Ziemkiewicz w "Uważam Rze": Polityczne zaangażowanie mediów jest tak wielkie, że pytanie o ich obiektywizm straciło już sens

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Kampania wyborcza pokazała, jak wielkie jest polityczne zaangażowanie większości polskich mediów. Tak wielkie, że nawet samo pytanie o ich obiektywizm straciło już sens - ocenia na łamach tygodnika "Uważam Rze" publicysta Rafał Ziemkiewicz. Stwierdza, że od dawna się na to zanosiło, ale w tej kampanii wyborczej granica została przekroczona:

Dziennikarze, które od dawna już służyli politycznemu establishmentowi, zirytowani słabą kampanią wyborczą rządzącej Partii, zastąpili ją w roli jednej ze stron sporu. Po raz pierwszy też jednak przeciwko mediom zasiedziałym na rynku od czasów prosperity III RP, walczącym o jak najlepszy wynik wyborczy władzy, wystąpiły inne media, jasno już głoszące, że powstały z misją „obalenia podstaw ustrojowych” i wyzwolenia Polski. (...)

Ofiarność Tomasza Lisa, który wziął na siebie rolę protagonisty w nie mającej już zupełnie nic wspólnego z dziennikarstwem przedwyborczej debacie telewizyjnej była tylko jednym z wielu dowodów zatracenia wszelkiej przyzwoitości w walce o zwycięstwo obozu władzy.

W ocenie Ziemkiewicza dziennikarze prorządowi utożsamiając rządy PO z porządkiem ustrojowym III RP powrócili po prostu do mentalnych nawyków z czasów PRL:

 

Może najlepiej wyłożył je swego czasu nieżyjący już Kazimierz Koźniewski − zdeklarowany propagandysta reżimu, w stanie wojennym założyciel wyjątkowo jadowitego tygodnika „Tu i Teraz”, do samego końca honorowany przez wciąż przodującą w medialnym froncie o ustrój „Politykę” jako jej nestor, nawet wtedy, gdy ujawniano jego agenturalną przeszłość. Właśnie w „Tu i Teraz” dał niegdyś Koźniewski wykład peerelowskiego pojmowania demokracji. Otóż − skracam własnymi słowy − w PRL istnieje pluralizm polityczny, bo w zgodzie co do jej ustrojowych postaw łączą się rozmaite opcje. Nie tylko komuniści, których oczywista dominacja wynika z woli ludu pracującego miast i wsi, ale i tacy, którzy nie będąc komunistami doceniają zasługi ZSSR dla Polski i dla światowego pokoju. Dowodem pluralizmu są endecy z PAX-u, którzy rozumieją, iż tylko ładowi jałtańskiemu zawdzięczamy Ziemie Zachodnie, agraryści z ZSL czy rzecznicy interesów drobnej wytwórczości z SD. Słowem, pluralizm polega na tym, że PRL i jej władze można popierać z różnych pozycji, a demokracja − na tym, że na listach wyborczych Frontu Jedności Narodu reprezentowani są wszystkie odpowiedzialne siły. Natomiast ci, co kwestionują podstawy ustrojowe, czyli ład międzynarodowy, który je stworzył, to nie są żadni rzecznicy demokracji czy pluralizmu. To są po prostu wrogowie, pragnący doprowadzić do anarchii i zniszczenia naszych sojuszy, a więc i niepodległości. Z nimi nie może być rozmowy, oni muszą z oczywistych powodów zostać zniszczeni.



W ocenie publicysty "Uważam Rze" wywód Koźniewskiego, po drobnych stylistycznych poprawkach pasuje do tonu tzw. wiodących mediów:

Warunkiem demokracji jest to, że opozycja nie może z niej korzystać, albowiem by ją zniszczyła. Jest to umysłowe zapętlenie, które amerykańska propaganda przeciwko wojnie wietnamskiej  wykpiwała latami, cytując niefortunne stwierdzenie pewnego oficera: „musieliśmy zniszczyć tę wioskę, żeby ją uratować”

- podsumowuje.


wu-ka, źródło: Uważam Rze

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych