Z rzeczy węgierskich marzenie Donalda Tuska to zrobić z PiS-u gulasz. Media lewicowo-liberalne z niecierpliwością oczekują na rozłam co wiem z rozmów nawet z lokalnymi redaktorami „Wyborczej”. Aby uniknąć węgierskich skojarzeń platformerskie CBA usiłuje pogonić kota producentom papryki.

Sądzę, że tylko razem jest nadzieja na drugi Budapeszt w Polsce i salami z rządu Donalda Tuska.

Scenariusz mamy niebezpiecznie podobny do sprawy Migalskiego, chociaż z korektami. Cymański nie krytykuje „cara” a jedynie „złych bojarów”. Marek Migalski przeprowadził frontalny atak na prezesa w nadziei na zostanie męczennikiem walki o wyzwolenie PiS od Kaczyńskiego. Ta opcja rok temu miała takie wzięcie jak Komunistyczna Partia Polski w II RP. Potencjalny kandydat do rozłamu występuje w najbardziej wrogich PiS mediach jak TVN czy „Wprost” Lisa. Migalski i Kluzik-Rostkowska byli ulubieńcami niechętnego PiS głównego nurtu mediów, dlatego uznali się za fachowców od kontaktów z dziennikarzami. Teraz w trakcie kampanii media lewicowo-liberalne pieczołowicie relacjonowały wizyty Zbigniewa Ziobry w terenie i popieranie przez niego poszczególnych kandydatów – rozumiem, że z czystej sympatii do PiS.

Jedna z różnic w stosunku do Węgier to zwrot Fidesz do centrum. W tej kampanii kierownictwo PiS próbowało marszu do centrum, PO próbowała to uniemożliwić strasząc sympatykami Radia Maryja, kibicami czy czołówkami tabloidu „Gazeta Polska Codziennie”. Można odnieść wrażenie, że toczyła się nie tylko rywalizacja o zwycięstwo w kampanii ale także o wpływy w ramach partii i elektoratu obozu IV RP. Tymczasem aby zwyciężyć konieczne jest zarówno utrzymanie większości twardego elektoratu prawicowego jak i pozyskanie nowego. Konieczna jest budowa instrumentów komunikacji z elektoratem, zwłaszcza tymi co uwierzyli, że PiS chce wywołać wojnę z Rosją i Niemcami. Do tego nie wystarczą obecne rozwiązania służące do porozumiewania z obecnymi sympatykami PiS. Dużą rolę miałby do odegrania umiarkowany tygodnik centroprawicowy w stylu „Uważam Rze” – pytanie jak długo przetrwa i czy coś będzie w stanie go zastąpić.

Druga strategia to wiara we wszechmoc miski czyli kluczowego znaczenia sytuacji gospodarczej. Nieważne co PiS będzie robił, jeżeli warunki życia pogorszą się to zrozpaczeni Polacy zagłosują na partię Jarosława Kaczyńskiego. Niestety, nie jest to takie oczywiste. W ostatnich wyborach alternatywą dla części rozczarowanej młodzieży stał się Palikot. Najwyraźniej w takie rozwiązanie wierzą zwolennicy zaostrzenia polityki uznając kampanię za zbyt mało radykalną - podobnie jak kampanię z 2010 r.

Wystarczy pobatiarzyć na puszcie a lud zagłodzony w kryzysie gospodarczym sam przyjdzie. Z głodu i biedy zapomną o obciachowości PiS i obsesjach Kuby Wojewódzkiego.

Sądzę, że poseł Adam Hoffman powinien zaprosić europosła Tadeusza Cymańskiego na własnoręcznie przygotowany gulasz. Ale mediom pokazać jedynie proces przyrządzania gulaszu. O sprawach partyjnych porozmawiać przy konsumpcji, ale bez dziennikarzy. Zresztą może najlepiej aby cały Komitet Polityczny PiS spotkał się przy gulaszu w ramach przygotowań do drugiego Budapesztu. W Katowicach Dzień Węgierski już 29 marca w przyszłym roku.