">>Sprawa<< Ziobry ujawniła kwestie antydemokratycznych przepisów statutowych"

Fot. PAP
Fot. PAP

Media donoszą, że "sprawa" Zbigniewa Ziobro zmierza do szybkiego "rozwiązania". Bez względu, czy tym "rozwiązaniem" będzie natychmiastowe usunięcie środowiska Ziobry z PISu, czy "tylko" głębokie ich upokorzenie, odebranie godności osobistej i skazanie na wegetację sfinalizowaną odłożonym w czasie politycznym unicestwieniem, uważam, że nie ma "sprawy" Ziobry, ale jest  za to sprawa PIS.

Nie ma sprawy Ziobry, bo jego postulaty zmiany polityki własnej partii, czy nawet zarzucane mu ambicje zajęcia w przyszłości, miejsca zajmowanego teraz przez Jarosława Kaczyńskiego, to zjawiska normalne w każdej demokratycznej partii. Ziobro ma prawo żądać zmiany polityki PISu, bo dotychczasowa poniosła po raz szósty klęskę, a obecnie pod przewodem Jarosława Kaczyńskiego trwają intensywne przygotowania do kolejnej, już siódmej porażki tej partii. To, co uderza w wystąpieniach Zbigniewa Ziobry i jego towarzyszy, to brak odwagi. W takiej sytuacji nie wystarczy zmiana polityki partii, potrzebna jest przede wszystkim zmiana samego przywódcy odpowiedzialnego za klęski. Tego jednak w wystąpieniach Ziobry nie ma. Nie ma też naturalnego postulatu zwołania nadzwyczajnego zjazdu, który rozliczyłby odpowiedzialnych za ten ciąg klęsk.

Otóż przesłanie "sprawy" Ziobry i towarzyszy do Karola Karskiego, rzecznika dyscypliny,  który doświadczeń politycznych nabierał w peerelowskich instytucjach, świadczy o woli unicestwienia wszelkiej samodzielności w ramach PISu. Bo to co  jest istotą wystąpienń tego środowiska, to nie charakter ich minimalistycznych oczekiwań,przedstawionych w najbardziej pro-pisowskich czasopismach, ale prawo do samodzielności myślenia o przyszłości własnej partii. To właśnie ta samodzielność, a nie postulaty, takiego, czy innego powyborczego wzmocnienia PISu, czy też podejrzewane ambicje prezesowskie u Ziobry są  istotą "sprawy".

Ziobro bowiem ośmielił się mieć własne, choć minimalistyczne, ale własne  zdanie, a co gorsza ośmielił sie zakomunikować je własnej partii. To właśnie  okazało się nie do strawienia przez Jarosława Kaczyńskiego. Bo w jego partii od myślenia jest tylko on i ci, którym nakaże myśleć. Myślenie na rozkaz, to oenerowska koncepcja partii politycznej, w której wódz zawsze ma rację, a partia jest jego własnością. To nie ma nic wspólnego, ani  z demokracją, ani też z racjonalnie pojętym interesem partii. Bo to nie partia decyduje, a tylko jej wódz. Interes partii przeciwny woli wodza, a nawet jeżeli tylko nie jest tożsamy z jego wolą, jest  uważany za zbrodnie  przeciwko partii. Partia sama w sobie nie ma nic do powiedzenia, jest przecież tylko emanacją wodza. I jako taka nie może nie tylko się buntować, ale nawet nie może mieć własnego zdania, czy nawet  zdolności okazywania własnego samodzielnego myślenia. Bo to przecież w ten sposób, działa na korzyść wroga.  Jest wewnętrzna dywersją, zdradą,i wysługiwaniem się wrogom.Tylko nieustające wiernopoddańcze  deklarowanie  tożsamości z wolą wodza i gotowość do realizacji każdej nakazanej akcji, jest dowodem  wierności pisowskiej "sprawie', bez względu, czy to będzie zawarcie koalicji medialnej z komuchami, czy nakaz storpedowania przez pisowskich posłów konstytucyjnych poprawek o ochronie życia, czy głosowanie za traktatem lizbońskim, czy wreszcie oplucie własnych partyjnych towarzyszy, którzy odważyli się samodzielnie myśleć.

