Warto być Polakiem, warto by Polska trwała jako duży, liczący się europejski kraj. Wielkim wysiłkiem Polaków zewnętrznie nasz kraj w dużym stopniu upodobnił się do państw Zachodu i możemy być z tego dumni. Ale w środku Polska wciąż nie jest krajem naszych marzeń - pod względem łatwości i wygody życia, jakości opieki zdrowotnej i społecznej, funkcjonowania urzędów, poziomu korupcji, jakości sądownictwa, policji, szkolnictwa czy nauki. Polska będzie jednak silna, bogata, nowoczesna i bezpieczna, bo Polacy na to zasługują, bo mają niezbędny potencjał, wiedzę i energię, bo kochają swój kraj. Czas, żeby po dziesiątkach bardzo trudnych lat żyło się tu godnie, bezpiecznie, łatwo i wygodnie. Polska jest wielkim projektem i nie można jej traktować tak jak fabryki, która tylko powinna dawać pracę obywatelom.

Pisząc tę opowieść odbyłem podróż przez polską historię najnowszą, ale także przez własne życie. Ta podróż jest jednak niedokończona. Mojemu bratu Leszkowi tę podróż przerwała tragiczna śmierć. W moim wypadku był to demokratyczny werdykt. Ale tę podróż trzeba kontynuować. Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy w następnych latach będą stawali przez sarkofagiem z ciałem Leszka i Marylki na Wawelu, sprawiedliwie ocenią to, co zrobili dla Polski i Polaków. Natomiast ja będę się poddawał ocenie na bieżąco. I liczę na sprawiedliwą ocenę. A będzie ona pełna, jeśli dane mi będzie dokończenie mojej podróży z Polską.

***

Gdy zostałem premierem, we wszystkich kierunkach działania państwa wiele się zmieniło. Inna była polityka ekonomiczna, prywatyzacyjna, inna polityka w sektorze przemysłowym, stworzono bardzo efektywny mechanizm przyjmowania unijnej pomocy. To ostatnie jest wielką zasługą Grażyny Gęsickiej, można powiedzieć – mojej politycznej ulubienicy. Po przejęciu rządów sześciokrotnie zwiększyliśmy absorpcję unijnych środków. Całkowicie zmieniliśmy politykę zagraniczną, politykę w sferze kultury. Kazimierz Ujazdowski odwrócił priorytety, znacznie zwiększył wydatki na przedsięwzięcia umacniające polskie dziedzictwo narodowe, na politykę historyczną. Przygotowaliśmy wielką reformę finansów publicznych: włączyliśmy europejskie środki do budżetu, a projekt właściwej reformy przeszedł już przez Sejm, ale nie przez Senat, bo były wybory. Pracowaliśmy nad budżetem zadaniowym, ale to jest sprawa na lata. A wreszcie, przygotowaliśmy reformę służby celnej i skarbowej, zakładającą ich połączenie, co przy okazji umożliwiłoby rozbicie w pył różnych starych układów korupcyjnych. Rozwiązaliśmy WSI, zmodernizowaliśmy policję i inne służby mundurowe, powołaliśmy CBA. A trzeba pamiętać, że nasz rząd był większościowy tylko przez trzynaście miesięcy.

O tym, co trzeba zrobić w rządzie, w poszczególnych ministerstwach, napisałem właściwie całą książkę – to znaczy pisał Mariusz Błaszczak, szef kancelarii premiera, a ja formułowałem szczegółowe instrukcje dla poszczególnych ministrów. Nie chodziło o to, żeby ich ubezwłasnowolniać, ale, żeby wiedzieli, do czego nasza ekipa zmierza, co jest priorytetem, co gwarantuje nową jakość. Potem te instrukcje były różnie realizowane. One zresztą nadal są w kancelarii premiera, bo to był dokument poufny, więc ministrowie Tuska mogliby nawet z tych moich instrukcji dzisiaj korzystać. Oczywiście byłbym efektywniejszym premierem, gdybym sam sobie mógł dobrać rząd, gdybym nie miał różnych dziwnych ludzi, których obecność wynikała z koalicyjnych zobowiązań. Na przykład szybko wyszło na jaw, że Radosław Sikorski jako minister obrony gwarantuje tylko to, że w wojsku nic się nie zmienia. Zmieniać zaczął dopiero Aleksander Szczygło, ale miał na to już bardzo mało czasu. W ministerstwie budownictwa dobre pomysły pojawiły się, gdy przyszedł tam Mirosław Barszcz. To jest zresztą nasza największa strata związana z Joanną Kluzik-Rostkowską. Lubili się i on chyba odpłynął razem z nią. Ale może jeszcze wróci, bo był bardzo sprawny i w ciągu 3 miesięcy, kiedy był w ministerstwie, zrobił nieporównanie więcej niż inni.

Mirosław Barszcz wymyślił, jak sprawić, żeby mieszkań nie kupowali masowo bogaci ludzie, jako lokaty kapitału. I ten pomysł zrealizujemy, gdy będziemy rządzić. Barszcz chciał zastosować austriacki pomysł budowania mieszkań na wynajem (grunty znalazł poprzednik, Antoni Jaszczak). Te mieszkania stopniowo przechodziłyby na własność, co by powodowało, że bogatym nie opłacałoby się w to angażować. Poza tym byłby wymóg zamieszkiwania w takim lokalu.

***

O Bronisławie Komorowskim

Jeśli o Donaldzie Tusku mogę powiedzieć, że go jakoś znam, to w przypadku Bronisława Komorowskiego byłoby to już wątpliwe. W latach 70. nie zetknąłem się z nim, ale wtedy spotykało się mnóstwo ludzi, więc nie pamiętam szczegółów. Na przełomie 1979/1980 roku jego nazwisko trochę błysnęło. Skazano go na miesiąc aresztu po uroczystościach 11 listopada. Rok wcześniej była wielka demonstracją, na którą milicja w ogóle nie zareagowała, mimo że była uroczysta Msza św. i ludzie poszli pod Grób Nieznanego Żołnierza. Było klika tysięcy osób, śpiewy. Skoro nie było reakcji, to postanowiono zrobić demonstrację w 1979 r. Tym razem reakcja była taka, że tajniacy próbowali na Placu Zamkowym nie tyle rozpędzić tłum, co atakowali, szarpali, a później się wycofali. I później zrobiono proces trzem osobom, w tym Komorowskiemu, który znalazł się tam dosyć przypadkowo. Dostał miesiąc aresztu i musiał go odsiedzieć, co do przyjemności nie należało. Dzisiaj jest to jego główny powód do chwały.

(…)

Propozycję zrobienia Komorowskiego marszałkiem Sejmu odebraliśmy jako wyraźne powiedzenie, że żadnej koalicji PO-PiS nie będzie. Nie może być koalicji, jeśli superważną dla funkcjonowania rządów funkcję ma pełnić osoba całkowicie wroga. Jeżeli marszałek jest przeciwko rządowi, to bardzo może utrudnić mu życie. Mówiłem wtedy: „Bardzo przepraszam. My możemy różnych ludzi robić marszałkami, ale nie wmawiajcie nam, że chcecie koalicji i chcecie, żebyśmy wybierali bez koalicji, jeszcze do tego marszałka Komorowskiego”. Proponowaliśmy wtedy, żeby Tusk został marszałkiem, bo on formalnie był za koalicją. Komorowski wprost mówił, że jest przeciw. Później zwrócił na mnie uwagę głosowaniem w sprawie WSI.