Schetyna sugeruje niespodziewane i mocne uderzenie PO w kampanii: "Użyjemy innych metod"

Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna (L) i minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Fot. PAP/Rafał Goły
Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna (L) i minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Fot. PAP/Rafał Goły

Tajemnicza wypowiedź Grzegorza Schetyny. Marszałek Sejmu, wiceszef Platformy Obywatelskiej twierdzi, że Jarosław Kaczyński unika debaty. I sugeruje, że w takiej sytuacji PO przez ostatni tydzień kampanii będzie musiała użyć innych metod, żeby pokazać Polakom, jaka jest różnica między Platformą a PiS.

To już jest mało czasu, żeby uruchomić jakiś poważniejszy projekt, czy coś takiego co odmieni los kampanii. Uważam, że to będzie już taka rozmowa na emocje, na komunikaty bardzo proste. Też na to, żeby pokazać jak będą wyglądały cztery lata następne, jaka jest wizja Polski najważniejszych ugrupowań

- powiedział w środę dziennikarzom w Łodzi Schetyna pytany jak będzie przebiegał ostatni tydzień kampanii wyborczej.

Jego zdaniem, skoro nie dojdzie do debaty liderów PiS i PO, Platforma będzie musiała sięgnąć bo nowe środki:

Tego nie będzie, tego zabraknie, więc będziemy musieli użyć też innych dróg, metod żeby Polakom pokazać jaka jest różnica między PO i PiS, miedzy Polską rządzoną przez premiera Tuska, a premiera Kaczyńskiego, między rządami Platformy a PiS, będziemy o tym mówić przez ten ostatni tydzień

- dodał Schetyna. Nie sprecyzował jednak co ma na myśli.


Marszałek Sejmu w towarzystwie kandydujących do Sejmu z listy PO w Łodzi: Kwiatkowskiego, posłanki Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej i posła Jarosława Stolarczyka spotkał się także z mieszkańcami Łodzi w jednym z pasaży przy ul. Piotrkowskiej.

Ostatnio nasiliły się pogłoski, że na koniec kampanii szykowane jest prowokacja. Pierwszy napisał o tym portal wPolityce.pl. Przypomnijmy:

O tej sprawie mówi się coraz głośniej i coraz konkretniej. Przede wszystkim w środowisku dziennikarzy prorządowych i w sztabie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Rzecz dotyczy słynnej "bomby", prowokacji, którą ludzie związani z obozem władzy mieliby szykować na końcówkę kampanii wyborczej. Co to miałoby być? Z rozmów przeprowadzonych przez reporterów portalu wPolityce.pl wyłania się następujący plan obozu rządowego:

Tuż przed ciszą wyborczą zagraniczne media, zaprzyjaźnione z polskimi ośrodkami bliskimi władzy, wypuszczają coś co nazywają zapisem rozmowy (przez telefon satelitarny) Jarosława Kaczyńskiego z jego bratem, śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim w trakcie tragicznie zakończonego lotu do Smoleńska.

Rozmowa jest tak spreparowana, że stawia prezesa PiS w niekorzystnym świetle. Polskie media - przygotowane do operacji - natychmiast podchwytują temat i dają na czołówki.

Robi tak m.in. jedna z największych gazet, mocno zaangażowana w kampanię PO.

Ale trwa już cisza wyborcza, za chwilę głosowanie: Kaczyński nie może nawet odpowiedzieć, bo przecież kandyduje. Nagłośniona jednostronnie sprawa wpływa na wynik wyborów, zbija rezultat PiS.

 

Dziennikarz jednego z mediów bliskich rządowi mówi nam:

O takiej operacji słyszałem, mówi się, że tego właśnie ma dotyczyć ta bomba.

 

Sztabowiec PiS:

Dochodzą do nas pogłoski na ten temat, ale nic więcej nie wiemy. Wszystko możliwe, wiadomo, że idziemy łeb w łeb. PO boi się przegranej, więc są gotowi na wszystko.

 

Co dokładnie mogłoby pojawić się w takim sfałszowanym zapisie? Zapewne sugestia, że Jarosław Kaczyński naciskał na brata by mimo złej pogody lądował w Smoleńsku. Dziennikarze tygodnika "Uważam Rze" w rozmowie z prezesem PiS, która ukaże się w poniedziałkowym numerze, zapytali o tę sprawę. Odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego w poniższym cytacie:

 

Mówi się o ujawnieniu zapisu pana rozmowy z bratem w trakcie tragicznego lotu do Smoleńska. I ma to podobno nastąpić w sobotę w trakcie ciszy wyborczej.

Nie słyszałem. Jeśli ta rozmowa nie zostanie sfałszowana, to nie przyniesie nic nowego. Wiem co mówiłem. Zresztą odbyła się jeszcze zanim były znane prognozy pogody w Smoleńsku. Dotyczyła stanu zdrowia naszej mamy, trwała 25 sekund. Zapytałem czy jest już w Smoleńsku, bo tak myślałem. Odparł, że nie. Powiedziałem mu jak u mamy, on odparł, że powinienem się przespać. Tak jak zawsze. Przerwana zresztą nie przez nas bo połączenie się zerwało. Tematu lądowania w Smoleńsku w ogóle nie było.

Podać jej treść mają rzekomo zagraniczne media.

Jak było – powiedziałem. Że obecna władza boi się potwornie, to fakt. Więc nie ma chyba metody, która jest poza wyobraźnią. Wiadomo co robiono przez lata.

Cały wywiad - w poniedziałek w "Uważam Rze".

W ciągu kilkunastu miesięcy od tragedii media wielokrotnie cytowały wymyślone słowa różnych osób związanych z tragedią. Podawano, że piloci mieli mówić iż "tak lądują debeściaki" - a wiadomo, że w ogóle nie podchodzili  do lądowania! Podawano, że prezydent "się wścieknie" jak nie wylądują - i tych słów też nie ma w stenogramach. Itp., itd...

wu-ka, inf. własna, PAP

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...