Media lewicowo-liberalne ponownie mają swojego bożka w parlamencie i czekają nas całe stada świńskich łbów ze strony formacji Janusza Palikota.

Partia Tuska zaprezentowała się jako partia mieszczańska i estabilishmentowa. Niczego od swoich wyborców nie oczekuje a całą kampanię ogranicza do straszenia PiS. Kryzys gospodarczy i podwyżka VAT najwyraźniej nie spowodowały przebudzenia wyborców umiarkowanych i słabo zainteresowanych polityką. Dla nich nadal najważniejsze jest grillowanie. Jeżeli na grillu pojawi się jakaś groźba – kryzysu gospodarczego, wykupienia przez obcy kapitał czy zamach terrorystyczny – grillujący Polacy uznają, że po prostu ktoś puścił film akcji na imprezie. Jak analizowano w sztabie PiS – realny spadek wynagrodzeń nastąpił dopiero w 2010 r. i nie jest odczuwalny. Mamy sytuację społeczną niebezpiecznie przypominająca czasy saskie.

PiS troskliwie dopięło wizerunek partii rewolucyjnej używając do tego kibiców. Mieliśmy powtórkę z kampanii Aleksandra Kwaśniewskiego w 2000 r. Wtedy ostre protesty i kontrmanifestacje Ligi Republikańskiej bardzo podobały się wyborcom prawicowym ale odstraszały większość Polaków, którzy nigdy nie byli na żadnej manifestacji ani pewnie na żadnym meczu. Zgodnie ze scenariuszem z kabaretu gdy PiS dojdzie do władzy miała być wojna z Rosją i Niemcami i niestety sporo zwykłych wyborców w to uwierzyło. Gdy nie było się czego przyczepić zbudowano narrację na oszustwie w sprawie słów o Angeli Merkel, których Jarosław Kaczyński nie powiedział.

Dla funkcjonowania normalnej demokracji konieczne jest odbudowanie elementarnej równowagi w mediach. To praca wieloletnia, trudna i niekoniecznie budząca zainteresowanie parlamentarzystów.  Z rzeczy pozytywnych – PiS jest jedyną poważną siłą na centroprawicy, nie udały się próby rozbicia partii przez przyjaciół Grzegorza Schetyny z PJN ani konkurencja ze strony ultrakonserwatywnej prawicy z Kongresu Nowej Prawicy czy Prawicy Rzeczypospolitej.

Obecność partii Janusza Palikota w Sejmie RP to znacznie gorszy problem niż zapaterystowskie skłonności tej formacji. Nie wiadomo nadal skąd się wzięły tajemnicze pieniądze Palikota za granicą, dlaczego niegdyś budował konserwatywny katolicki tygodnik „Ozon” (niedawno – 5 lat temu) a dzisiaj uderza w tony skrajnego antyklerykalnego populizmu. Palikot zbyt przypomina Władymira Żyrynowskiego i jego Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji. Część rozczarowanych młodych wyborców poparła Palikota i niepowetowanych strat w ich świadomości chyba już nie da się odrobić. Kazimierz Kutz już odbył rozmowę z Januszem Palikotem na temat wspierania autonomii i regionalizmu. Senator z Katowic mieszkający od ponad 25 lat na Mazowszu wierzy w odpowiednią i kreatywną promocję swoich koncepcji w Sejmie.

Przed strukturami terenowymi PiS i współpracującymi z partią organizacjami społecznymi (kluby „Gazety Polskiej”, koła Radia Maryja, Instytut Sobieskiego) sporo pracy nad przekuciem spójnej koncepcji programowej w formułę kampanii wyborczej i realne ruchy społeczne. Niczym ruch konserwatywny w Stanach Zjednoczonych musimy całe lata pracować nad stworzeniem swoich kanałów komunikacji (na Kościół można liczyć w ograniczonym stopniu i partii on nie zastąpi), mediów i instytucji. Powstał oprócz „Naszego Dziennika” tabloidowy „Gazeta Polska Codziennie” i coraz więcej stron internetowych na poziomie jak WPolityce.pl. Na świadomość szarej masy wyborców może oddziaływać dopiero spadek poziomu życia.

Pierwszym wnioskiem PiS powinna być propozycja reaktywacji komisji „Przyjazne państwo” oczywiście pod kierownictwem Janusza Palikota. W końcu po czterech latach rządów premiera Tuska i w tym trzech wspierania już na pewno jest fachowcem w likwidacji blokad administracyjnych, zbędnych przepisów czy ograniczeń w rozwoju przedsiębiorczości. Skoro Polacy uważają w większości, że jest byczo i potrzeba tylko trochę rozrywki – czemu nie.

Dziękuję wszystkim za uzyskane 3.941 głosów i drugi wynik w mieście Katowice w wyborach do Sejmu RP.