W "Super Expressie" wstrząsająca relacja Polaka skatowanego przez niemieckie bojówki. "Dostałem w głowę, straciłem przytomność"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Nie mieści mi się w głowie, że coś takiego mogło w ogóle wydarzyć się w naszym kraju

- mówi na łamach "Super Expressu" Rafał Gołuch, który 11 listopada na ulicach Warszawy został skatowany przez niemieckie bojówki skrajnej lewicy. Przypomnijmy, że zostały one zaproszone do stolicy, by "zwalczac polskich nazistów", przez Porozumienie 11 listopada, którego członkami są m.in. finansowana przez polskiego podatnika "Krytyka Polityczna" i Stowarzyszenie "Nigdy Więcej".

Jak opisuje "SE" Rafał Gołuch przyleciał do Warszawy z kolegą aż z Wielkiej Brytanii, gdzie od blisko 8 lat pracuje i mieszka:

W piątek, po nocy spędzonej w hostelu na Nowym Świecie, spotkali się z kolegami z rodzinnej Gdyni, zjedli śniadanie na Krakowskim Przedmieściu i z biało-czerwonymi szalikami ruszyli w stronę pl. Konstytucji, skąd miał wyruszyć Marsz Niepodległości. - Szliśmy w pięciu Nowym Światem i przy tej fatalnej Krytyce Politycznej zobaczyliśmy tłum ubranych na czarno ludzi - opowiada pan Rafał.

O tym, że to Niemcy, dowiedzieli się, gdy ich mijali.

Ciepło nam się zrobiło i chcieliśmy przejść na drugą stronę ulicy. Nagle usłyszeliśmy krzyki i zorientowaliśmy się, że zaszli nas półkolem. Chwilę później rzucili mnie na ziemię, dostałem w głowę, chyba butami i pałkami, i straciłem przytomność

- mówi pan Rafał w "Super Expressie".

I dalej:

Jak przez mgłę pamięta, że ktoś wciągnął go do pobliskiej kawiarni, otarł krew i próbował wezwać pomoc. Gdy trafił do szpitala, usłyszał od lekarzy, że miał dużo szczęścia. Ma złamaną kość oczodołu, siniaki na głowie i nodze.

Dziś Rafał Gołuch jest wstrząśnięty tym, co się stało. Tym bardziej że jego zdaniem wszyscy wiedzieli, co się szykuje. Ocenia, że państwo i jego instytucje się zupełnie nie spisały. Jego zdaniem ściągnięci do stolicy Niemcy pokazali swoim zachowaniem, że to im najbliżej do faszystów - mówi nie kryjąc złości.

O tej sprawie portal wPolityce.pl już pisał:

Adam Golański, przedsiębiorca, w przeszłości działacz Federacji Młodzieży Walczącej był dziś świadkiem wstrząsających wydarzeń. Oto jego relacja specjalnie dla portalu wPolityce.pl:

 

Było kilkanaście minut przed godziną 12. Idąc z żoną na uroczystości obchodów Święta Niepodległości na Plac Piłsudskiego wstąpiłem do jednej z kawiarni na ulicy Nowy Świat. Spotkałem tam mojego przyjaciela wraz z grupą kibiców z Gdyni, on ich tu odebrał. Było to pięć osób. Byli normalnie ubrani. Jedyny charakterystycznym elementem był szalik w kolorach biało-czerwonych na szyi jednego z nich.

Jeden z tam obecnych leżał na ziemi, cały obłożony lodem, poraniony, we krwi. Miał wstrząs mózgu, nie mógł iść o własnych siłach, odprowadziliśmy go z żoną do karetki.

Przyjaciel opowiedział mi przebieg wydarzeń. Szli sobie spokojnie ulicą. Nagle wypadło skądś pięciu zamaskowanych osobników z jakimiś czarnymi pałami w rękach. Mieli emblemanty tzw. antify. Wszystko działo się błyskawicznie. Napastnicy, mówiący miedzy sobą po niemiecku, krzyczący coś do Polaków w tym języku, zaczęli ich bić. Walić pałkami, kopać, rzucać na ziemię. Na pewno byli to Niemcy.

Każdy oberwał, ale jeden szczególnie mocno. Ma rozbitą głowę, cały posiniaczony, oka w ogóle nie było widać zza krwi i ran. Teraz jest w szpitalu na Lindleya.

 

CZYTAJ: UJAWNIAMY Wstrząsająca relacja świadka: "Nagle wypadło pięciu zamaskowanych z pałami. Mówili po niemiecku. Zaczęli bić"

wu-ka

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...