9 października przejdzie niewątpliwie do historii. Jednym z powodów jest - skądinąd niezaskakujące - zachowanie większości mediów. Przed tą datą z rzadka można było przeczytać materiały krytykujące rząd Donalda Tuska. Po 9 października, jak za dotknięciem różdżki, zaczęły się pojawiać artykuły, które przed wyborami mogłyby zmienić rzeczywistą oceną partii rządzącej.

Oto, pierwsza strona "Gazety Wyborczej". Po lewej, redaktor naczelny Adam Michnik melduje partii wykonanie zadania. Tuż obok wielkimi literami wybity tytuł:

SŁUŻBY ZAJRZĄ WAM W KOMPUTER

I dalej:

Kontrolowanie każdego emaila, dokumentu, czy zdjęcia przesyłanego w sieci, blokowanie stron internetowych. Takie - nieprzewidziane w prawie - mozliwości kontrolowania internetu dostaną służby specjalne.

- alarmuje "Gazeta".

Dowód na daleko posuniętą schizofrenię redaktorów z Czerskiej.

Jak pisze Ewa Siedlecka, w MSWiA przygotowuje się narzędzia do kontrolowania internetu, które mogą dać służbom nieograniczone możliwości inwigilacji obywateli. Owe narzędzia cyberinwigilacji powstają w ramach projektu dla MSWiA finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Projekt MSWiA nosi tytuł ''Autonomiczne narzędzia wspomagające zwalczanie cyberprzestępczości''.

O skali zagrożeń dla wolności obywatelskich świadczy wypowiedź Michała ''ryśka'' Woźniaka dla "Gazety":

Sądząc z opisu, może chodzić po prostu o narzędzie do rozkodowywania sygnału na wyjściu, by ustalić, od kogo pochodzi. W przypadku proxy to dość proste. W przypadku sieci TOR - raczej niemożliwe, bo wewnątrz niej sygnał koduje się wielokrotnie Ale jeśli to narzędzie miałoby sobie poradzić z TOR-em, to opis może równie dobrze oznaczać coś niebezpiecznego: instalowanie bez zgody na komputerze użytkownika oprogramowania szpiegującego i śledzenie wysyłanego z komputera sygnału podczas jego przechodzenia przez TOR. A także zdalne przejęcie komputera - przez zainstalowanie na nim szpiegowskiego oprogramowania lub złamanie zabezpieczeń.

Co to oznacza? Nowe narzędzie może być używane do kontroli komputerów i internetu, a policja i służby - jak pokazuje praktyka w tego typu przypadkach - będą je stosować bez zgody sądu. W efekcie znacznie poszerzą sposoby inwigilacji nieobjęte żadną niezależną kontrolą.

Posiadając już narzędzie do inwigilacji internetu i włamywania się do komputerów, MSWiA postara się je zalegalizować, dopisując do ustaw policyjnych dodatkowe uprawnienie. Jak pisze "GW", stowarzyszenie Blogmedia zwraca uwagę, że w projekcie zmiany ustawy o policji na stronie internetowej MSWiA przewiduje się rozszerzenie definicji kontroli operacyjnej na stosowanie " środków elektronicznych umożliwiających niejawne i zdalne uzyskanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie".

Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, mówi wprost że to naruszenie zasad demokratycznego państwa prawa:

Mamy tu odwrócony porządek rzeczy. Najpierw buduje się narzędzie, a potem stara się o jego legalizację. A w trakcie tych starań używa się go do głębokiej ingerencji w prywatność, stosując rozszerzającą interpretację prawa. Tymczasem władzy publicznej wolno wyłącznie tyle, ile wprost wynika z jej uprawnień ustawowych. MSWiA i ABW uspokojają, że będą używały swoich nowych zabawek w ramach obowiązującego prawa.

 

Cały artykuł Ewy Siedleckiej w "Gazecie Wyborczej".

Lektura obowiązkowa!

Proszę się teraz spodziewać więcej takich tekstów. Teraz już można partię krytykować.

 

Bar, źródło: wyborcza.pl