Ten totalizm  PISu nie ogranicza się tylko do aspiracji jej wodza, jest to totalizm, w którym systematycznie jest ćwiczona  i wdrażana cała partia, systematycznie nabierając  takiego służalczego  charakteru. Gdy w 2001 roku powstawał PIS i PO, to ta pierwsza partia grupowała zdecydowanie znacznie ciekawszy zestaw ludzi, niż PO, odwołująca sie do różnego rodzaju cwaniactwa.Jednak  w miarę upływu czasu , w PISie wdrożono trening upowszechniania postaw oportunistycznych. Gdy zmusza sie do głosowania wbrew własnemu sumieniu, to przy pierwszym razie jest dyskomfort moralny, ale przy kolejnych, już tylko przekonanie o "racji stanu". Dla wszystkich staje się jasne, ze przejawianie jakiejkolwiek samodzielności intelektualnej może być potraktowane, jako zarzewie nielojalności.

Na wszelki wypadek, kogoś się nie wystawi  na listach wyborczych, aby "racja stanu' była bardziej wiarygodna. I tak krok po kroku, rok po roku, tresura własnego środowiska przynosi zamierzone efekty, i coraz szersze zrozumienie "racji stanu' we własnych szeregach.. Racją stanu staje się własna pozycja i własne polityczne przetrwanie.  W ten sposób wykształciła się cała grupa działaczy, jak ich wdzięcznie określa Tadeusz Cymański, 'pachołków', którzy nie czekają na decyzje wodza, ale próbują je uprzedzać, zanim on sam  je wyrazi expresis verbis. Dzięki tej tresurze osiągnięto nieomal doskonałość  w 'jedności" woli  partii i jej wodza.Problem się pojawia jednak wtedy, gdy indywidualna "racja stanu' staje się zagrożona kolejnymi przegranymi. Wówczas instynkt samozachowawczy powoduje dwie wzajemnie sprzeczne strategie. Pierwsza, to próba zreflektowania się, naprawy własnej partii, uczynienia jej wybieralną.

Ale na to mogą sobie pozwolić, ci bardziej samodzielni intelektualnie, zdolni zobaczyć wynik następnych wyborów i zagrożenie zupełnej utraty społecznego zaufania. Ale w zdemoralizowanej służalczością partii, trudno, żeby znaleźli większe zrozumienie dla tej strategii.

I druga strategia, to przeczekanie, to nadzieja, że i w następnych wyborach jakoś się prześliznę i załapię na następna kadencję. Jeżeli będę wierni wodzowi, to  otrzymam może bardziej  biorący mandat, miejsce. A także nadzieja na krach gospodarczy, który pogrąży polska gospodarkę, ale przy okazji i rządzących i stworzy szansę na wyborczy sukces. Wypatrywanie klęski gospodarczej własnego narodu staje się podstawą pisowskiego patriotyzmu. W ten sposób rodzi się nihilizm polityczny, tak charakterystyczny dla wszelkich ruchów totalitarnych.

Ta totalizacja PISu byłaby niemożliwa bez stopniowych zmian statutowych dających szefowi partii pozycje  wszechwładzy nieistniejąca w żadnej demokratycznej partii. Bez woli prezesa nie można powołać praktycznie żadnych władz partii, także władz klubu parlamentarnego. Dzięki temu jest on panem i władcą list wyborczych, najważniejszego, poza statutem, źródłem jego siły politycznej.

Według statutu, tylko kongres poprzez  wybór prezesa partii, ma większą władze od swego prezesa. Ale biorąc pod uwagę, że prezes może swobodnie kształtować skład personalny własnej partii, może każdego z niej usunąć, nawet własnych wiceprezesów, jak to miało miejsce w 2007 roku, władza kongresu partii została sprowadzona jedynie do fikcji legitymizującej wszechwładzę prezesa partii.

Otóż powstaje zasadniczy problem konstytucyjności PISu. Według konstytucji partie polityczne są ciałami pośrednimi pomiędzy  społeczeństwem a państwem. Poprzez partie polityczne w których grupują się obywatele, mają oni prawo kształtować politykę państwa. Tymczasem zarówno przepisy statutowe PISu, jak też praktyka  partyjna współczesnej Polski w sposób zdecydowany zaprzecza duchowi  konstytucyjnych przepisów.

