Mówię to publicznie po raz pierwszy: uważam, że minister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, Radosław Sikorski (skądinąd słusznie określający siebie i określany jako... Radek Sikorski) rozpoczął kolejną grę polityczno-dyplomatyczną, której celem jest zdobycie jednego z eksponowanych stanowisk w strukturach międzynarodowych. Tym należy tłumaczyć jego zdradziecką szarżę w Berlinie. Tak naprawdę adresatem jego słów o ograniczeniu suwerenności Polski i „przodującej” roli Niemiec w przyszłej Europie jest nie tyle polska opinia publiczna, lecz niemieckie (także europejskie) media i niemiecki rząd. Sikorski liczy na pomoc kanclerz Merkel w zajęciu eksponowanego zagranicznego stanowiska.
To nie pierwszy taki numer tego jednego z liderów w PO. Gdy starał się o funkcję sekretarza generalnego NATO i gdy zaczęły mu doskwierać opinie o jego – rzekomej – rusofobii, wyskoczył nagle, tak jak teraz, niczym Filip z konopi z propozycją, aby w przyszłości... Rosja wstąpiła do Paktu Pólnocnoatlantyckiego. NATO osłupiało, Putin się uśmiechnął, a Sikorski i tak przegrał wybory na „genseka” Paktu.
Wtedy i teraz Sikorskiemu chodziło o to samo: o stanowisko. Wtedy wiadomo o jakie. A o jakie walczy dzisiaj?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/122914-sikorski-walczy-o-stolek-w-berlinie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.