczym w totalizmie, choć przy użyciu scenografii i fasady demokracji. W pewnym sensie, to ideał zapisany już przez Tomasi de Lampedusę w sarkastyczno-cynicznym stwierdzeniu starego księcia, że wiele trzeba zmienić, żeby nic nie uległo zmianie.

Czabański pyta: „czy możemy się temu skutecznie przeciwstawić?”, i odpowiada, ale najpierw szkicuje „scenariusze  władzy”, także w obszarze medialnym:

Najpierw usunięto z kierownictw mediów publicznych „ludzi niewłaściwych”, następnie – usunięto „niewłaściwe programy”, dalej – pozbyto się z programów właściwych „niewłaściwych gości”. Ale to wszystko, mało! Media mają wykonać swoje główne zadanie: wykreować rzeczywistość. Widzieliśmy to doskonale 11 listopada. (...)

Media publiczne są potencjalnym zagrożeniem dla monopolu, jaki stanowią media prywatne, ponieważ dopóki istnieją, zawsze może się zdarzyć, że zostaną   - jak w 2006r. – przejęte przez ludzi spoza establishmentu, czyli bardzo, ale to bardzo, niewłaściwych. Dlatego obóz władzy nie rezygnuje z dalekosiężnego planu Donalda Tuska, głoszonego otwarcie od 2007r., żeby media publiczne zlikwidować.

Publicysta ocenia, że „nie powinny nikogo dziwić zapowiedzi ograniczania oferty programowej, a zwłaszcza radykalne zmniejszanie  obszaru informacji, publicystyki i kultury”:

Monopol TVN na przedstawianie Polski i świata nie może być niczym zagrożony.

W sumie więc mamy parodię.

Parodia pluralizmu w polityce (Palikot), parodia pluralizmu w  życiu publicznym  (ks.Boniecki), parodia pluralizmu w mediach (Urban). Tak to wygląda. Taki oto jest stan rzeczy i takie plany są realizowane. Jak  możemy  im zapobiec?

Częściowo już to robimy – odpowiada były prezes Polskiego Radia:

W sposób naturalny, spontaniczny, wręcz żywiołowy. Tak jest najlepiej. Ktoś sfilmuje Marsz Niepodległości i „wrzuci” w Internet. (...) W ten sposób rośnie fala sprzeciwu wobec  kłamstwa władz. Powstaje wielka księga,  dokumentująca czas hańby polskiego dziennikarstwa „głównego nurtu”.

To jest pierwsze zadanie: dokumentować rzeczywistość  na wszelkie możliwe sposoby. Kolejne to tworzenia ‘miejsca niezależnego zbierania i rozpowszechniania informacji i opinii, wolnego słowa”:

Każdy portal internetowy, każdy blog, każde niezależne od władz stowarzyszenie, to  największy kapitał obywateli. W prasie drukowanej i w Internecie wolne słowo jeszcze nie jest w najgorszym położeniu.

Najgorzej jest w radiu i telewizji. Praktycznie cały eter jest zawłaszczony przez media, służące establishmentowi. Jak ocenia Czabański, „ten stan rzeczy ma być  przedłużony nawet w epoce cyfrowej”, czego przykładem odmowa miejsca na platformie cyfrowej  dla telewizji „Trwam”. Dlatego trzeba działać:

Żeby wspierać wszystkich tych, którzy tworzą  niezależne podmioty medialne, zaproponowałem powołanie Federacji Mediów Niezależnych. Nie ma przecież  co czekać z założonymi rękami. Federacja  ma być formą izby gospodarczej, grupującej podmioty  z całego obszaru mediów niezależnych od władzy. Proszę tego nie mylić z organizacjami dziennikarskimi, nie chcemy i nie będziemy grupować indywidualnych członków. Interesują nas tylko podmioty gospodarcze, prowadzące działalność medialną. Te podmioty mają wspólne interesy, między innymi prawo do rynku równych szans dla wszystkich chętnych. Bez preferowania przez władzę – np.dzięki systemowi zezwoleń, koncesji itp. – wybranych przedsięwzięć. Im mniej ograniczeń i  zakazów,  tym więcej wolności  gospodarczej.  Federacja będzie działać na rzecz wspólnych interesów zrzeszonych w niej podmiotów. Także na rzecz odpowiednich zmian w polskim prawodawstwie.

Czabański uważa, że w przyszłości rację bytu może mieć też zgłoszony przez Ewę Stankiewicz pomysł powołania niezależnej agencji informacyjnej, a w przyszłości może nawet telewizji informacyjnej. Jednocześnie apeluje, by dać czas Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich pod prezesurą Krzysztofa Skowrońskiego na nabranie dynamiki. Podkreśla jednak, że jedną sprawę trzeba załatwić jak najszybciej: kwestię Rady Etyki Mediów, ponieważ ta obecnie istniejąca „ma tyle wspólnego z etyką, co demokracja socjalistyczna z demokracją”:

Te komunikaty – o zgrozo, publikowane  na oficjalnym portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, co sugeruje, że ta Rada  jest  organem  SDP, a że tak nie jest wiedzą tylko wtajemniczeni  – bronią haniebnych praktyk mediów establishmentowych. W ten oto sposób opinie  Rady idą na konto SDP i obciążają wszystkich dziennikarzy. Tak dalej być nie może! Dlatego wystosowałem apel, aby zacni ludzie ze środowiska medialnego i naukowego  utworzyli obywatelską komisję etyki. Federacja nie może być twórcą, ani organizatorem takiej komisji; możemy  być tylko pomysłodawcą.

Dalej Czabański stawia ważne pytanie: jak się poruszać w świecie mediów zakłamanych? I odpowiada:

Jeśli głosimy swoje poglądy, nie kluczymy,  nie dostosowujemy ich do oczekiwań redakcji, to, moim zdaniem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pojawiać się ze swoim przesłaniem nawet u  wroga, a co dopiero w miejscach co najwyżej niezbyt życzliwych. Byle nie ulec złudzeniu z kim mamy do czynienia. Choćby był to znany nam doskonale z wieczornych biesiad Ziutek lub Ziutka,  to jest, niestety, zawsze funkcjonariusz propagandy obozu władzy. I tym, co nas różni od nich nie jest wyznawanie innych poglądów. Nie. To my uważamy, że poglądy można mieć różne i  że na tym  polega wolność słowa. Oni są funkcjonariuszami zniewolenia, im jest wrogie wolne słowo jako takie. My walczymy o wolność słowa dla wszystkich, oni – o wolność kłamstwa  dla władzy.

Dalej publicysta ocenia, że „dziś jest jak było w PRL-u”.

Czyli że niektórzy będą do końca tkwić w kłamliwych mediach, inni – będą  starać się uprawiać dziennikarstwo niezależne. Jeszcze niektórzy nawet w kłamliwych mediach, sławiących władzę spróbują  znaleźć sobie niszę uczciwości i prawdy, choćby tylko wycinkowej. Unikajmy zatem łatwych, a zwłaszcza grupowych,  potępień.

Bo – podkreśla Czabański kończąc tekst - tak jak w PRL-u można było się ocknąć i zacząć działać na rzecz dobra wspólnego, przeciw totalizmowi, tak i dzisiaj można.

Każdy dziennikarz może jeszcze zawrócić ze złej drogi. Każdemu dajmy czas i szansę na nawrócenie.

Co jednak równie ważne:

A jeśli nie zawrócicie z drogi zła, nie dziwcie się  ocenom, jakie wystawi wam kiedyś historia, a dziś wystawiają uczciwi obywatele.

Sil