Salonie coś robił, gdy ks. Boniecki wywalał z pracy za łamanie wewnętrznych zasad katolickiego pisma?

fot. PAP
fot. PAP

Dlaczego dziennikarze i redaktorzy „Gazety Wyborczej” 6 lat temu nie walczyli w obronie „bezpardonowo represjonowanego” dziennikarza „Tygodnika Powszechnego”? Dlaczego nie dołączyli do wtorkowego wydania swojego dziennika z kwietnia 2005 roku naklejki z hasłem: „Burnetko ma głos w moim domu”? Dlaczego Krzysztof Daukszewicz w „Szkle Kontaktowym” nie kazał ks. Bonieckiemu puknąć się w czoło za zwolnienie z pracy „mądrego człowieka” - redaktora Krzysztofa Burnetki? Dlaczego Krystyna Janda nie mówiła o ks. Bonieckim, jako o złym pracowniku Boga, który łamie ludziom kręgosłupy wyrzucając ich z pracy za pisanie prawdy?

Fakty nie kłamią. W połowie kwietnia 2005 roku, ówczesny redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki zwolnił z pracy red. Krzysztofa Burnetkę, szefa działu politycznego tygodnika. Powodem było opublikowanie przez red. Burnetkę w „Gazecie Wyborczej” komentarza, wcześniej odrzuconego przez ks. Bonieckiego. W tekście swym publicysta katolickiego bądź co bądź tygodnika krytykował m.in. europosłów LPR za obronę w Parlamencie Europejskim życia od poczęcia. Ks. Boniecki odmówił też zgody Burnetce na opublikowanie takiego komentarza także w innym mediach, w tym w „GW”.  Tak całą sprawę opisywała ówczesna „Rzeczpospolita”:

„[...] Redaktor naczelny "Tygodnika" ks. Adam Boniecki tłumaczy: - Nie miałem innego wyjścia. Albo to ja powinienem podać się do dymisji, albo go zwolnić.

Zarzuca Burnetce opublikowanie w "Gazecie Wyborczej" komentarza "Nowe idzie, stare jedzie". Znalazł się tam fragment stanowiący główną myśl tekstu wcześniej odrzuconego przez "TP".

- Red. Burnetko pytał, czy może to zamieścić gdzie indziej. Powiedziałem, że nie - mówi ks. Boniecki.[...] Sporny fragment komentarza dotyczy donosu, jakim - zdaniem Burnetki - było oświadczenie eurodeputowanych LPR, oskarżających innych polskich posłów wymienionych z nazwiska o opowiedzenie się podczas jednego z niedawnych głosowań za "zabijaniem nienarodzonych" i "przeciwko nauczaniu papieża Jana Pawła II".

- Nie możemy atakować Ligi Polskich Rodzin, gdy występuje przeciw finansowaniu aborcji przez państwo – twierdzi red. ks. Boniecki.[...]”

Ówczesny szef „TP” tłumaczył mediom zwolnienie z pracy red. Burnetki tym, iż ten „naruszył wewnętrzne zasady pracy, bo bez jego zgody [ks. Bonieckiego – przyp. red.] opublikował główne tezy tekstu, który nie ukazał się w "Tygodniku Powszechnym", w komentarzu wydrukowanym przez "Gazetę Wyborczą".

W samym tygodniku doszło do fermentu – z funkcji zastępcy redaktora naczelnego zrezygnowali Krzysztof Kozłowski i Józefa Hennelowa, a trzeci zastępca naczelnego „rozważał podanie się do dymisji”. Wszystko to na znak protestu przeciwko decyzji ks. Bonieckiego. Mimo to burzy w mediach nie było. Salon nie darł szat, nie walczył o obronę wolności słowa, nie sprzeciwiał się tyranii kościelnego zamordysty. Sama „Wyborcza” nie podała ręki Burnetce, który ofertę pracy dostał od „Polityki”. Wszystko załatwiano wewnątrz Salonu. Tak jak się da najciszej. Pod koniec kwietnia było po sprawie – red. Burnetko pracował już w „Polityce”, Kozłowski objął funkcję szefa działu politycznego w „TP”, Hennelowa wycofała swoją rezygnację, zaś trzeci zastępca naczelnego cofnął swe „rozważania o podaniu się do dymisji”.

Ważne jednak jest coś więcej – ks. Boniecki uznał, że jako szef, przełożony ma prawo decydować o tym, gdzie i jak wypowiada się jego podwładny i swego prawa do tego mocno bronił. Zdecydował się na radykalne kroki – zwolnienie z pracy dziennikarza – gdy ów przestał przestrzegać jego decyzji i postąpił wbrew katolickiej linii pisma. Nic dziwnego. Takie wartości wyniósł ze swojej posługi w zakonie. Z kolei dzisiejsi tzw. obrońcy ks. Bonieckiego wtedy nie wzięli w obronę red. Burnetki. Nie wzywali do bojkotu i niekupowania „TP”. Powinni więc się zastanowić, czy mają moralne prawo do histerii jaką teraz rozpętali. Relatywizmem moralnym bowiem ks. Boniecki zapewne gardzi. Ale cóż to jego kłopot, w końcu przed wrogami sam się obroni, ale przed przyjaciółmi niech go Bóg Wszechmogący broni.

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych