wPolityce.pl: Brał pan udział w Marszu niepodległości. Jak wyglądało to naprawdę, a jak potem w mediach?

RAFAŁ ZIEMKIEWICZ, pisarz, publicysta: Miałem szczególne doświadczenie, bo szedłem w Marszu Niepodległości obok kolegi dysponującego najnowsza technologią w postaci smartfona. Kolega opowiadał mi na bieżąco co nadaje telewizja. Rozziew między tym co pokazywano a co działo się naprawdę  na Marszu był iście orwellowski. Swoją drogą osoby z „Kolorowej Niepodległej” miały podobne wrażenie. Nawet dzwonili do nich dziennikarze pytając gdzie doszedł już ich marsz, choć było to od początku przedsięwzięcie stacjonarne.

 

Ale potem obejrzał pan relacje w telewizji?

Tak. Według telewizji Warszawa właściwie została spalona. I zauważyłem, że po dwóch dniach bezustannego pokazywania w telewizjach zamieszek o rzekomo strasznej skali podano informację, że władze miasta wyceniły straty na 70 tysięcy złotych. Jak mówi w „Potopie” ksiądz  Kordecki, i po odpuście się czasami większe szkody zdarzają. Jak ktoś w knajpie narozrabia to może narobić szkód na taka kwotę.

To pokazuje jak nieprawdziwy był obraz w telewizjach. W kółko pokazywano jedną i tę samą bójkę, a nawet w jednej stacji zauważyłem, że nagle uczestnicy tej bójki znaleźli się nagle na Mariensztacie, a więc w miejscu gdzie w tym roku nie było zamieszek. Najwyraźniej ktoś, jak już zabrakło zdjęć o odpowiedniej skali grozy, domontował stare ujęcia.

 

Jaki stąd wniosek?

Pewnie sporo głupoty. Ale czy tylko? Powstaje pytanie czy komuś nie zależało na wytworzeniu takiego wrażenia by Polacy wyszli z tego dnia w przekonaniu iż tylko Donald Gromowładny jest w stanie zapewnić im spokój. Że trzeba mu pozwolić silniej zacisnąć pięść, dać jeszcze więcej władzy, by nas przez okres zagrożenia z jednej strony rzekomym faszyzmem a z drugiej niemieckimi bojówkami przeprowadził.  Taka swoista doktryna szoku. Te pytania, a jest naszym obowiązkiem je zadać, stają się jeszcze bardziej aktualne gdy spojrzymy na dziwne zachowanie policji.

Był kiedyś film Piotra Szulkina „Wojna Światów”  opisujący telewizję transmitującą wydarzenia w ogóle nie mające miejsca, na przykład koncert samotnego faceta, który ma dorobioną zarówno entuzjastyczną publiczność jak i orkiestrę. W ten weekend nasze stacje zadziałały podobnie.

 

Główne media pomijają rolę lewicowych niemieckich bojówek.

Tak, przemilczają też sam Marsz – pokojowy, z udziałem kilkudziesięciu tysięcy ludzi. A żeby odwrócić uwagę od napadów niemieckich lewaków skupiają całą uwagę na tym co działo się na Placu Konstytucji.

 

Swoją drogą pomysł by zapraszać niemieckich bojówkarzy by uczyli Polaków tolerancji pałkami i kopniakami nie mieści się w głowie.

Jest diabelski, perwersyjny i głupi. Być może zresztą chodziło właśnie o prowokację? A może, jak to u anarchistów, nie wiedział jeden co robi drugi? Fakt jest faktem, że się na to zdecydowali.

 

Warto kontynuować Marsz Niepodległości w przyszłym roku?

Warto kontynuować ideę, która stała za marszem, a więc oczyszczenie idei narodowej. Zwracam uwagę, że cała historia zaczęła się nie wtedy kiedy pojawili się skinheadzi, ale wtedy kiedy zniknęli. Kiedy pojawili się na marszu, deklarując związki z tradycją endecką, publicyści, profesorowie, osoby szanowane. To jest dla nich nie do przyjęcia. Dlatego zdecydowali się wywołać awanturę, gwałtowne sceny. W tym sensie warto przemyśleć formułę, ale Marsz powinien być kontynuowany. Bo on pokazuje jeszcze jedną ważną rzecz – nie ma dziś sporu między spadkobiercami Dmowskiego i Piłsudskiego, bo dzisiaj Dmowski i Piłsudski byliby po jednej stronie, tak jak byli po tej samej stronie w czasie zaborów.

 

wu-ka