Polska jest demokratycznym państwem prawa i spod tej zasady nie są wyjęte partie polityczne. Dlatego może budzić zdumienie , że sąd rejestrujący partie polityczne zarejestrował przepisy statutowe, tak w drastyczny sposób likwidujące w praktyce wszelką demokrację wewnątrzpartyjna.

Statut PISu jest w sposób zasadniczy sprzeczny z zasada demokratycznego państwa prawa.Jest sprzeczny nie tylko dlatego, ze prezesowi przyznaje dyktatorska władzę, ale także dlatego, że jest jednym z elementów tworzących  w praktyce oligarchiczny system partyjny w Polsce. System, który w praktyce likwiduje  konstytucyjną zasadę traktująca partie polityczne, jako ciała pośrednie w polskim ustroju konstytucyjnym..

Oligarchiczny system, który także współtworzy proporcjonalna ordynacja wyborcza zapisana w konstytucji oraz system finansowania partii politycznych, polega nie na 'pośredniczeniu' w sprawowaniu władzy pomiędzy obywatelem, a państwem, ale na panowaniu nad wyborcami. Ordynacja wyborcza i system finansowania utrudniają wejście na scenę nowych  partii politycznych. A samo to utrudnienie jest już rażącym naruszeniem równości prawa wszystkich  obywateli. Ale istota oligarchii partyjnych leży  także w  niedemokratycznym charakterze dominujących partii. Zarzut ten dotyczy także PO, ale w tej partii jest on skuteczniej maskowany. Wodzowski charakter dominujących partii politycznych  i ustawowe ograniczenia wejścia na scenę nowych podmiotów politycznych powodują, iż te partie bardziej są elementem kontrolującym wyborców, niż ich reprezentantem.

Dla PIS przed wyborami, głównym problemem było niedopuszczenie do startu w wyborach innych partii prawicowych, uznając ich za dywersję i swoistą  kradzież 'ich"głosów. Już nie tylko członkowie partii zostali sprywatyzowani przez jej wodza, ale takie same aspiracje dotyczą także "ich' elektoratu. Do "ich' elektoratu ma prawo tylko PIS, i wara każdej innej partii, która pragnie go przekonać do własnego programu.To traktowanie elektoratu, jako "własności'  partyjnej, do której ma sie prawo, to próba panowania nad wyborcami, a nie realizacja 'pośredniczenia' pomiędzy obywatelem, a państwem.

Ale próba panowania nad "własnym' elektoratem"polega także na pozbawieniu go prawa kontrolowania życia politycznego. Otóż w wypowiedziach wielu 'pachołków' prezesa Kaczyńskiego pojawił się zarzut dyskutowania o sprawach partii w mediach, a nie w ciałach statutowych partii. O sposobie dyskutowania na forach partii, decydować ma tylko prezes Kaczyński. Tak, jak po odrzuceniu konstytucyjnych poprawek o ochronie życia Kaczyński odmówił ówczesnemu wiceprezesowi Markowi Jurkowi zabrania głosu w tej sprawie na Radzie Politycznej, tak wyrzucając trzech wiceprezesów swej partii ; Dorna, Zaleskiego i Ujazdowskiego w 2007, pokazał partii, gdzie jest miejsce dyskutantów, tak teraz odmówił, Zbigniewowi Ziobrze prawa zabrania głosu na pierwszym zebraniu klubu parlamentarnego, a wybranym przedstawicielom narodu zabronił wypowiadania się w mediach bez własnego pozwolenia.  Wszak, przecież parlamentarzyści nie są od mówienia, decyduje prezes. A publicznie mogą zabierać głos, tylko namaszczeni przez wodza "pachołkowie'. I 'pachołkowie' obwieszczają wszem o obowiązującej  właśnie w PISie doktrynie o zakresie  i charakterze "wolności' dyskutowania. Dyskutowanie o problemach partii  poza PISem jest zbrodnią , która nie może pozostać bezkarna.

Otóż ta 'doktryna'  jest zamachem na wolności obywatelskie. Partia polityczna, bez względu na pisowska praktykę, w świetle polskiego prawa nie jest prywatnym folwarkiem jej prezesa. Partia polityczna jest instytucją publiczną o konstytucyjnym zakorzenieniu, określoną prawnie i finansowaną z pieniędzy publicznych, a zatem obywatele mają prawo do wiedzy na temat funkcjonowania partii politycznych, tak samo, jak mają prawo do wiedzy na temat polityki państwa. Mówienie, że o sprawach politycznych, o polityce partii, można dyskutować w ukryciu przed społeczną oceną, jest drastycznym  naruszeniem praw obywatelskich. Partia polityczna w polskim systemie prawnym, to nie prawo do ukrywania własnych celów i zamiarów przed społeczeństwem, to nie jest zgoda na swoisty spisek przed narodem, ale propozycja przywództwa narodowego, o charakterze którego rozstrzyga naród. Nie można ukrywać przed narodem, ani własnych celów, ani tez  debaty na temat przyszłości polityki tej partii. Tylko złe intencje wobec narodu, na które przecież nie ma zezwolenia polskiego prawa ,pozwala zrozumieć takie zachowanie. A na  partie mające złe intencje nie ma miejsca w polskim systemie partyjnym.

Otóż ten antydemokratyczny charakter PISu, miał moim zdaniem największy wpływ na wynik wyborów. Obawy, że wewnątrzpartyjne, antydemokratyczne  metody zostaną przeniesione na poziom państwa były realnym powodem i bezwzględnego spadku poparcia dla PIS i  oddania wielu głosów na PO. Osobiście nie obawiam się groźby totalizacji życia państwowego w sytuacji ewentualnego dojścia PISu do władzy, ale wpływ tego partyjnego antydemokratyzmu na życie państwa może  mieć zdecydowanie niekorzystny charakter dla obyczajów demokratycznych.Partyjny antydemokratyzm nie jest  problem,  tylko tej partii, ale w ich konkurencji politycznej, jest  zręczniej  maskowany, niż ostentacyjne  metody w PISie.

Stąd też łatwość z jaką PO przychodzi mobilizacja zaniepokojonych pisowskim antydemokratyzmem. W takim kształcie PIS nie jest w stanie nie tylko wygrać wyborów, ale będzie następował proces systematycznego gnicia tej partii, przyczyniając się także do stopniowej utraty wyborców, zwłaszcza tych, zaniepokojonych dominacją PO. W obecnej sytuacji bowiem beneficjentem wyborczym możliwego kryzysu będzie bardziej antycywilizacyjna partia Palikota, niż  PIS.

"Sprawa" Ziobry ujawniła z całą wyrazistością kwestie antydemokratycznych przepisów statutowych w PISie i antydemokratycznej praktyki w tej partii. Dlatego zasadniczym problemem polskiego życia politycznego jest dostosowanie praktyki polskich partii do wymogów przestrzegania norm konstytucyjnych.  PIS powinien, pod rygorem wyrejestrowania ,dostosować swój statut do wymogów konstytucyjnych. Jego decyzje, tak, jak i każdej innej partii,  dotyczące usuwania, czy represjonowania członków,  powinny być nadzorowane przez sądy administracyjne.Także inne formy naruszania prawa powinny być nadzorowane przez sądy.  Obywatele mają bowiem prawo tworzyć partie polityczne i bez drastycznego naruszenia statutu nie mogą być arbitralnie usuwani , czy pozbawiani prawa publicznej debaty. Zaś struktury partyjne muszą funkcjonować zgodnie z wymogami demokratycznymi. Naprawa życia publicznego wymaga likwidacji przejawów oligarchizacji partii politycznych i wyeliminowania  w nich tendencji totalitarnych. Wymaga to także zmian w prawie wyborczym i prawie o finansowaniu partii politycznych. Ale nawet przy niedomogach istniejącego obecnie ustawodawstwa, nie ma powodów do drastycznego ograniczania praw obywatelskich przez partie polityczne. Muszą one swoje wewnętrzne prawo i polityczną praktykę dostosować do wymogów demokratycznego państwa prawa. W przeciwnym razie powinny być wykreślone z rejestru partii politycznych.

W obecnym kształcie PIS nie jest partią wolnych Polaków. Jest partią ograniczającą prawa obywatelskie, zwłaszcza, prawa własnych członków do ich politycznej wolności  i ich  poczucie godności . Część tych członków zaakceptowała i przyzwyczaiła się do tych, obcych naszemu kręgu cywilizacyjnemu,  praktyk politycznych, ale to nie zmienia faktu, że w wolnej i demokratycznej Rzeczpospolitej nie może być dla nich  miejsca.


Autor

2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...