Niedawne to jeszcze czasy, kiedy Leszkowi Millerowi głęboko na sercu leżało partnerstwo dla pokoju. Bynajmniej nie z żadnym politykiem, ale ze Związkiem Radzieckim, który – o czym powszechnie wiadomo - z pośród wszystkich państw świata najbardziej zaciekle walczył o pokój, m.in. w 1956 roku w Budapeszcie, czy w Czechosłowacji w 1968.
Dziś sytuacja zmieniła się radykalnie. Miler nadal chce rozwijać partnerstwo, lecz po wcześniejszych nie najlepszych doświadczeniach, jedynie w wymiarze indywidualnym. Ściślej dwuosobowym, z nachyleniem na dwóch osobników tej samej płci, definiowanych jako partnerzy. Lecz tylko wtedy, kiedy współżyją ze sobą seksualnie. Ten rodzaj relacji nazywany dotychczas potocznie w polskim parlamencie związkiem homoseksualnym, od rozpoczynającej się obecnie kadencji nosić będzie nową nazwę – związek partnerski.
Użycie innego określenia na związek seksualny dwóch kobiet lub mężczyzn będzie wkrótce prawdopodobnie karane. Takie słowa jak lesbijki czy geje zostaną nie tylko wyeliminowane z języka, ale także wykreślone ze słowników wyrazów obcych. I pomyśleć tylko, ten niesamowity postęp cywilizacyjny i obyczajowy zawdzięczamy Leszkowi Millerowi, już w wolnej Polsce nazwanemu przez jego towarzysza po ideowej kądzieli Włodzimierza Cimoszewicza, przecież też nie noworodka pezetpeerowskiego, „partyjnym betonem”.
Miller, zrywając z tą uwłaczającą mu etykietą, poszedł do wyborów - wraz z całym SLD - z pieśnią na ustach nowoczesnej lewicy europejskiej:
Związki partnerskie u notariusza,
Nie trzeba wcale gnać do Ratusza.
Już po pół roku możemy być wolni,
Znów niezamężni, znowu swawolni.
Poważnymi słowami, wagi ustawowej, wprowadził Miller powyższe zasady do projektu SLD o związkach partnerskich. Niespodziewanie wyciągnął do niego pomocną dłoń jeszcze bardziej nowoczesny, nowonarodzony lewicowiec, Janusz Palikot. Jego wkład może być bezcenny. Wszak w klubie Palikota jest ogromny potencjał osobistych doświadczeń różnego rodzaju związków partnerskich. Na jego tle, poza wielkimi ambicjami, SLD wygląda, przykro to mówić, jak ubogi, wychudzony krewny.
Na nic się nie zdadzą jednak szlachetne wysiłki Millera i Palikota bez poparcia Platformy Obywatelskiej. Musimy wierzyć w czystość intencji szefa PO. Nie po to trzy lata kształtował Palikota i po cichu popierał jego ekstrawagancje, nie po to otworzył jego ferajnie szeroko drzwi do Sejmu, żeby teraz zabarykadować bramę do postmodernistycznej Europy. Na to właśnie liczy awangardowy Miller.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/120922-i-pomyslec-tylko-ten-niesamowity-postep-obyczajowy-zawdzieczamy-millerowi-juz-w-wolnej-polsce-nazwanemu-partyjnym-betonem
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.